Kazanie ks. Epinay

Kazanie dotyczące sytuacji w FSSPX wygłoszone w dniu 26 maja 2019 roku przez ks. Pierre Epinay

(ks. Pierre Epinay był proboszczem parafii Riddes, na terenie której powstało seminarium w Ecône, wierny katolickiej liturgii i walce o katolicką Prawdę przez wiele lat był doradcą abp. Marcela Lefebvre)

abbe epiney

ks. Pierre Epinay w 1986 roku w Ecône

Drodzy wierni!

Zostaliśmy właśnie poinformowani o komunikacie, który został podpisany przez Przełożonego Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X ks. Dawida Pagliarani i biskupa Vitusa Huonder, biskupa Chur, który właśnie przeszedł na emeryturę:

W poniedziałek 20 maja 2019 r. papież Franciszek zwolnił biskupa Vitusa Huondera z obowiązków ordynariusza Chur w Szwajcarii, mianując w jego miejsce tymczasowego administratora tej diecezji do czasu wyboru następcy na katedrze biskupiej w Chur.

Zgodnie z wyrażaną od dłuższego czasu wolą, na miejsce swojej emerytury biskup Huonder obrał jeden z domów Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X. Powodem i celem tego kroku jest wyłącznie pragnienie oddania się modlitwie w ciszy, sprawowanie wyłącznie tradycyjnej Mszy Świętej oraz działanie na rzecz Tradycji katolickiej, jedynego środka odnowy Kościoła.

Bractwo Św. Piusa X docenia odważną decyzję biskupa Huondera i cieszy się, że może ofiarować mu otoczenie duchowe i kapłańskie, którego tak bardzo pragnie. Oby inni mogli pójść za tym przykładem, aby „wszystko odnowić w Chrystusie”.

Podpisane przez biskupa Vitusa Huonder, emerytowanego biskupa Chur i księdza Dawida Pagliarani, Przełożonego Generalnego FSSPX.

Tego samego dnia biskup Huonder napisał w swoim liście do diecezjan w Chur między innymi:

Jak już wiadomo, jako miejsce zamieszkania obieram sobie dom kapłański w Instytucie Najświętszej Maryi Panny w Wangs, kanton Sankt Gallen. Instytut ten należy do Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X. Zgodnie z życzeniem papieża Franciszka, będę dokładał wszystkich starań, by przysłużyć się tam dla jedności Kościoła, gdyż pragnę nikogo nie wyłączać, ale pomoc rozróżniać, towarzyszyć i integrować.

Co powinniśmy o tym sądzić? Po pierwsze jesteśmy zaskoczeni. Posoborowy biskup, uczeń Benedykta XVI, przyjaciel papieża Franciszka, zostanie przyjęty w szkole Bractwa w Wangs. Z drugiej strony biskup Williamson, choć został konsekrowany przez arcybiskupa Lefebvre w 1988, został wyrzucony z Bractwa. Ponadto ks. Schreiber, przełożony Bractwa w Szwajcarii w liście do ks. Grenon pisze, że zabrania wiernym uczestnictwa we Mszy Świętej tutaj w Riddes ze względu na obecność ks. Brühwiler. A przecież wiecie, że ks. Brühwiler przybył tu pomagać ze względu na moją chorobę i zaawansowany wiek. Także on został wyrzucony z Bractwa!

Czym zawinił? Chciał pozostać wierny arcybiskupowi Lefebvre, założycielowi Bractwa. I jak wielu innych kapłanów został on wyrzucony z Bractwa, dokładnie tak jak biskup Williamson. I  biskup Fellay prosił mnie, bym go stąd wyrzucił. Ale ja nie mogę tego uczynić ze względu na moje sumienie, bo jest on bardzo dobrym, pełnym zapału kapłanem, który zasługuje na nasze zaufanie i który troszczy się o to, by być wiernym Założycielowi. Więc ks. Brühwiler, wyrzucony z Bractwa, wstąpił do założonego przez biskupa Williamsona i biskupa Faure Bractwa Apostołów Jezusa i Maryi. Cóż to za bractwo?

Taką nazwę wybrał najpierw dla swojego dzieła arcybiskup Lefebvre. Później wybrał on nazwę Bractwo Kapłańskie Św. Piusa X. Statuty tego Bractwa są takie same jak Bractwa św. Piusa X, wyrażają przy tym jasno i jednoznacznie wolę trwania w pełnej wierności, arcybiskupowi Lefebvre, jego Założycielowi. Ks. Brühwiler nie musi zatem tłumaczyć się Bractwu św. Piusa X, ponieważ został z niego wyrzucony i złożył prośbę o przyjęcie do Bractwa Apostołów Jezusa i Maryi. I został do niego przyjęty. Dlatego działa on pod zwierzchnictwem biskupa Faure i biskupa Williamsona, którzy pozwolili mu przebywać wśród nas, aby nam pomagał.

Moi drodzy bracia, sytuacja jest poważna. Ecône się zmienia. Nadszedł czas by zewrzeć szeregi, nie możemy opuścić naszej kaplicy, jak nam rozkazano! Zawsze pomagaliśmy Bractwu, pracowaliśmy dla niego. Wszystkie kaplice, które udało się nam stworzyć, przekazaliśmy Bractwu. Czemu teraz mielibyśmy być źli? Kaplica tu jest matką wszystkich kaplic w kantonie Wallis przygotowanych dla Mszy Wszechczasów. Nie chodzi tylko o Mszę Święta, ale o wiarę!

Wszyscy ojcowie Soboru Watykańskiego II celebrowali prawdziwą Mszę! I wszyscy oni przeszli na stronę modernizmu, z wyjątkiem garstki, która stawiała opór, z której na koniec pozostał jeden! Ponieważ arcybiskup Lefebvre walczył aż do końca. On uratował nie tylko katolicką Mszę i kapłaństwo, ale katolicką wiarę! Bo skutkiem tych reform jest apostazja. To już nie jest Kościół katolicki, to Kościół ekumeniczny, co potwierdza wystarczająco dużo przykładów! Wystarczy otworzyć oczy bo zobaczyć, że ludzie tracą prawdziwą katolicką wiarę, prawdziwą moralność, prawdziwą pobożność. Nieustannie obywateli powołań kapłańskich i zakonnych. Wzywamy afrykańskich księży, by zastąpili naszych własnych, bo nie ma już ich wystarczająco.

Chciałbym zacytować słowa biskupa Tissier de Mallerais. Przed kilkoma laty powiedział on: wielka apostazja, o której mówi św. Paweł nie przestaje się rozprzestrzeniać. Społeczne królowanie Chrystusa zostało całkowicie zniszczone przez wolność religijną i prawa człowieka Soboru Watykańskiego II. Zginęlibyśmy, gdyby nie sakry arcybiskupa Lefebvre w 1988 roku. Żadne Bractwo św. Piotra czy cokolwiek innego, żadna Ecclesia Dei czy Motu Proprio, Tradycja byłaby martwa! „Operacja przeżycia” była sukcesem dzięki bohaterskiemu czynowi arcybiskupa Lefebvre, który pozostaje ekskomunikowany! W Rzymie nic się nie zmieniło. Zatwardziałe serca, zaślepione umysły, równoległy Kościół to nowy Kościół Soboru Watykańskiego II, to nowa religia ekumeniczna. Arcybiskup Lefebvre miał rację, tylko biskupi, którzy są w pełni wolni od jakiegokolwiek wpływu liberalnego Rzymu, będą mogli pracować dla dobra Kościoła.

A tymczasem biskup Huonder został wyświęcony w 1971 roku w nowym rycie święceń kapłańskich! W 2007 roku konsekrowany w nowym rycie święceń biskupich! A przecież arcybiskup Lefebvre mówił: wszystkie sakramenty są wątpliwe! A dziś tym bardziej w posoborowym ekumenicznym Kościele nie jest już jasne, czy kapłani są kapłanami, czy biskupi są biskupami! To jest zamęt! I my jesteśmy w całkowitym protestantyzmie. To jest prawie to samo, ale jeszcze gorsze. Kiedy to pozwalają oni przebywać do domów Bractwa takim biskupom, co do których nie ma pewności, że ich święcenia kapłańskie i biskupie są ważne u którzy pozostają w stałym kontakcie z biskupami, którzy chcą nas wciągnąć w Sobór Watykański II…

Bo to jest cel, biskup Huonder o tym mówi: chodzi o pomoc w zintegrowaniu! Tak, tak! On jest uczniem Benedykta XVI, który stworzył kilka tradycjonalistycznych wspólnot, które prawdopodobnie są wierne Mszy, ale nie zwalczają już błędów modernizmu. One wszystkie muszą siedzieć cicho! My nie możemy być cicho, kiedy chodzi o prawdę! Musimy reagować! Dlaczego? Bo chodzi o naszą wiarę, nasze zbawienie, zbawienie naszych dusz! Musimy się obudzić! Nie pozwólmy się uśpić! Nie możemy uciekać! Cóż za zmiana: przed 2012 rokiem to Kościół posoborowy prześladował i wyrzucał najwierniejszych, podczas gdy dziś to Menzingen, po wyrzuceniu jednego ze swoich biskupów, wyrzuca wielu dobrych kapłanów, którzy chcą pozostać wierni arcybiskupowi Lefebvre. Wywracają świat do góry nogami! Nie możemy nie zareagować na takie działania, w przeciwnym razie wszystko, co dotychczas zrobiliśmy, poszłoby na marne!

