J. Mazur: Jak Warszawa broniła się przed żydami

J. Mazur: Jak Warszawa broniła się przed żydami.

Jak Warszawa broniła się przed żydami.
(Notatka historyczna). WARSZAWA 1919. Tłocznia Jana Kondeckiwo, Warszawa. Marszałkowska 5&t.

Wśród szerokich warstw naszego społeczeń­stwa utaiło się przeświadczenie o nader rozległej tolerancji dawnej Rzeczypospolitej Polskiej wzglę­dem żywiołów napływowych.

Tolerancja ta rzeczywiście miała miejsce o ile chodziło o żywioły pożyteczne dla kraju, gdy zaś tylko żywioły te stawały się szkodliwymi dla intere­sów mieszkańców łub państwa—tolerancja ustawa­ła, a na jej miejsce występował cały szereg zaka­zów, krępujących zbytnią swobodę danego a niepo­żądanego gościa.

W pierwszym rzędzie zakazy te dotyczyły ży­dów, którzy przyjęci gościnnie w Polsce, wtedy gdy na całym świecie wypędzano ich zewsząd, niewłaś­ciwym postępowaniem przeciwstawiali się rdzennej ludności.

Sam instynkt samoobrony nakazywał zastosowanie środków zaradczych, mających na celu powstrzyma­nie zachłanności żydów, będących zawsze obcymi, a nawet wrogimi dla społeczeństwa i dążącymi do zagarnięcia władzy czy to materjalnej, czy to du­chowej.

Nie były to jódnak w łagodnej Polsce po­gromy i manje takie, jak w zachodniej Europie, a następnie w Rosji, były to tylko zakazy królewskie i sejmowe, którym żydzi, notabene mistrzo­wie w obchodzeniu wszelkich praw, z łatwością sobie radą dawali.

Zakazami takiemi broniła się przed nimi również i Warszawa, lecz nie wiele one zaradzić były w stanie. Wszelkimi sposobami omijali je ży­dzi, Wykręcali się od nich, wciskając się do stolicy, która im za teren zysków służyła zawsze.

Istnieją ślady, że już w XIII w., w samem zaraniu istnienia stolicy Polski, dostali się oni i do niej, starając się wszelkimi sposobami, nie zawsze zgodnymi z prawem i etyką, zająć w mieście przo­dujące stanowisko.

I na podziw, udało się im o tyle, że jak twierdzi Sobieszczański, wiele aktów z owych czasów, przechowanych w archiwum krajowem, pisanych jest w języku hebrajskim.

Oprócz tego zajęli dla siebie całą, nieistnie­jącą już w pobliżu Dunaju ulicę, nazwaną żydow­ską, na której się pięć domów przez nich zamieszka­łych wznosiło, a gdy im się ciasno tam zrobiło, rozpełzli po całem mieście, mając w różnych dziel­nicach swe domy, ogrody, cmentarze, a nawet sy­nagogę, zbudowaną w pobliżu kościoła św. Jana.

Dobroduszni mieszczanie warszawscy, zrazu obojętnie patrzeli na tą ich gospodarkę, nie odczu­wając jeszcze jej zbyt dotkliwie.

Lecz gdy przybysze ci z coraz większą chci­wością zagarniać w swoje ręcę zaczęli handel i rzemiosła, znajdujące się dopiero w kolebce, gdy dotkliwe tern krzywdy rdzennym mieszkańcom miasta wyrządzać zaczęli, podnieśli oni larum głośny.

Podążyły do książąt mazowieckich żałosne skargi na to, że żydzi handel podkopują, że ludność niszczą lichwą i wyzyskiem, że rzemieślnikom szkodzą partactwem i tandetą.

Powoływali się też mieszczanie na nadane im przez książąt prawa magdeburskie i domagali się wyrugowania żydów z Warszawy.

Pierwszy krok w tym kierunku uczynił książę Bolesław V, który odwdzięczając się miastu za no­wy podatek nadzwyczajny w ilości 120 dukatów, zabronił obcym kupcom, a więc i żydom, w War­szawie, po za walnymi jarmarkami, detalicznej sprzedaży jakichkolwiek towarów.

Ostatni książę mazowiecki Janusz, w r. 1525 wydał dekret, zabraniający żydom zamieszkiwania Warszawy i trudnienia się handlem oraz rzemio­słami.