Znajdujemy się w sytuacji sprzed 40 lat, kiedy większość katolików przez wgląd na posłuszeństwo przyjęła nową Mszę i nowe trendy, podczas gdy posłuszeństwo jest cnotą, która jest związana z wiarą! Nie chodzi o dyscyplinę, ale o zachowanie wiary! Musimy być posłuszni Bogu, a nie ludziom! Chcemy zachęcać ludzi, aby pozostali wierni i mieli odwagę do walki, jak to zapowiadała Matka Boża w La Salette, z bronią, która jest do dyspozycji: Mszą Świętą Wszechczasów, różańcem i wiarą! Obrona katolickiej wiary aż do końca! Nawet do śmierci męczeńskiej, jeśli tak miałoby być! Bo bez katolickiej wiary nie można się zbawić. Jest jeden Zbawca, nie jest nim Luter, nie jest nim Budda! Teraz są co tydzień ceremonie z protestantami, buddystami, żydami i kim tylko zechcesz! To już nie jest Kościół, to nie jest już prawdziwy Kościół! Prawdziwy Kościół został jakby zasłonięty, aby zyskał na tym fałszywy Kościół. Musimy pozostać tacy, jacy jesteśmy, ponieważ my nigdy nie opuściliśmy Kościoła! To oni z niego wyszli! To Rzym musi przyjść do Tradycji! To nie Tradycja musi iść do Rzymu, by zostać przyjęta! Matka Boża w La Salette powiedziała: Walczcie, dzieci światłości! Wy, nieliczni, którzy widzicie jasno. Kościół zostanie zepchnięty do podziemi, Rzym straci wiarę! Niech wasz zapał napełni was tęsknotą za panowaniem i chwałą Jezusa Chrystusa!

Drodzy bracia, przed nami ostatnie dnia miesiąca Maryi, który został wprowadzony przez św. Filipa Neri. Zbierał on młodzież w Rzymie, aby każdego dnia maja modlić się do Najświętszej Maryi Panny i doprowadziło to do wstrząsających nawróceń! Wśród tych nawróceń byli kapłani, biskupi, zakonnice i papieże! Ponieważ poprzez modlitwę do Najświętszej Dziewicy dotykamy Serca Naszego Pana, który nie może się oprzeć, aby dać to, o co prosi Matka Boża. Ale dziś, jak mówiła siostra Łucja z Fatimy, nie czekajcie, aż papież, biskupi i przełożeni wezwą was do modlitwy. Każdy z was powinien modlić się, w szczególności poprzez modlitwę różańcową, uczestnictwo we Ofierze Mszy Świętej, znajomość katechizmu, katolickiej doktryny, aby zachować wiarę i przekazać ją! To jest nasza misja. Korzystajcie zatem z tych Dni Krzyżowych. To modlitwy publiczne. Wówczas, gdy pojawiły się wszelkie nieszczęścia, trzęsienia ziemi i bieda, święty biskup Mamert zarządził przez trzy dni przed Wniebowstąpieniem wielkie publiczne procesje, które trwały całe dnie, by prosić Najświętszą Dziewicę, aby położyła kres tym katastrofom.

I to się udało! W rezultacie Kościół uczynił obowiązkowym celebrowanie Dni Krzyżowych. Ale kto dziś obchodzi Dni Krzyżowe? Mówimy o nawozach, pestycydach i nie wiadomo czym jeszcze. To dobry Bóg dał nam naturę i każdego roku sprawia, że wszystko rozkwita. Co roku daje nam plony. To Jemu musimy dziękować! Musimy się modlić, abyśmy potrafili z nich dobrze korzystać. Wraz z Najświętszą Maryją Panną musimy się żarliwie modlić, bo tylko Ona może powalić piekielnego demona, który dziś rządzi w sercu Rzymu, na Watykanie! To, że płonęła katedra Notre Dame w Paryżu jest znakiem, że wiara Francji jest rozbita, a to co robią biskupi to koniec katolickiej religii. Marie Julie Jahenny przepowiedziała 129 lat temu, że będzie płonąć katedra Notre Dame, ale także Watykan! Tak, należy spodziewać się kary, bo Bóg nie pozwali z siebie szydzić. Zobaczcie drodzy bracia, jak bardzo konieczne jest, by zewrzeć szyki i modlić się razem do Matki Bożej z takim samym zapałem jak przed 40 laty, kiedy zdawało się, że wszystko utraciliśmy, ale dzięki modlitwie Bóg przywrócił nam wszystko, abyśmy zachowali wiarę i nasz kraj. Teraz jest konieczne, by znowu to czynić, bo tracimy to, co udało nam się zdobyć. I to przez nas samych! Przez błędy naszych ludzi, którzy koniecznie chcą zostać uznani, zostać pochłonięci. Bądźcie ostrożni! Czuwajcie i módlcie się, zachowajcie odwagę i nadzieję.

W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.

https://fsspxr.wordpress.com/aktualnosci/

Advertisements
Posted in Uncategorized | 1 Comment

Adam Doboszyński (1904-1949)

 

Adam Doboszyński (1904-1949)

Mija 70. rocznica śmierci Adama Doboszyńskiego (29 sierpnia 1949 roku), wybitnego działacza obozu narodowego. Jego śmierć była symbolicznym początkiem terroru stalinowskiego w Polsce.

Ta sądowa zbrodnia była tym bardziej ohydna, że Doboszyński nie stanowił zagrożenia dla ówczesnego państwa, wręcz przeciwnie – był przeciwnikiem powojennego zbrojnego podziemia i dostrzegał pozytywy wielu reform wprowadzanych wtedy w Polsce.

Poniżej prezentujemy fragmenty artykułu Pawła Tomasika, biografa Doboszyńskiego, opisujące ostatnie lata życia Adama Doboszyńskiego, a następnie jego tekst z 1947 roku oceniający pozytywnie niektóre reformy wprowadzone po 1945 roku:

„Doboszyński powrócił potajemnie do kraju 23 grudnia 1946 r. Przez bezpośrednie obserwacje i rozmowy chciał gruntownie poznać nową rzeczywistość polityczną. Swoim rozmówcom zamierzał przedstawić własne poglądy, koncepcje polityczne i gospodarcze oraz sytuację na emigracji, którą oceniał bardzo krytycznie. W dalszej perspektywie planował stworzenie niezależnego od zagranicy ośrodka politycznego o charakterze narodowym i katolickim. Pół roku podróżował po Polsce i odbył kilkadziesiąt spotkań z działaczami narodowymi, katolickimi i osobami niezaangażowanymi politycznie. Został aresztowany 3 lipca 1947 r. w Poznaniu.

Adam Doboszyński stanął przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Warszawie 18 czerwca 1949 r. – oskarżony o współpracę z wywiadem hitlerowskich Niemiec od 1933 r., a od 1945 r. z wywiadem amerykańskim. Podstawą oskarżenia były jego wymuszone zeznania złożone w czasie trwającego blisko dwa lata śledztwa.

Podczas rozprawy wielokrotnie i konsekwentnie zaprzeczał imputowanej współpracy z obcymi wywiadami. Wyjaśnił, że do samooskarżenia zmuszono go torturami. W ostatnim słowie przysięgał na „rany i mękę Chrystusa”, że nigdy nie był „na służbie niemieckiej, ani amerykańskiej, ani żadnej innej” i prosił o wyrok „oparty na prawie, prawdzie i sprawiedliwości”. Po dwunastodniowej rozprawie, 11 lipca 1949 r. został uznany za winnego zarzucanych mu czynów i skazany na karę śmierci.

Wyrok wykonano 29 sierpnia 1949 r. Był to jeden z najgłośniejszych procesów pokazowych w powojennej Polsce. Prokurator płk Stanisław Zarakowski w swej mowie oskarżycielskiej stwierdził, że był to „proces historyczny”, „pierwszy w dziejach Polski proces, który ujawnił część prawdy o ostatnich dziesięcioleciach naszych dziejów”, „proces warstw skazanych na śmierć przez historię”.