Lecz żydzi nie wiele widocznie robili sobie z tego dekretu książęcego, gdyż w dwa lata potem król Zygmunt 1 Stary, który w tym czasie objął rzą­dy nad Mazowszem, ponowił dekret, rozciągając go jeszcze i na przedmieścia, przyczem wykonanie tego rozporządzenia i ostrzeżenie, ażeby przekroczonem nie było, zlecił wojewodzie mazowieckiemu, burmi­strzowi i rajcom magistratu.

Poradzili sobie z tern jednak żydzi, gdyż jak mówi autor „Szkiców historycznych z życia żydów w Warszawie” H. Nussbaum:

„Żydzi, opuściwszy miasto, to ważne ognisko ruchu handlowo-przemysłowego, nie bardzo się odeń oddalili, porozkładali swój tabor pod samymi mura­mi miasta, w wyczekiwaniu przyjażniejszej chwili dostania się znów pod jakimkolwiek pozorem do je­go wnętrza. Jako ludzie praktyczni, z przeciwno­ściami losu oddawna otrzaskani, liczyli trochę na własną zabiegliwość, więcej na słabość urzędników, nie zawsze do ścisłego wykonywania litery prawa skorych, a zresztą i na zrządzenie opiekującej sią nimi Opatrzności*.

1 rachuby te nie zawiodły synów Izraela. Po­woli, stopniowo przedostawali się do miasta, zwła­szcza, gdy na dworze Zygmunta Augusta pozyskał znaczny wpływ żyd Edzidzi, zajmujący sią niezbyt zaszczytną funkcją stręczenia miłośnic choremu kró­lowi, za co otrzymał prawo zamieszkiwania w mie­ście.

Nie opierali sią temu mieszczanie, lecz gdy za nim cisnąć sią zacząli gromadnie inni, wystąpili z protestem.

Zygmunt August, który na sejmie lubelskim przeprowadził uchwałą, wyznaczającą Warszawą na miejsce stare sejmów publicznych, pragnąc położyć kres rozpanoszeniu sią w niej żydów, w r. 1570 ogło­sił dekret,, brzmiący jak następuje:

  • Żaden żyd ani żydówka wraz z dziećmi i służącemi, bądź źydowskiemi łub chrześcijańskie- mi, z rzeczami i towarami swymi, obywatelstwa i mieszkania na którychkolwiek gruntach, czy to miej­skich, królewskich, duchownych i szlacheckich w mieście Starej i Nowej Warszawie i jego przedmie­ściach, mieć nie będą, ani w tychże mieszkać na­wet pod bytność królewską nie powinni, wyjąwszy tylko czas sejmowy, w którym dla handlu żydzi w mieście znajdować sią mogą.
  • Żydzi mający sprawy w Warszawie, bawić tu mogą, nie inaczej wszakże do miasta im wstę­pować i znajdować sią w niem wolno, jak tylko za rekwizycją i pozwoleniem magistratu, jednakowoż bez możności sprawowania kupiectwa, rzemiosła, handlu i przeszkody w sposobie życia mieszczanom.
  • Żydzi na dwie mile około Warszawy, tak z tej, jak i z tamtej strony Wisły, na żadnych gruntach mieszkać i handlować lub rzemiosła sprawować nie mogą, a to pod konfiskatą dó
  • Egzekucja rugowania żydów z Warszawy i jej okolic nie uważając na żadne przeszkody i protek­cje, nawet wyjednane u króla i jego następców listy ekscepcyjne, do magistratu Warszawy, teraz i na potem będącego należy, i tej nikt bronić nie bę­dzie.

Lecz i ten dekret wiele pomódz nie mógł, gdyż żydzi znaleźli sposoby ominięcia go, zwłaszcza, iż sejmy odbywały się prawie że corocznie.

Przyczyniały się do tego i zamieszania w kra­ju, wywołane bezkrólewiami.

Zagarniali też żydzi stopniowo w swe ręce ró­żne przedsiębiorstwa, i w końcu doszli do tego, że dzierżawili jeden z najważniejszych dochodów miej­skich, t. zw. „szelążne i czopowe11.

1 tym razem jednak zakazy te rychło poszły w zapomnienie, gdyż już w r. 1613 sejm zatwierdził poprzednie dekrety z lat 1527 i 1570, zabraniające żydom mieszkać w Starej i Nowej Warszawie, oraz w dwumilowym ich obrębie.