Kluczową rolę w realizacji „historiozoficznych” założeń procesu odegrały, wymuszone przez funkcjonariuszy MBP, „rewelacyjne” zeznania trzech świadków niemających nic wspólnego z Doboszyńskim, z których wynikało, że „wywiad hitlerowski inspirował najwyższe czynniki przedwrześniowej Polski”, dowództwo AK zaś „współpracowało z Niemcami na płaszczyźnie walki przeciwko PPR” oraz „uzgadniało wybuch Powstania Warszawskiego z Niemcami”.

Sięgając do kłamstw i oszczerstw, w procesie Adama Doboszyńskiego oskarżano ruch narodowy, Polskę niepodległą, Armię Krajową i polski wywiad. Nie brakowało rozmaitych insynuacji pod adresem Kościoła. Olbrzymi rozgłos procesowi nadała ówczesna propaganda, odsłaniając „bagno szpiegostwa i zdrady”, demaskując „zdradzieckie oblicze reakcji polskiej”, obrzucając wyzwiskami oskarżonego.

Emigracyjny „Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza” określił omawiane wydarzenie mianem „procesu, który pobił rekordy komunistycznego zakłamania”.

Sąd Najwyższy 26 kwietnia 1989 r. uniewinnił Adama Doboszyńskiego od popełnienia zarzucanych mu w 1949 r. czynów.

Adam Doboszyński to nie tylko bohater kilku przypomnianych tu epizodów z historii Polski, lecz także publicysta, którego prace – Gospodarka narodowa1 i Studia polityczne – zajmują ważne miejsce w dorobku ideowym ruchu narodowego” (P. Tomasik, „Adam Doboszyński – polityk nieokiełznany”, Biuletyn IPN, nr 8-9/2007)

A oto fragment tekstu z roku 1947:

„Mimo wszystkich niedociągnięć i wielu zastrzeżeń, jakie budzą poszczególne pociągnięcia narzuconego nam rządu (nieraz złośliwie wymierzone przeciw interesowi narodowemu polskiemu), należy jednak stwierdzić, że reformy z roku 1945 stanowią krok raczej w kierunku ustroju chrześcijańskiego niż marksizmu. Reforma rolna upowszechniła własność w rolnictwie; figurowała ona przed wojną zarówno w programie katolickim, jak i narodowym, stoi natomiast w jaskrawej sprzeczności z podstawową tezą marksizmu, którą jest uspołecznienie wszystkich środków wytwórczości.

Pogląd marksistów na reformę rolną ujął ongiś ściśle Niedziałkowski, jeden z czołowych umysłów PPS, pisząc w roku 1926: „Zrealizowanie programów agrarnych stronnictw ludowych z tendencją ku powszechnej parcelacji ziemi, doprowadziłoby do uwstecznienia całego życia gospodarczego, a co za tym idzie i kulturalnego. Dzisiejsi marksiści myślą nie inaczej, ale życie nauczyło ich rozkładać swą robotę na etapy. Gdy nadejdzie odpowiednia chwila spróbują zapewne zsocjalizować i ziemię (co nastąpiło w Rosji dopiero w dwanaście lat po rewolucji), a tymczasem postarali się reformę rolną przeprowadzić jak najgorzej, by ją tym łatwiej było później odrobić. Tym niemniej, tak jak dziś rzeczy stoją nastąpiło w Polsce upowszechnienie własności w dziedzinie tak ważnej dla życia narodowego jak rolnictwo, co z punktu widzenia nauki katolickiej stanowi niewątpliwy postęp”.

O doniosłym znaczeniu dla Narodu Polskiego uspołecznienia wielkiego przemysłu i bankowości pisałem już wyżej. Postulat ten wspólny był i katolikom, i narodowcom, i marksistom, z tym że ci ostatni mają szczególne zamiłowanie do upaństwawiania, a pierwsi chcieliby własność państwową ograniczyć – w myśl wskazań Encykliki „Quadragesimo Anno” – do tych gałęzi przemysłu, które ze względu na bezpieczeństwo państwa nie powinny zostać w rękach osób prywatnych (a więc do przemysłów kluczowych i monopolistycznych), do innych zaś wielkich przedsiębiorstw pragną zastosować uspołecznione formy gospodarki, dające pracownikom istotny współudział we własności i zarządzie.

Choć więc upaństwowienie poszło pod rządami komunistów znacznie dalej, niżby tego chcieli katolicy, tym niemniej i ta reforma zbliżyła Polskę do godziwszych form gospodarczych. Jeśli chodzi natomiast o postulaty katolickie z dziedziny moralności gospodarczej i samorządu, to pod rządami marksistów nastąpiło poważne pogorszenie, którego jaskrawym przykładem są głodowe płace robotników oraz sprowadzenie związków zawodowych do roli ślepych narzędzi reżimu, służących do trzymania w ryzach robotnika, co stanowi charakterystyczną cechę wszelkich ustrojów totalnych.

Trudno dziś przewidzieć, jak daleko posunie się socjalizacja naszej gospodarki do dnia, w którym skończy się okupacja sowiecka; tak jak rzeczy stoją w chwili, kiedy piszę te słowa, przebiliśmy się jednak niewątpliwie przez główne przeszkody, zagradzające naszą drogę do katolickiego ustroju i posunęliśmy się o krok naprzód, powinniśmy więc wytężyć wszystkie siły, by dotrwać do chwili odzyskania niepodległości w stanie, umożliwiającym szybkie podjęcie dalszych reform w duchu katolickim.

Zadanie to trudne i wymaga pełnej rozwagi w działaniu. W pierwszym rzędzie społeczeństwo polskie powinno się ustrzec błędu, polegającego na odrzucaniu w czambuł wszelkich reform dokonanych ostatnio tylko dlatego, że dokonały ich ręce wrogie. Z tego samego tytułu powinnibyśmy chyba odrzucić również Ziemie Odzyskane jako odzyskane przy pomocy Rosji, a tego żaden rozsądny Polak przecież nie zrobi. I w dziedzinie gospodarki jest niezmiernie ważne, by ogół Polaków rozumiał, które z obecnych reform uważać ma za trwałe i pracować nad ich udoskonaleniem, a które za przejściowe, do usunięcia z chwilą ustania okupacji. Czeka nas więc bardzo subtelne zadanie – w jednych kierunkach hamować, w innych pomagać z całych sił. Ułatwi nam może to zadanie, jeśli w paru słowach naszkicujemy sobie główne linie, po których będziemy musieli się posuwać, chcąc przejść – po odzyskaniu niepodległości – z dzisiejszego stanu rzeczy do chrześcijańskich form ustrojowych. (A. Doboszyński, „W pół drogi”, Warszawa 1993 (oprac. i wstęp Paweł Tomasik).

Oprac. Jan Engelgard
http://mysl-polska.pl

Posted in Historia, PRL, Uncategorized | Leave a comment

Włocławek: Polska obok krzyża, a i bez Krzyża!

( A jak bylo w PRL? Czy nie bylo tlumow na Zaspie i innych miejscach. Czy tlumnie nie chodzilismy do Kosciolow na Posoborowe Msze Nieswiete, gdzie Ksiadz odwracal sie plecami do Krzyza, tabernakulum… odmawiajac protestanckie teksty Mszy? To co dzis, jest logiczna kontynuacja, konsekwencja tego co za PRL nasi rodzice robili lub nie robili – Admin)

Włocławek: Polska obok krzyża, a i bez Krzyża!

Niezliczone są już przypadki skutecznego manipulowania Polakami-katolikami cechującymi się dość powszechną skłonnością do modlitw oraz – niestety – równoczesnego bezkrytycznego podchodzenia do spraw Credo, więc tacy niefrasobliwi modlą się w ramach nierozpoznanego wyznania wiary, a jest to bluźnierstwem. Zbiega się to i z tym, że u Polaków nie ma też żadnej równorzędności czynu do modlitwy.


Nauczenie Kościoła Świętego zawierało zawsze myśl, że człowiek musi, modląc się, równocześnie działać. Wysiłki ludzkie bez modlitwy do Pana Boga nie przynoszą właściwych owoców, a sama modlitwa bez czynu też jest niewiele warta.

Organizatorzy ostatniego spotkania we Włocławku są niewątpliwie takim manipulantami, którzy jadą na naiwności Polaków i ich słabym rozpoznawaniu języka symboliki. Organizatorzy ci już poprzednio — różaniec do granic — zarzekali się żarliwie, że tamten różaniec nie jest skierowany przeciwko nikomu. Taka właśnie politycznie poprawna modlitwa miała uchronić Polskę przed najazdem obcych. Jako to się udało widać dobrze na polskich ulicach, a w Oświęcimiu najlepiej można sobie zdać sprawę z tego problemu – skuteczności tego nihilistycznego różańca.

Oglądając obrazy z Włocławka, sprawa wydaje się poważniejsza, bo bardzo wyraźnie chodzi tu o Credo, a nawet o coś więcej. Otóż znakiem naszej wiary nie jest krzyż — dwie deski — ale krzyż z Osobą Zbawiciela. Jak widać na licznych zdjęciach, krzyż we Włocławku nie jest żadnym Krzyżem Chrystusowym, ale symbolem masońskim, luterańskim.

Ojciec masonerii Hiram miał swoją świątynię, która składała się z dwóch komnat – dwie deski są symbolem tej świątyni. Na tego pamiątkę masoneria coraz częściej podrzuca katolikom różne kolaże z takimi motywami. W Niemczech w latach osiemdziesiątych wydrukowano nawet mszał do NOW, gdzie na pierwszej stronie były dwa skrzyżowane prostokąty. Była to oczywista profanacja i po ostrych protestach to wydanie mszału skasowano. Czasy jednak idą do przodu i identyczny, taki masoński, okultystyczny krzyż ustawiono na tym zbiegowisku we Włocławku. Zresztą nie tylko tam, podobne dwie deski zbite na krzyż wzniesiono w innych miejscach w Polsce w czasie tej wspólnej modlitwy.

Nadmiemy, a co wysoce zasadne, że skrzyżowane deski, choć żydom źle się kojarzą, nie mają żadnego charakteru niekoszerności. Niekoszerny jest Ukrzyżowany, Który zmartwychwstał. To z powodu tej niekoszerności wszystkie seminaria i świątynie w Polsce przyjmujące starszych braci Karola Wojtyły w gościnę muszą zasłaniać Osobę Pana Jezusa Chrystusa, aby nie urazić „wrażliwości religijnej żydów”. Gołe dwie deski rozwiązują ten problem i „bracia żydzi” mogą do woli modlić się wspólnie wraz „katolikami”.

Chrystus jest przeszkodą pojednania i wspólnych modłów, więc został usunięty, sobór dokonał aborcji na Panu Jezusie Chrystusie! Och co za ulga, zabieg był prosty, a jego owoce widać na krzyżu we Włocławku.

Polakom pozostanie tzw. Żwirowisko z pewnością okrojone na potrzeby rozbudowy żydowskiej pijalni gdzie z dumą wojowników bijących się o pietruszkę od lat bronią krzyża papieskiego, który przecież nie jest Krzyżem bo krzyż katolicki jest krucyfixem, czyli z postacią Chrystusa przybitego do krzyża.

Ten zaś na Żwirowisku nie ma postaci Chrystusa, więc może być znakiem masońskim, bo sam znak krzyża geometrycznego jest symbolem Świątyni Hirama. Tak podobnie jak gdańskie krzyże stoczniowe stoją okultystycznie na planie trójkąta a więc znaku masońskiego, z wersetami ST przetłumaczonymi przez bluźniercę Miłosza. 

Konferencja pedofilska – żydy „…w owczej skórze”.(AntiEcclesia)… irama. Tak podobnie jak gdańskie krzyże stoczniowe stoją okultystycznie na planie trójkąta – a wiec znaku masońskiego, z wersetami ST przetłumaczonymi przez bluźniercę Miłosza. A to wszystko nawet nie  …

Charakterystyczne, że ołtarz we Włocławku był ustawiony centralnie, centralnie rozsiedli się liczni celebranci, ale ten krzyż stał mocno z boku – jak niewygodny gość na weselisku. Tej antykatolickiej symbolice dorównuje bardzo szpetna monstrancja noszona na jakimś kiju, która — patrząc z daleka — może się kojarzyć z odciętą głową wroga wbitą na oszczep wojenny. Patrząc z bliska, monstrancja cechuje się obrzydliwością ornamentyki hebrajskiej.

Do tego dwuznacznego widowiska należy dodać fioletowo-niebieskie oświetlenie ogólne zebranych tam wiernych. Kolory te są częścią arsenału kabalistyki u żydów.

Patrząc na te ujęcia zbiorowe, z lotu ptaka, jak i zbliżenia twarzy spotykamy się ze scenerią spotkań w świetle księżyca.

W takim oświetleniu zbierają się czarownice przylatujące do lasu na miotłach czy rabini, którzy na cmentarzu, przy grobie cadyka modlą się do Yaweha o śmierć dla wroga. Modlitwa ta jest stuprocentowo skuteczna, czasem tylko trzeba ją powtórzyć, ale wtedy jest już pewniakiem.

O dziwo! 14 września – fioletowy dzień modlitwy obok krzyża zbiegł się z dniem – nocą – pełni księżyca.

Polska „pod Krzyżem”? Absolutnie nie, to co widzieliśmy, to Polska obok krzyża, a i bez Krzyża. Sceny z Włocławka, to już nie tylko apostazja, ale widoczny kształt nowej wiary.

_______

Red. Gazeta Warszawska

15 09 2019

https://gazetawarszawska.com/index.php/antiecclesia/3983-wloclawek-polska-obok-krzyza-a-i-bez-krzyza

==================

Polska pod Krzyżem

Niedziela, 15 września 2019

Ponad 60 tysięcy osób wzięło udział w centralnym wydarzeniu spotkania ewangelizacyjnego „Polska pod Krzyżem”, jakim była Msza św. pod przewodnictwem biskupa włocławskiego Wiesława Meringa.

Organizatorem akcji jest diecezja włocławska oraz fundacja Solo Dios Basta. To kontynuacja wcześniejszych inicjatyw, takich jak „Wielka Pokuta” czy „Różaniec do granic”. Pierwsi pielgrzymi pojawili się w sektorach już po godzinie 7 rano. Zebranych powitali ks. prał. Sławomir Deręgowski z Włocławka. – Jesteśmy tu po to, żeby powiedzieć tobie Panie Jezu, że jesteśmy gotowi oddać tobie wszystko, poświęcić całe nasze życie. Stajemy pod krzyżem, żeby poświęcić się tobie, Jezu. Wiemy, że Bóg przygotował dla nas wielkie rzeczy, wielkie rzeczy dla Polski, tylko musimy wyrazić mu naszą gotowość tu, pod Krzyżem – powiedział Maciej Bodasiński z fundacji Solo Dios Basta.

Przed godz. 11 rozpoczęła się pierwsza część spotkania obejmująca zawiązanie wspólnoty i modlitwę różańcową z rozważaniem tajemnic bolesnych. Następnie jeden z organizatorów spotkania – Lech Dokowicz, wygłosi konferencję „Odrzucenie Krzyża i walka duchowa we współczesnym świecie”. W swoim wystąpieniu nawiązał m.in. do kryzysu, jaki przeżywa Kościół w związku z czynami pedofilskimi.
– Trzeba to wypalić, ale trzeba też zrozumieć, ze zły duch chce oddzielić ludzi od kapłanów, to jest wojna przeciw kapłanom, bo jak ludzie odwrócą się od kapłanów, to nie ma sakramentów. Dlatego musimy otoczyć modlitwą kapłanów, stanąć przy nich. To jest zadanie dla nas świeckich – apelował Dokowicz.

Organizator „Polski pod Krzyżem” mówił też o ochronie życia. – Pojechaliśmy do Holandii i chcieliśmy rozmawiać z lekarzami, którzy zabijają ludzi starszych. Naszym celem był tzw. ojciec chrzestny eutanazji.

Pracował na oddziale noworodków, jak rodziło się chore dziecko, sam podejmował decyzję o jego życiu lub śmierci. Okazało się, że w domu tego człowieka odbywały się satanistyczne rytuały, cały dom pełen był satanistycznych obrazów. On do końca nie zrozumiał, kim jesteśmy, wypowiedział zdania, dzięki którym wielu zrozumiało czym jest eutanazja. To jest ciemność, to jest coś, co sprawia, że w momencie odchodzenia ze świata, gdy człowiek mógłby odjąć decyzję o powrocie do Boga, nie daje się na to szansy – wyjaśniał prelegent.