Za następcy Zygmunta III, króla Władysławę IV, żydzi znów w Warszawie osiedlać się zaczęli, szcze­gólnie obsiedli przedmieścia, skąd im łatwiej było wcisnąć się do stolicy.

Cechy żydów, ich zajęcia, sposób ich życia, od­mienny od reszty ludności, opisał w swoim „Gościń­cu” Jarząbski, pisarz współczesny, w formie ironi­cznej, a zarazem krotochwilnej. Pisze on:

L nich jest towar kosmaty Złoto, srebro i bławaty.

Sznurki, guzy, wszystko tanie,

I pieniędzy też dostanie;

Codziennie w nich Jarmarki,

Krom szabasu: w ten nie robią,

Myśląc, co jutro zarobią,

Słabiuchne życie u niego:

Co za szatyl Wnijdż do niego,

Aż on gryzie rzedkieweczkę,

Ogóreczki, marcheweczkę,

Tym się kontcntuje żydok,

A zbiera pieniążki, Amydek,

Któremi panu wygadza I na zastaw dogadza;

Wymyśla z umiejętności:

Z małego zysku przedajo,

Na strawę niewiele daje,

Rosło też przekraczanie przez Żydów wyda­nych zakazów, aż w końcu w r. 1648 król Wła­dysław IV wydał dekret, którym potwierdzał wszyst­kie poprzednio wydane zakazy, wzbraniające Żydom zajmowania się handlem i rzemiosłami w samej stolicy, i w dwumijowem od niej promieniu, a jed­nocześnie obostrzał je grozą kary w kwocie dwóch tysięcy czerwonych złotych i konfiskaty towarów. Wyjątek stanowił tylko czas sejmów.

Lecz i tu znalazł się uprzywilejowany żyd, na­zywany Markiem Nekelem, a noszący tytuł syndy­ka generalnego żydowskiego i faktora królewskiego, któremu Władysław IV w r. 1646 wydał w Krakowie przywilej zamieszkiwania w Warszawie, a naztępnie polecał go magistratowi Starej Warszawy i nakazy­wał, aby go nie turbowano i nie naigrywano się z niego.

Wszystkie te dekrety bezsilne jednak były wobec przebiegłości żydów, którzy, korzystając zwłaszcza z najazdu szwedów, którym bierne usłu­gi oddawali ze szkodą Polski, wcisnęli się znów do Warszawy.

Jan III Sobieski też, raz w r. 1663, następnie w r. 1676 wydal dekrety, nakazujące wypędzić ich z Warszawy, a w dwa lata powtórzył je, polecając jaknajprędsze ich wykonanie. Odniosło to wreszcie pewien skutek i żydów na czas pewien z Warszawy i okolicy wypędzono.

Ogłaszano dekret za dekretem, a oni wprost drwili sobie z nich, wiedząc dobrze, że zawsze w magistracie znajdzie się przekupny urzędnik, któ­ry im powrót do miasta ułatwi.

Biedni mieszcanie, którym oni wszystkie inte­resy psuli i dotkliwe szkody konkurencją wyrządzali, chwytali się tej samej broni, i tak samo przekupy­wać musieli urzędników, ażeby tylko nienawistnych a szkodliwych żydów z miasta usunąć.

Pomagało to jednak tylko chwilowo, gdyż ży­dzi, którzy już przez to samo, że nie płacili żadnych podatków, odnosili na handlu daleko większe ko­rzyści od ponoszących znaczne ciężary mieszczan, cisnęli się wciąż do miasta. 1 choć niekiedy magi­strat zdobywał się na energję i wprowadzając w czyn dekrety królewskie i sejmowe, usuwał żydów z murów Warszawy, to za pieniądze znajdowali oni przytułek u właścicieli licznych jurydyk, otaczające wtedy dokoła Warszawę jak Grzybów, Dziekanja, Leszno, Ordynackie, Marjensztadt i inne:

Nie pomagały też dekrety królewskie z lat 1737, 1740, 1761, 1763 i 1770.

Złe chwile na żydów przyszły dopiero za pa­nowania Augusta III, gdy marszałkiem wielkim ko­ronnym był Franciszek Bieliński.