O godz. 15 zebrani modlili się Koronką do Miłosierdzia Bożego, następnie rozpoczęła się Eucharystia pod przewodnictwem biskupa włocławskiego Wiesława Meringa. Koncelebrował ją biskup świdnicki Ignacy Dec, przewodniczący Rady KEP ds. apostolstwa świeckich.
Organizatorzy wydarzenia zapowiedzieli, że uroczystości towarzyszyć będzie niespodzianka, którą było odtworzenie nagrania homilii Jana Pawła II wygłoszonej we Włocławku 7 czerwca 1991 r., dokładnie w tym samym miejscu, w którym odbywało się wydarzenie ewangelizacyjne.
Papież Polak wspomniał w niej postacie polskich świętych, którzy „wpatrując się w serce Jezusa znajdowali w nim nadludzką moc”. Jan Paweł II przestrzegał przed źle pojmowaną europejskością, chcącą spłycić człowieka do poziomu instynktów i seksualności, która pozwala zabijać nienarodzone dzieci. „My tą Europę tworzyliśmy i to z wielkim trudem. Kulturę europejską tworzyli przede wszystkim męczennicy. Taką miarę europejskości przyjmujemy, pragniemy podjąć i kontynuować, nie pozwolimy sobie zaniżyć tej miary. Świat potrzebuje Europy odkupionej” – apelował.

Następnie swoją homilię wygłosił bp Mering, który zauważył, że głos papieża prowadzi w kierunku serca ukrzyżowanego Jezusa. „Bóg zabiega o naszą miłość, wiarę w niego. Zachęca byśmy udali się pod krzyż” – powiedział hierarcha, podkreślając, że to właśnie na krzyżu rodzi się nowa szansa dla każdego człowieka.
„Krzyż Jezusa prowadzi człowieka do wiary. Widok Jezusowej męki potrafi zmienić ludzkie serce. Rodzi uznanie winy, prośbę o przebaczenie i zapewnia przebaczenie człowiekowi. Stający pod krzyżem uczą się od Jezusa wielkodusznego miłosierdzia” – powiedział bp Mering. Hierarcha przypomniał, że jedną z postaci tej wielkiej miłości jest miłosierdzie. Dodał, że tylko Bóg w swojej miłości umie dawać znacznie więcej niż człowiek potrzebuje, jednak jako katolicy powinniśmy przynajmniej próbować naśladować w tym swojego
Stwórcę. „Nie umiemy sami tego zrobić, ale z jego pomocą wszystko jest możliwe” – stwierdził.
Biskup przypomniał, że ukrzyżowany Jezus uczy altruizmu, który jest dziś wartością nieznaną i nielansowaną. „Dziś mówi się nam: baw się, korzystaj z życia, bądź sobą, realizuj siebie. Zauważcie jaka panuje cisza w kościele, kiedy czytamy fragment o Maryi i Janie stojących pod krzyżem Jezusa. Droga do zbawienia nie wiedzie przez egoizm.

Człowiek realizuje siebie poprzez ofiarowanie się drugiemu człowiekowi” – podkreślił duchowny. Biskup włocławski dodał, że Matka Jezusa i św. Jan kierowali się w swoim postępowaniu miłością wobec Jezusa i to ona przyprowadziła ich na Golgotę. „Właśnie takich kobiet, takich mężczyzn, z odwaga i miłością stających pod krzyżem Jezusa, potrzebuje Polska, Europa, a nawet świat” powiedział. Krzyż, zdaniem biskupa, rodzi prawdziwych świadków Ewangelii i jest paradoksalnym znakiem siły chrześcijaństwa.
„Stajemy pod krzyżem żeby odszukać siebie, znaleźć swoje miejsce w życiu, chcemy pokazać światu, że należymy do Jezusa” – dodał.
„Musimy ratować wartości, o których mówił Jan Paweł II, musimy ratować nasze rodziny, i o to apelował również papież Franciszek. Musimy mieć odwagę wybierać prawdę, dobro, piękno. Wybierając życie, zwłaszcza jeszcze nienarodzonego człowieka! Prawda, dobro i życie to królestwo Jezusa” – powiedział bp Mering. „Twój Syn Boże zwyciężył śmierć niech także i nam pozwoli zwyciężyć małość i dojść do niego w świętości” – zakończył biskup włocławski.

Przed zakończeniem Mszy św. bp Mering poświęcił przyniesione przez wiernych krzyże, które zawisną w domach, miejscach nauki i pracy.

Głos zabrał również biskup świdnicki Ignacy Dec, przewodniczący Rady KEP ds. apostolstwa świeckich. Podziękował bp. Meringowi za udzielenie gościny temu spotkaniu na włocławskiej ziemi, a wiernym świeckim za ich przykład apostolstwa. Przypomniał o znaczeniu przyjęcia Krzyża dla chrześcijańskiego życia, a nawiązując do ostatnich słów Chrystusa z Krzyża – o zbawczych owocach męki i śmierci Jezusa. Życzył też ojczyźnie przemiany serc Polaków.

Po godzinie 20 na lotnisku w Kruszynie rozpoczęła się plenerowa Droga Krzyżowa – następny punkt akcji „Polska pod Krzyżem”. Przy kolejnych stacjach przytoczone były świadectwa traumatycznych przeżyć różnych osób m.in. mężczyzny, opowiadającego o dramatycznym rozwodzie rodziców, kobiety po zdradzie męża, która „uciekła pod Krzyż, by umieć przebaczyć i odnaleźć siebie”.

Przy siódmej stacji przytoczono doświadczenie tragedii smoleńskiej z 2010 roku.

Następnie świadectwo powiedziała kobieta po aborcji i matka, której córka została zamordowana na tle seksualnym oraz mężczyzna wykorzystany seksualnie przez
księdza.
Przy jedenastej stacji do drzewa krzyża wbite zostały długie gwoździe. Uczynił to wykonawca drewnianego krzyża – stolarz z Włocławka. Następnie krzyż umieszczono na specjalnie przygotowanym miejscu, w przeciwległym końcu sektorów dla pielgrzymów.

Przy krzyżu postawiono Najświętszy Sakrament.

W tym czasie świadectwo wygłosił chłopak, który zamordował człowieka. Jak wyznał, spojrzenie na krzyż dało mu siłę do wyznania grzechów, wejścia na drogę modlitwy i karmienia się Słowem Bożym.

Przy dwunastej stacji zaległa cisza rozrywana uderzeniami w gong. Biskup włocławski Wiesław Mering odmówił modlitwę: „oto my, Polacy, stajemy przed Tobą, by uznać Twoje panowanie, oddać się Twemu prawu. Uznajemy Twoje panowanie nad Polską i całym naszym narodem rozsianym po całym świecie”. Duchowny zawierzył całą Ojczyznę Chrystusowi Królowi.

Na zakończenie wierni odśpiewali uroczyste Te Deum – Ciebie Boga wysławiamy.
Uroczystość zamknęła wielogodzinna Adoracja Najświętszego Sakramentu, zakończona niedzielną Eucharystią o godz. 3 nad ranem.

Posługę pełniły różne formacje wolontariuszy, w tym Rycerze Kolumba i Rycerze św. Jana Pawła II. O oprawę muzyczną zadbała wspólnota „Miłości Ukrzyżowanej”.
Wyrazy wspólnoty z zebranymi przekazali prezydent RP i premier polskiego rządu.
W ewangelizacyjną inicjatywę włączyło się wielu księży i wiernych w całej Polsce. W Gdańsku na Górze Gradowej odbyło się nabożeństwo Adoracji Krzyża „Gdańsk pod Krzyżem”, które poprowadził abp Sławoj Leszek Głódź. Modlitwa w łączności z wiernymi zgromadzonymi we Włocławku odbyła się również na Jasnej Górze w Kaplicy Matki Bożej.

Na niezwykły odzew inicjatywy ewangelizacyjnej „Polska pod Krzyżem” zwrócił uwagę bp Roman Pindel, który sprawował Mszę św. na Matysce w Beskidzie Żywieckim, pod gigantycznym krzyżem jubileuszowym.

W inicjatywie Polska pod Krzyżem uczestniczyły oficjalnie diecezje włocławska, szczecińsko – kamieńska, zielonogórsko – gorzowska, krakowska, ełcka i łomżyńska. Wiele innych, m.in. warmińsko – mazurska, wrocławska, częstochowska, przemyska, kaliska, toruńska, tarnowska, radomska, zamojsko – lubaczowska, legnicka, bielsko – żywiecka, gliwicka, siedlecka.

Modlitwa w ramach akcji została zorganizowana w ponad 800 miejscach w całej Polsce a także w Australii, Kanadzie, Irlandii, Anglii, USA, Belgii, Holandii, Austrii, Kazachstanie. Do organizatorów dotarło również zgłoszenie z Jerozolimy i Medjugorie.

https://naszdziennik.pl/wiara-kosciol-w-polsce/213069,polska-pod-krzyzem.html

https://forumdlazycia.wordpress.com/2019/09/17/wloclawek-polska-obok-krzyza-a-i-bez-krzyza/#more-62956

Posted in Posoborowy KK, Uncategorized | Leave a comment

Ks. Michał Woźnicki SDB w obronie Mszy św. Trydenckiej w Poznaniu przy ul. Wronieckiej

 

+++

Posted in Filmy, Uncategorized | Leave a comment

O tym, co z ducha i o tym, co z błota.

 

O tym, co z ducha i o tym, co z błota.

Na marginesie wielu zmian, jakie zachodzą galopująco w Kościele pod batem progresywnych funkcjonariuszy kultu, powróćmy myślą jeszcze raz do szeroko dyskutowanej zmiany w treści Modlitwy Pańskiej. W niej zamiast: nie wódź nas na pokuszenie, wprowadzono wersję bardziej pasującą do ludzkiego myślenia, przyjazną dla umysłu jak schabowy na talerzu dla żołądka, nie wymagający zbytniego namysłu. Nie dopuść byśmy ulegli pokusie to taki właśnie filozoficzny i teologiczny kotlet podany prostaczkom, coby sprawnie przeżuli i swoich główek nie musieli męczyć bardziej duchową pracą, bo po co to komu.

Tymczasem w taki sposób gwałci się katolicką Wiarę. Wiara jest zgodna z rozumem, niesprzeczna z najbardziej prozaicznymi zajęciami i potrzebami, we wszystko wprowadza harmonię, porządek, wszystko ukierunkowuje i nadaje duchowy rys najprostszym czynnościom wykonywanym ze względu na Boga. Fizyczna praca ma swoje uzasadnienie w duchowej warstwie, niższe czynności są podwaliną wyższych. Każdy w Kościele scementowanym miłością do Boga, jest potrzebny. Jak matka, która wychowując przyszłego murarza, nauczyciela, lekarza, żołnierza, kapłana, geniusza, generała czy papieża, wstaje po nocy, zmienia pieluszki i karmi; pielęgnuje to ciało i tę duszę, by fizyczna, intelektualna i duchowa moc człowieka mogła kiedyś w pełni się rozwinąć i przynieść światu i Niebu obfity owoc.

Wszystko jest ważne z rzeczy które muszą być zrobione dla dobra innych i wypełnienia obowiązków.  Ci, którzy zajmują się rzeczami duchowymi, są podpierani przez tych, którzy zabezpieczają im życie fizyczne. Ci jednak, którzy wykonują prace fizyczne, są otoczeni miłością i troską o ich duszę i intelekt przez tych, których pracą jest intelekt i duch. Tak Kościół to przepiękny i święty organizm, gdzie każdy jest każdemu potrzebny a nad wszystkim jest Bóg, dający duchowe życie w obfitości swojej łaski. I tak naprawdę jest dawcą wszystkiego. Każde powołanie od Niego zależy. Każdy talent to dar od Niego: zdolność do rzemiosła, dar filozofowania, układania płytek czy montowania instalacji sanitarnych, wznoszenia domów czy mostów, czy bycia dobrym stolarzem, spawaczem, nauczycielem, prawnikiem czy księdzem. Ale to wszystko zakorzenione jest w łasce. Najlepsze co człowiek może zrobić to rozpoznać, co otrzymał od Boga i te talenty rozwijać. Wtedy, wypełniając to, do czego jest uzdolniony wypełnia wolę Bożą.

Panem wszystkiego jest Bóg. Usiłowanie własnymi siłami osiągnąć świętość, zawsze spełznie na niczym. Można się starać, unikać grzechów, które uważamy za najbardziej upokarzające, na które jesteśmy wyczuleni i gdy długo udaje nam się ich nie popełniać, zaczynamy cieszyć się przekonaniem o własnej świętości. W porównaniu z innymi, którzy nie walczą z grzechem wydajemy się sobie wyjątkowi i godni szczególnych względów Pana Boga. Zapominamy, że wszystko jest łaską, tak w sferze naturalnych zdolności, temperamentów czy talentów jak i w sferze czysto duchowej. Tam, gdzie szatanowi uda się nas uśpić, wmówić, że osiągnęliśmy postęp duchowy własnymi ludzkimi zdolnościami, tym mocniej potem przypuści atak. I może się zdarzyć, że go nie przetrwamy.

Tak też zmiana w Modlitwie Pańskiej nie ma szans na wydanie  owoców duchowych, gdyż jest wynikiem ludzkiej spekulacji i zniżania słów Pana Jezusa do ludzkiego prymitywizmu intelektualnego obecnych czasów. Swoją drogą to ciekawe, czemu dzisiejsi ludzie, posiadający rozum podobno mocniejszy niż ludzie w wiekach średnich, muszą sobie upraszczać to, co było zrozumiałe dla przeszłych pokoleń.  Czyżby dzisiejszy człowiek w stosunku do średniowiecznego jednak był osłabiony na umyśle?  Debilitas (z łaciny inwalidztwo umysłowe) jako gorzki owoc lukrowanego aggiornamento, „udzisiejszenia”.

Zmiana modlitwy Pańskiej przypomina samozadowolenie człowieka, który pyszni się powstrzymywaniem od grzechu własnymi siłami.

Ale przychodzi próba, która burzy nasze zdanie o samych sobie, poniża i upokarza nasze zaufanie do własnej woli, zdolności obrony przed grzechem. Okoliczności sprawiają, że nasze mury obronne zostają zniszczone w sposób niezauważalny, niekontrolowany przez nas, i ludzkie siły okazują się niewystarczające. Nie ma możliwości, żeby one same nas zachowały od grzechu. Jedyne co może przetrwać, to dar łaski, przyjętej przez wolę ludzką, nie opartą o samą siebie, ale o nieskończoną potęgę Boga. Ale żeby taką pomoc mieć, trzeba mieć zamiast zadufania, pokorę. Nasza wola jest jedynie okruchem przyjętym przez Boga jak chce i kiedy chce. To, jak pokieruje nasze kroki, zależy tylko od Niego. To, jakie doświadczenie dopuści na nas a od jakiego nas zachowa, niezależnie od naszych planów także zależy od Boga. Każdy wie, że własne plany w ciągu chwili bywają rozwiewane w pył i nie rozumiemy, dlaczego tak się dzieje. Człowiek który zaznał tego wie, że wytrwanie jest sprawą Bożej łaski. Im większa pokora, tym większa łaska. Dlatego dusza cierpliwie znosi i siebie i innych, wiedząc, że sama nie wygra. Lituje się nad innymi, mając w pamięci własne upadki. Modli się i szuka mocy w Bogu, ale cierpliwie czeka w doświadczeniu i cierpieniu nie licząc na siebie. Nie oszczędza siebie w walce, ale wie, że jeśli przyjdzie upaść, to jej słabość, jeśli przyjdzie wygrać – to Boża łaska. A łaska Boża jest do zbawienia koniecznie potrzebna.

Po upokorzeniu własnej pychy przez niespodziewany upadek,  człowiek zaczyna drżeć o siebie. Uświadamia sobie, że ze swojej woli zbawienia nie dostąpi i o swoich siłach do Nieba nie wejdzie. Zaczyna się lękać, doznaje bojaźni Bożej i wtedy na modlitwie jest w stanie wyznać: i nie wódź nas na pokuszenie ale nas zbaw ode złego.

Nie mówi: nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie, bo to za mało. Nasza moc do walki z pokusą po prostu nie istnieje. Mówiąc tymi słowami traktujemy Boga jak narzędzie, które boską mocą ma umocnić naszą wolę, budować naszą pychę, samodoskonalenie. Nie ma możliwości, żebyśmy nie ulegli pokusie bez Bożej łaski.

W zmianie słów Ojcze nasz manifestuje się ludzki punkt widzenia, w którym człowiek sam siebie stawia jako środek własnego zbawienia. To nieprawdziwa perspektywa. Prawdziwą perspektywą nie jest to, byśmy my nie ulegli pokusie, ale jest nią Boża łaska, która zawczasu będzie nas prowadzić tak, że ominiemy niebezpieczeństwa, lub, kiedy przyjdą, zjawią się w wtedy, kiedy będziemy napełnieni Bożą mocą, okrzepnięci w łasce, kiedy On uzdolni  naszą naturę do stawienia oporu złu.

Albowiem:

Custódi, Dómine, quǽsumus, Ecclésiam tuam propitiatióne perpétua: et quia sine te lábitur humána mortálitas; tuis semper auxíliis et abstrahátur a nóxiis et ad salutária dirigátur.
Per Dominum nostrum Iesum Christum, Filium tuum: qui tecum vivit et regnat in unitate Spiritus Sancti Deus, per omnia saecula saeculorum

jak mówi Kolekta Mszy Świętej XIV Niedzieli po Zesłaniu Ducha Świętego (Dominica XIV Post Pentecosten):

Strzeż Twój Kościół, prosimy Cię Panie, w nieustannym miłosierdziu swoim, a że bez Twej pomocy nie ostoi się człowiek śmiertelny, niechaj go stale Twa łaska od rzeczy zgubnych odciąga i prowadzi do zbawienia.
Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, Syna Twojego, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego Bóg przez wszystkie wieki wieków.