Był to mąż nadzwyczajnej surowości, pilnujący przestrzegania prawa i najściślejszy jego wykonawca. Przekupstwo nie miało do niego przystępu, i gdy się zabrał do ścisłego wykonania prawa o usunięciu ze stolicy żydów, nie pomogły nic ich za­biegi.

Nie mogli ostać się nawet i w jurydykach, i w czasie rządów surowego marszałka, żydów w Warszawie i w okolicy nie było nawet na lekar­stwo, chyba w czasie krótkotrwałych sejmów.

Lecz śmierć Bielińskiego położyła kres tym re­presjom. Następca jego, Lubomirski, nie mogąc poradzić sobie z nimi, zwłaszcza, że opłacali się so­wicie instygatorowi marszałkowskiemu, chwycił się innego sposobu. Mianowicię ustanowił bilety po 1 groszu srebrnym, ważne aa 5 dni, w które każ­dy żyd, przebywający w Warszawie, zaopatrzony być musiał.

Lecz i tę opłata, stosunkowo nieznaczna, wy­dała się im uciążliwą,- i potrafili ją obejść.

Weszli , w porozumienie z możnowładzcami takimi, jak August Sułkowski, marszałek rady nieu­stającej, Adam Poniński, podskarbi koronny, Józef Potocki, krajczy koronny, i ci, chciwi na zysk, osie­dlali ich w swoich jurydykach i tworzyli zupełnie nowe osady żydowskie za miastem.

W ten sposób powstała Nowa Jerozolima za obecnemi rogatkami Jerozolimskiemi.

To bliskie sąsiedzwo tak się dało we znaki mieszkańcom, że na skutek nalegań magistratu mar­szałek wielki koronny, Mniszech, wydał dekret na­kazujący rugowanie żydów.

W r. Ti 06 straż marszałkowska wśród wielkie­go lamentu mieszkańców wkroczyła do Nowej ] Jero­zolimy, wszystkię towary skonfiskowała, a domo­stwa zburzyła.

Był to gwałt, lecz tylko gwałtem bronić się mógł magistrat warszawski przed omijaniem prawa przez przybyszów.

Jednak i ten ostry sposób nie wiele pomógł, żydzi po dawnemu wciskali się do stolicy, osiedlali się w niej pod różnemi pozorami, odbudowywali zburzone domki w osadach, zajmując się, jak daw­niej, handlem i rzemiosłami, wyrządzając tern dot­kliwą szkodę chrześcijanom.

Nie pomógł też wydany w r. 1770 zakaz oby­watelem nabywania towąrów od żydów, pod grozą kar surowych, „z tym dokładem, iż ten, który da znać o sprzeciwieniu się praesenti concluso, ro- kompense mieć będzie.”

Pozatem pospólstwu zalecono, ażeby „żydów w domach swoich nie konserwowali”.

Nowe rugi nakazane zostały znów w r. 1776, lecz, tak jak i poprzednio, żadnego skutku nie odniosły.

Gromadzili się oni znów wokoło koszar kadec- kich na Krakowskiem Przedmieściu i posiadali tak zwane depozytorjum miejskie przy ulicy Pokornej.

W r. 1784 marszałek Mniszech na naleganie magistratu ogłosił dekret, nakazujący rugowanie żydów z Warszawy i okolic.

Żydzi, wiedząc, że to nie przelewki, uderzyli w prośby zwracając się z niemi przedewszystkiem do króla. Gdy to jednak nie odniosło skutku, ucie­kli się pod opiekuńcze skrzydła najbogatszego wówczas bankiera, Piotra Teppera, który osadził ich w miasteczku swoim, w Raszynie.

Zaroiło się tam od żydów, a ciche, spokojne miasteczko przemieniło się w gwarny, krzykliwy jarmark.

Za żydami jednak, dziwna rzecz, handel z Wąr- szawy przenosić się zaczął również go Raszyna, wyrządzając tem dotkliwe szkody miastu i mieszcza­nom.

Występowali też osobno przeciw Tepperowi, starano się wyrugować żydów z Raszyna, gdy to je­dnak nie pomagało, magistrat uznał, że mniejszą szkodę wyrządzać będzie przemieszkiwanie ich w mie­ście i zgodził się wreszcie na pobyt ich. lecz w ści­śle określonych granicach.