Według Kolekty, natchnionych słów Liturgii, będących najczystszym aromatem Wiary katolickiej, łaska Boża musi nas odciągać od rzeczy zgubnych, abyśmy nie upadli. Ta prośba wybrzmiewa w prawdziwym, uświęconym Tradycją brzmieniu Modlitwy Pańskiej: i nie wódź nas na pokuszenie.

Bóg według słów Pisma Świętego również wyprowadza na bezdroża. Kiedy człowiek dokonuje bezprawia, może pozbawić się Bożej łaski i spowodować, że Bóg ukarze nieposłuszeństwo. Wbrew modnej dziś w Kościele politycznej poprawności, Bóg kierował losami zatwardziałych grzeszników tak, aby pozbawieni Jego łaski, zginęli i odebrali karę za swoje przestępstwa:

Pan strzeże przychodniów, chroni sierotę i wdowę, lecz na bezdroża kieruje występnych. Ps 146 (145), 9.

Nie wódź nas na pokuszenie, Boże, bo gdy nam pozwolisz w pokusę wejść, a sam nas przeciwko niej nie uzbroisz, nie mamy szansy nie zginąć. Jeśli Ty cofniesz swoją dłoń, nie mamy ratunku. Oszczędzaj nam Panie zagrożeń, z uwagi na naszą słabość. Ty wiesz, że niczym jesteśmy, oszczędzaj nam sytuacji, zbiegów okoliczności, które wystawiają na niebezpieczeństwo życie naszej duszy. Taki jest sens modlitwy Pańskiej a nie tylko prymitywne wezwanie, byśmy nie ulegli pokusie. Bo Pismo Święte mówi także o pyszałkach, pewnych siebie na tyle, że nie unikają niebezpieczeństw:

Serce twarde na końcu dozna klęski, a miłujący niebezpieczeństwo w nim zginie. (Syr 3,26).

Kto nie unika pokus modląc się tylko o to, by nie uległ a nie ucieka przed nimi, licząc się z własną słabością, zachowuje się jak uzurpator, który doświadcza sprawiedliwość Bożą. Ryzykując utratę Bożej łaski wystawiamy Boga na próbę, czego nie śmiał uczynić sam Boży Syn kuszony przez diabła. Tak czyniąc, człowiek chce z Boga zrobić swego sługę, który ma w odpowiedniej chwili usłużyć nam wedle naszej woli, by się nam krzywda wieczna nie przytrafiła.

Z Panem Bogiem nie igra się tak, by nasza pycha wzrastała, podbudowana Jego łaską. On pokornych sam wynosi i dzieli się swoim majestatem, ale nie z tymi, którzy uzurpują sobie Jego zwycięstwo. Bóg dzieli się chwałą z tymi, z którymi sam chce, a są to pokorni.

Dlatego tradycyjne tłumaczenie „Ojcze nasz” zawiera mądrość wszystkich pokoleń świętych, mistyków, nauczycieli Kościoła. Zmiany chciałyby pozbawić mocy boską modlitwę. Dzisiejsze zmiany chcą wyrzucić do kosza modlitwę Świętych Pańskich od czasów Chrystusa.  Bóg nie będzie jednym z elementów naszego samodoskonalenia, jest celem samym w sobie a nie środkiem do spełnienia naszych życzeń. Tę prawdę zaciera się starannie tam, gdzie ludzi zmusza się do mówienia nowej wersji Modlitwy Pańskiej, jak niegdyś zmuszano do przyjęcia nowej liturgii, aby przypadkiem ludzkiej duszy do nadprzyrodzonej miłości Boga nie pobudziła.

Nie dziwi, że bojaźń Boża to już niezrozumiałe pojęcie.

Dziwi, że powołani do obrony Wiary purpuraci nie napiętnują bandyckich translatorów,   którzy wyrzucają jako śmieci rzeczy nadprzyrodzone, święte i duchowe a podmieniają na niskie, ulepione z błota ludzkich pomysłów i głupoty.

https://swietatradycja.wordpress.com/2019/09/16/o-tym-co-z-ducha-i-o-tym-co-z-blota/#more-6413

Posted in Kościół Walczący - Święta Tradycja, Uncategorized | Leave a comment

O fałszywce tzw. „przywilejów żydowskich”

 

https://forumdlazycia.wordpress.com/2019/09/14/o-falszywce-tzw-przywilejow-zydowskich/

O fałszywce tzw. „przywilejów żydowskich”

Tej fałszywce służą wydania Statutu Kaliskiego, jak na zamieszczonym zdjęciu. Dlaczego to ordynarna fałszywka – wyjaśniają wnioski z badań prawno-historycznych w czasach, gdy polscy naukowcy nie dostawali grantów za poprawność polityczną.

Wygląda to tak – mówi jeden ze współczesnych pisarzy w roku 1618 – jak gdyby jaki rozbójnik pojmany na rozboju, broniąc się, okazywał przywilej królewski lub bullę papieską, w którychby stało, że kto je okaże wolno mu kraść, wydzierać, zabijać i mordować, a dlatego nie ma go o to nikt imać ani karać”.

Podstawą generalną przywilejów żydów w Polsce jest przywilej rzekomo wydany dla żydów wielkopolskich w 1264 roku przez księcia Bolesława Pobożnego. Utarło się wśród „żydo-świadomych” czytelników różnych publikacji mediów alternatywnych posługiwanie się stereotypem „żydowskich przywilejów z 1264 r.”. W oparciu o ten stereotyp wysuwane są różne hipotezy historyczne, koncepcje „co by było, gdyby”, wskazywanie winnych, zaś żydzi czerpią z istnienia tego stereotypu i na jego podstawie przeróżne korzyści i jawnie współpracują obok swych przeciwników w jego utrwalaniu. Wiele stron internetowych przytacza nawet rzekomo dosłowną treść dokumentu księcia Bolesława pochodzącego jakoby z XIII wieku.

Jest to mit niebezpieczny, nie mówiąc już o tym, że zupełnie fałszywy. W świetle badań historycznych nie odkryto ani dokumentu księcia Bolesława z rzekomymi „przywilejami żydowskimi” ani w związku z tym nikt nie zna treści owych „przywilejów”. Niebezpieczeństwo tego mitu polega na tym głównie, że pozwala talmudystom utrwalać kolejne mity, w szczególności mity domniemanych łask, jakimi jahwe obdarzał ich podczas pobytu w „Polin” oraz nadzwyczajnych dobrodziejstw gwarantowanych im przez polskich władców oraz Sejmy Rzeczypospolitej.

Odwołując się do tej całkowicie fałszywej tradycji, wywodzą oni z tego mitu roszczenie nadzwyczajnych przywilejów w czasach obecnych twierdząc, iż tylko nawiązują do tradycji polskiej państwowości. Mit „przywilejów żydowskich” służy im jako tarcza obronna oraz narzędzie nacisku na model ustawodawczy, kopiujący wzorzec rzekomo powstały niemal u początków Królestwa Polskiego. Jest to mit „przywilejów” nigdy im nie nadanych, mit poddany już analizie przez polską historiografię i zbadany przez historyków prawa.

Rzekome „przywileje żydowskie” stały się przedmiotem badań przy okazji ogromnej pracy naukowej w wieku XIX podjętej przez wielu autorów, pracy skupionej na zagadnieniu zebrania obszernych źródeł prawa polskiego okresu Rzeczypospolitej Królewskiej i opublikowania spuścizny prawnej państwa, jakie zniknęło z mapy świata. Tematyka żydowska była drobnym wycinkiem, częścią odszukania i krytycznego uszeregowania ogromnej tematyki prawnej obejmującej okres ponad 700 lat.

Fragmentarycznie prawdę historyczną w sprawie „przywilejów żydowskich” wyjawiło w trakcie tych prac naukowych wielu polskich uczonych, m.in.: Jan Wincenty Bandtkie-Stężyński, Ludwik Gumplowicz, Ksawery Liske, Michał Hieronim Bobrzyński, Wacław Aleksander Maciejowski i inni. Lecz najbardziej wszechstronnej krytyce poddał to zagadnienie jeden z najwybitniejszych polskich prawników, prof. nauk prawnych i historyk prawa, Romuald Hube. Może właśnie dlatego jest obecnie postacią prawie całkowicie zapomnianą.