Mianowicie wyznaczono im zabudowania nie­opodal Marywilu, między ulicą Senatorską a Nowo- Senatorską, będące niegdyś własnością szambelana (Jruskiego,, a należące niegdyś do rodziny Pociejów, skąd przyrosła do nich nazwa Pociejowa.

Pod datą 14 maja r. 1784 ogłoszona została przez marszałka Mniszcha „Ordynacja dla miasta Warszawy względem żydów®, według której żyd, przyuywający do Warszawy musiał towar przedsta­wiać przedewszystkiem na komorze, następnie zło­żyć go w depositorium miejskiem i wyjednać od intendenta składowego bilet na pobyt dwutygodnio­wy, poświadczony przez superintendenta żydowskie­go i kontrolera miejskiego.

W czasie tym musiał towar sprzedać w cało­ści, nie roznosząc go po ulicach i domach pod gro­zą konfiskaty. Bilet mógł być prolongowany na następne dwa .tygodnie, lecz potem żyd miasto opu­ścić musiał. Żydzi rzemieślnicy nie mieli dostępu do miasta, a przybywający do niego bez towaru mu­sieli zaopatrzyć się w bilet na dni siedem lub czter­naście, z prawem prolongaty jednorazowej na taki sam przeciąg czasu.

Żydówki bilet otrzymać mogły tylko wrazie po­trzeby porady lekarskiej dla nich lub dla dzieci.

Cena biletu dwutygodniowego wynosiła 2 złp., rocznego, wyjątkowo wydawanego, 13 złp.

Dla wygody żydów ustanowiono syndyka ży­dowskiego ze szkolnikami, który mógł urządzać na­bożeństwo w miejscach ustronnych; pozwolono im otwierać garkuchnie.

Właściciele domów nie mieli prawa wynajmo­wać mieszkań żydom bez biletów.

Miarą tego, jak żydzi zalewali Warszawą, może służyć wzrost wpływów z tych opłat. W r. 1785 wy­dano biletów za 7.026 złp. Na Pragą za 3.010 złp. W r. 1786, gdy żydzi z powodu sejmu mieli prawo zajmować sią handlem, wydano biletów na Warsza­wą za 2 949 złp., na Pragą za 1.617 złp., a już w r. 1787 wydano na Pragą i Warszawą biletów za 83,204 złp.

Starsi cechowi, widząc, że magistrat nie może sobie dać rady z przeprowadzeniem ordynacji mar­szałkowskiej, na własną rąką złożyli sejmowi w r. 1786 rozpaczliwy memorjał w sprawie usunięcia ze stolicy szkodzących im dotkliwie w handlu i rze­miośle żydów, wobec wciskania sią których do sto­licy władze miejskie okazały sią bezsilnemi.

Nadszedł sejm wielki czteroletni.

Żydzi zwrócili sią do niego z memorjałem, pro­sząc o prawo stałego zamieszkania w stolicy, pro­wadzenia w niej handlu i rzemiosł. Oświadczali, że trzystu najcelniejszych kupców żydowskich złoży natychmiast skarbowi Rzeczypospolitej na wojsko

  • zł, że, nieuchylając sią od podatków in­nych, płacić bądą corocznie „w potomne wieki” po
  • dukatów placowego, Dowodzili, że mają przy­wileje, nadane przez Kazimierza W. i jego następ­ców na wolne sprawowanie handlu i rzemiosł; na­rzekali, że jedna tylko Warszawa prześladuje ich I krzywdzi, choć są pożytecznymi dla kraju i zasłu­gują na opieką rządową.

Wobec zalewu żydowskiego, gdyż w liczbie do­chodzącej kilkunastu tysięcy zajęli oni po za Pocie- jowem wszystkie przylegle ulice, sięgając aż do ko­ścioła św. Trójcy na rogu Nalewek i Długiej, oraz wielu innych ważnych spraw, w październiku r. 1788 magistrat wyznaczył specjalną delegację celem pil­nowania spraw miasta Warszawy i podawania sej­mowi dezyderatów.

Delegacja ta opracowała „Ekspozycję praw miasta Warszawy względem żydów oraz odpowiedź na żądaną przez nich w tymże mieście lokację”.

Memorjał ten wykazywał, że żydzi są zgubą miasta, że tam, gdzie się zdołali wcisnąć zdemora­lizowali i zubożyli ludność chrześcijańską, że niszczą i Warszawę, gdzie się wdzierają wbrew prawom obo­wiązującym i na zakończenie zwracał się memorjał do króla i stanów sejmowych z prośbą, „aby z oka­zji zaszłej sejmu prolongacji, wolnego żydom i ob­cym prowadzenia handlu prolongacja nie nastąpiła”.

Toczące się rozprawy sejmowe przynosiły co­raz to nowe reformy, z których najważniejszemi by­ły reformy miejskie.

Najważniejszą ze spraw dla miasta była spra­wa żydowska. Tłoczące się wtedy do miasta tłumy żydów odbierały coraz więcej zarobek chrześcijanom tak, że wśród pospólstwa wzburzenie rosło. –

Magistrat warszawski występował do sejmu

  • przywrócenie mu dawnych praw rugowania żydów, a gdy zwłoka zbyt długo trwała, w dniu 20 marca 1790 r. zebrały się przed ratuszem cechy krawiecki
  • kuśnierski, i oświadczyły magistratowi, że jeżeli nie .postara się o wypędzenie żydów ze stolicy, to one nie zaręczają za ich bezpieczeństwo, gdyż maj­strowie i czeladź, pozbawieni zarobków i doprowadzeni do rozpaczy, sami sobie sprawiedliwość wy­mierzą.

Przed delegacją miejską przedstawiciele cechów roztoczyli rzeczywiście straszliwy obraz. Nietylko kupcy żydowscy psuli handel chrześcijanom, ale rzemieślnicy ich odbierali zarobek rzemieślnikom chrześcijańskim, tak że tym ostatnim głód groził,

Wobec takiej podstawy tłumów sprawa zała­twiona została w nader szybkim tempie, i już w d„ 22 marca marszałek w. kor. ogłosił dekret, nakazu­jący żydom opuścić Warszawą. Dopilnować tego miała delegacja miejska, przyczem dołożyć miała starań, „aby obywatele miasta od przeszkód żydo­wskich i od samego żydowstwa uwolnieni skutecz­nie być mogli, nie oglądając sią na żadne instancje, ale wzgląd na prawo i sprawiedliwość mając”, a oprócz tego ówczesny prezydent polecił pospólstwu, „ażeby spokojnie sprawowało sią, żadnych popróż- ków na żydów nie czyniło, tudzież, iżby gospodarze ludziom służącym i czeladzi zalecili, aby, gdy rugo­wanie żydów następować będzie, tychże żydów nie potrącali i nie łajali, ale wszelką spokojność, pod ściągnieniem na siebie kar; zachowali”.

To ustępstwo marszałka i dekret jego wywo­łały niepokój szlachty, która, przerażona widmem rewolucji francuskiej, we wszystkich wystąpieniach miast echa tej rewolucji widziała.

Rugowanie żydów z miasta nie mogło być do­konane tak prędko, znów więc tłum gromadzić się zaczął w ratuszu, domagając się, przyciśniony gło­dem z powodu zamknięcia warsztatów, nie mogą­cych wytrzymać konkurencji z żydami, ażeby w cią­gu trzech dni usunięto ich zupełnie z Warszawy.

Lecz i ten środek nic nie pomógł. Po kilku tygodniach, żydzi chę*kiem. Dieszo i brykami, wracali do miasta, i tam zamknięte warsztaty swoje otwierali, tak że w przeciągu miesiąca znów w War­szawie roiło się od nich.

Wzburzenie tłumów rosło, potrzeba było tylko iskry, ażeby nagromadzone prochy wybuchły.

Wreszcie w dniu 16 maja 1790 r. krawiec Fux, spotkawszy ęa Kłopockiem żyda, niosącego suknie, przywołał gawiedż uliczną i kazał go ująć. Żydzi rzucili się na pomoc współwyznawcy, wynikła bójka, w czasie której rozległ się krzyk, że Fux został za­bity.

Wtedy już tłum rzucił się na Tłomackie, gdzie najwięcej żydów mieszkało, i począł je grabić. Ży­dom udało się napaść odeprzeć, a wtedy skierowa­no się na Pociejów, urządzając istny pogrom z ra­bowaniem i niszczeniem mienia żydowskiego. Roz­szalałego tłumu nie mogła przywołać do porządku straż marszałkowska i dopiero pomoc wojska, tym bezprawiom, wywołanym rozpaczą, kres położyła.

Rozruchy te wyrządziły wiele szkody sprawie równouprawnienia mieszczan, przeciw któremu go­rąco występować zaczęła szlachta.

Sprawą żydowską zaczęto również się zajmo­wać, dążąc do jej uregulowania.

Z opracowanych wtedy projektów najciekaw­szym jest projekt króla Stanisława Augusta, który chciał, ażeby dla dostąpienia urzędu rabina potrze­bna była znajomość języka polskiego, iżby przy ka­żdej synagodze była szkoła zwyczajna, iżby żaden żyd nie dostał ślubu bez złożenia świadectwa szkol­nego, oraz żeby żydzi podlegli byli tym samym, co i ludność chrześcijańska, sądom. Trzeci z tych ar­tykułów żądał zaprowadzenia wśród żydów wycho­wania przymusowego.

Projekt ten jednak wykonanym nie został, a żydzi pozostali tem do dnia dzisiejszego, czem byli przed wiekami.

Tymczasem, po uśmierzeniu rozruchów, mar­szałek w. kor. wydał rozkaz aresztowania wszystkich żydów włóczęgów i wydalenia ich z miasta.

Rozporządzenia o rugach żydowskich ponawia­no parokrotnie, a w końcu w dn. 8 lutego 1792 r. wydał marszałek w. kor. Raczyński „Obwieszczenie względem żydów”, które pozwalało pozostać w mie­ście posiadaczom sklepów, piętnastu właścicielom garkuchni i pięciu pieczątkarzom. Kupiec nie mógł mieć więcej czeladzi nad troje, nie wolno mu było szynkować, handlować tandetą, w niedzielę nie wol­no było otwierać sklepów.

Gdy sejm wielki został w r. 1792 zalimitowa- ny, przystąpiono znów do rugowania żydów, przy- czem uniwersał marszałka koronnego uzależniał przemieszkiwanie żydów w Warszawie od „słusznych przyczyn”, nie załatwiając w ten sposób sprawy w duchu pragnień i interesów mieszczaństwa.

Na sejmie grodzieńskiem sprawa żydów znów wypłynęła na porządek dzienny, przyczem uzyskali oni poparcie wszechwładnego wtedy protektora Tar­gowicy a ambasadora carycy, Sieversa.

Przekupywali na wszystkie strony, nie żałując złota, „pożyczali” nawet pieniądze Stanisławowi Au­gustowi, lecz sprawa cała ostatecznie załatwiona nie została, a wynikiem ich zabiegów było… odroczenie egzekucji na cztery tygodnie.

Zaszłe następnie wypadki wpłynęły na dalszą zwłokę, i kwestja prawno-państwowa żydów roz­strzygniętą nie została.

Insurekcja Kościuszkowska nie zaznaczyła się w sprawie żydowskiej niczem innem, jak tylko tem,

że przodowali oni w podnoszeniu cen towarów. Na zapytanie magistratu, skierowane do konfraternji kupieckiej w sprawie drożyzny niektórych artyku­łów, otrzymywano odpowiedź, że kupcy, nie mając towaru własnego, nabywają go drożej u żydów. Dla zaradzenia złemu należałoby przedewszystkiem za­bronić żydom roznoszenia towarów po domach, a ładunki przez nich sprowadzone, zatrzymywać na rogatkach i obracać je na sprzedaż hurtową kon­fraternji kupieckiej.

Pozatem przy rozpisaniu subskrypcji na bilety skarbowe, nie stanęli do niej zupełnie, składając minimalne ofiary na potrzeby ogólne, a przytem wysyłali żony swoje wraz z kapitałami i kosztowno­ściami zagranicę, ubożąc przez to skarb, przyczy­niając się do jeszcze większej dezorganizacji.

Ząjęcie Warszawy przez Rosjan po wyrżnięciu Pragi przez Suworowa, roztworzyło żydom na ście* żaj wrota stolicy.

Stali się oni prawdziwym a ciężkim utrapie­niem miasta. Jak pisze współczesny kronikarz:

„Jeszcze to miasto i jego obywatele nie do­świadczyli tej, której teraz od żydów doznają zuchwa­łości i wzgardy. Ten naród nigdy jeszcze nie użył tyle zręczności, jak teraz, ażeby nietylko przemie­szkiwanie tu w mieście mógł ulegalizować, ale też z pod władzy miasta, magistratu zupełnie się wy­łamać. Żydzi owładnęli handlem, rzemiosłami, szyn­kami.

„Niema dnia tego, żeby kilkunastu rzemieślni­ków i rzemieślniczków z miesta dla poszukiwania swego pożycia nie wychodziło; tych miejsce zastę­pują żydzi przybywający i można mówić, że ile licz­ba żydowstwa pomnaża się, tyle koniecznie chrze­ścijan ubywać musi*.

Nadomiar złego żydzi uchylali się od opłat kwaterunkowych.

Zuchwalstwo ich doszło do tego stopnia, że aż do ukrócenia go zabrał się gen. Buxhóvden, ów­czesny gen. gubernator rosyjski, który przywrócił dawne bilety, pozwalające na przemieszkiwanie ży­dom w Warszawie, oraz uregulował kwestje podat­kowe, zachowując przepisy wydane w r. 1792.

Kwestja żydowska uległa w Warszawie rady­kalnej zmianie z chwilą przejścia jej pod panowa­nie pruskie w r. 1796. Prusacy pozwolili żydom na mieszkanie w całej Warszawie, oraz zajęli się ich organizacją. Utworzono kahały, zajmujące się we- wnętrznemi sprawami gminy żydowskiej, zniesiono sądy rabinów, dokonano spisu żydów, przyczem nadano im po raz pierwszy nazwiska, cudacznie nieraz brzmiące.

Przedewszystkiem jednak obłożono ich całym szeregiem podatków.

Rząd pruski, dbający przedewszystkiem o jak- największy wpływ podatków, przez szpary patrzał na wyzysk, jakiemu ze strony tłumnie napływają­cych do Warszawy żydów ulegała ludność chrześci­jańska.

Burzyła się też ona na ten ucisk, aż wreszcie w r. 1804, w oktawę Bożego Ciała wybuchła, urzą­dzając pogrom.

Od czasu tego liczba ludności żydowskiej w mieście rosła bardziej, tak, że w r. 1816 wynosiła 15.579 na 65.441 chrześcijan,* a w r. 1825 — 28.044 na 98389 chrześcijan.              •

Rosła ona z każdym rokiem, podczas gdy lu­dność polska w r. 1831 i 1863 wielki procent ofiar złożyła na ołtarzu walki za wolność ojczyzny, spa­dając przez to liczebnie.

Rośli żydzi w liczbę, zwłaszcza gdy przybyły tłumy litwactwa, wypędzonego z Rosji. Rośli i w bo­gactwa, zagarniając powoli w swe ręce handel i przemysł polski, starając się wszelkiemi sposobami szkodzić handlowi i przemysłowi, prowadzonemu przez rdzenną ludność.

flż wreszcie nadszedł czas przebudzenia i lud­ność polska spostrzegła krzywdy, wyrządzane jej przez tych obcych i wrogich przybyszów, i bronić się przed nimi postanowiła.

Jedyną bronią kulturalną i godziwą w tej wal­ce może być ścisłe trzymanie się hasła: „swój do swego”.

1 choć żydzi, widząc, że ludność chrześcijań­ska coraz bardziej z pod jej wpływów się wyłamuje, że sama w dziedzinie handlu i przemysłu wystarczać sobie zaczyna, podnoszą srogi larum na świat cały o rzekomych pogromach w Polsce, przy haśle tym wytrwać winniśmy.

Obecnie w chwili, gdy zmartwychwstałe pań­stwo Polskie do nowego budzi się życia, hańbą by­łoby, gdybyśmy zapomnieli o tern haśle i w dalszym ciągu przez niezaradność swoją popierali wrogi nam żywioł, który podobnie jak w r. 1794, w czasie woj­ny obecnej rozwinął względem nas nieprzyjazną działalność.

fl więc pomnijmy wszyscy na potężne hasło: „SWÓJ DO SWEGO”,

łącząc je z innem, które narodowi czeskiemu jego potęgę zapewniło:


Za; https://gazetawarszawska.com/index.php/pugnae/1287-j-mazur-jak-warszawa-bronila-sie-przed-zydami

Advertisements
This entry was posted in Uncategorized, Żydzi przeciwko Polsce, Wróg Polski. Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s