Romuald Hube nie otrzymał koczowniczego grantu pseudo-naukowego, aby „na krzywy ryj” za pieniądze podatników napisać politycznie poprawny ściek propagandowych bzdur. Był jedną z wielkiej grupy wybitnych postaci polskiej nauki tworzącej grunt ideologiczny ruchu narodowego, prawnikiem analizującym i poszukującym podstaw przyszłego, odrodzonego państwa polskiego w tradycji prawno-historycznej Polski Królewskiej.

Bazując na poszukiwaniach źródeł i analizie dokumentów źródłowych, jak dekrety królewskie, uchwały sejmowe, statuty koronne, akta sądów grodzkich oraz innych materiałach źródłowych, napisał w 1879 roku rozprawę z zakresu prawa polskiego zatytułowaną „Przywilej żydowski Bolesława i jego potwierdzenia”, jaka nakładem wydawnictwa M. Arcta została opublikowana w Warszawie w 1905 roku.

R. Hube poddał gruntownym badaniom zagadnienie „przywilejów żydowskich” ze szczególnym uwzględnieniem ich genezy w okresie panowania Bolesława Pobożnego. Przy czym nie opublikował swoich odkryć z prezentacją wyłącznie własnych wniosków. Wręcz przeciwnie, w swojej pracy przedstawił poglądy innych autorów, którzy również wnikliwie zbadali to samo zjawisko. Prócz detali o charakterze metodologicznym i zakresu głębi poszukiwań, wszyscy ci autorzy doszli do jednobrzmiących wniosków, zaś profesor Hube przedstawił w krótkiej rozprawie kwintesencję tych poglądów oraz dowody naukowe uzasadnione w oparciu o przebadane źródła prawa polskiego, jakie nie pozostawiają najmniejszych wątpliwości: „przywileje żydowskie z 1264 r.” to absolutnie fałszywy mit.

Przechodząc do analizy odkryć naukowych R. Hube należy zaznaczyć, że wspomnianego „przywileju” Bolesława Pobożnego po prostu nie maNie zachował się on ani w oryginale ani we współczesnym odpisie. Zatem tekstu pierwotnego nie ma. To, co miałoby o jego istnieniu rzekomo zaświadczać, to tzw. „potwierdzenia”, w tym przede wszystkim potwierdzenia z czasów panowania Kazimierza Wielkiego. Tak też próbuje czynić historiografia i próbuje przemycać tzw. zatwierdzenia pierwotnych przywilejów w okresie rządów Kazimierza Wielkiego. Twierdzi się, że „przywilej żydowski” jest znany z późniejszego zatwierdzenia. Problem jednak w tym, że jak wykazały niezbicie badania źródłowe, również tych kazimierzowskich „zatwierdzeń” nie ma ani w oryginale ani we współczesnym odpisie.

Tzw. „zatwierdzenia Kazimierza Wielkiego” pojawiają się dopiero później, a najwcześniejsze z nich pochodzi z 1506 roku i będzie poddane szczegółowemu opisowi w dalszej części. „Przywilejów żydowskich” w późniejszej redakcji pochodzących jakoby z „zatwierdzenia” Kazimierza Wielkiego pojawiło się wiele, ni z tego ni z owego „znalazły się” w polskich dokumentach prawnych, zaś szczegółowej analizie poddanych zostało aż jedenaście (sic!) ich różnych wariantów:

1) w ogóle pierwsza wzmianka o istnieniu przywileju księcia Bolesława i „zatwierdzeniu” go przez Kazimierza Wielkiego w 1334 r. znalazła się w Zbiorze Praw Polskich wydanym przez Łaskiego w 1506 r.,

2) „redakcja pomnożona” pochodząca z końca XV wieku, jaka została wydrukowana w Ius Polonicum J.W. Bandtkiego (1831 r.),

3) redakcja z rękopisu tego samego autora odszukana w archiwum koronnym, wydana w tym samym dziele,

4) „redakcja przerobiona” z akt gminy żydowskiej w Poznaniu,

5) redakcja taka sama odszukana przez J.W. Bandtkiego i znajdująca się w rękopisie tego autora,

6) przeróbka z oryginalnego potwierdzenia Jana III Sobieskiego z 1676 r.,

7) przeróbka z Akt grodzkich poznańskich,

8) z Biblioteki Ordynacji Krasińskich,

9) z Akt grodzkich krakowskich,

10) z Akt miasta Przemyśla,

11) z Akt miasta Lwowa.

Mając zgromadzony tak obfity materiał, nie byłoby bez korzyści zająć się krytycznem obrobieniem oryginalnego przywileju Bolesława, nietrudno bowiem dostrzedz, że wszystkie dotąd wydania onego są defektowe”.

Z analizy tych „późniejszych zatwierdzeń” profesor Hube postawił jednoznaczny wniosek, że istnieją trzy główne różne warianty tego przywileju i trzy główne różne „potwierdzenia” Kazimierza Wielkiego: z 1334 r., z 1364 r. i z 1367 roku. Tzw. „pierwsze potwierdzenie” z 1334 r., jakie znalazło się w Zbiorze Praw Polskich (1506) nie różni się, jak stwierdził R. Hube, „co do głównej ich osnowy” względem „potwierdzeń” nr 2 i nr 3.

Do „potwierdzenia” z 1334 r. odniósł się w swojej kronice Długosz i pod rokiem 1356 donosząc o stosunkach Kazimierza Wielkiego z żydówką Esterką, pisze że „na prośby Estery żydówki uczynił to król i nadał pojedynczym żydom mieszkającym w Królestwie, nadzwyczajne prerogatywy i wolności, czym oburzył na siebie wielu, którzy już wtedy uważali je za fałszywe, wydane na krzywdę ludzką, i któremi znieważony został i obrażony boski majestat”. (Roczniki, Edycya Krakowska, t. III, str. 263)

Nie ma więc w źródłach jakiejkolwiek mowy o „ogólnych”, „generalnych”, czy też „zbiorowych przywilejach” nadanych żydom, ale o osobistych specjalnych prerogatywach i wolnościach udzielonych pojedynczym żydom, co wzburzyło wówczas wielu Polaków. Prof. Hube zaznacza, że przesłanka braku pierwotnego tekstu zarówno „przywileju Bolesława”, jak też „potwierdzenia Kazimierza”, zmusiła go do dalszych badań naukowych nad istniejącymi 3 różnymi wersjami tzw. „zatwierdzeń KW”.

Po przeanalizowaniu prawdopodobnych okoliczności ich powstania oraz treści i różnic zawartych w tekstach dochodzi on do wniosku, że „zapisane w aktach Kazimierza wyrażenia świadczą, że zostały użyte przez ludzi nieznających ówczesnych stosunków i ówczesnych formuł kancelaryjnych”.

Jeszcze większe powątpiewanie co do autentyczności przywileju Kazimierza rodzi w nas jego treść, pozostawiająca na boku inne, choć nader ważne, szczegóły: podnosimy jeden z najważniejszych: Jest nim przepis o zaciąganiu pożyczek w żydów”.

Podsumowując wywód analizy historycznej instytucji pożyczek na ziemiach polskich, prof. Hube dochodzi do wniosku, że: „W takim położeniu śmiało utrzymywać można, iż przerobiony przywilej Bolesława nie może być dziełem Kazimierza Wielkiego…Opierając się na tem wszystkiem, stanowczo twierdzimy, że przerobiony przywilej Bolesława jest fabrykatem czasów po Kazimierzu W.”.

Zamykając część dotyczącą „przywileju z 1264 roku” oraz „zatwierdzeń KW” tego dokumentu, wnioski z badań R. Hube są następujące:

1) brak jest oryginału lub odpisu tego przywileju i tych zatwierdzeń,

2) badane dokumenty to fabrykaty (fałszywki) powstałe w czasach późniejszych „na ludzką krzywdę i obrazę boskiego majestatu”,

3) pierwotnej treści nie da się ustalić, gdyż albo w ogóle go nie było albo przepadł w otchłani dziejów,

4) prof. Hube nadmienia, że tzw. „przywilej Bolesława z 1264 r.” mógł powstać i zawierać jakieś regulacje prawne, ale nie mógł być czymś nadzwyczajnym, co dawałoby żydom w Polsce największą miarę różnorodnych uprawnień, jakie nigdzie w Europie nie zostały im przyznane. Prawodawstwo średniowiecznej Europy nadawało żydowskim gminom status autonomii i wyłączało je spod chrześcijańskiej jurysdykcji powszechnie obowiązującego prawa i działo się to najczęściej na wniosek samych żydów. Świadczą o tym „przywileje żydowskie” Fryderyka, arcyksięcia austriackiego z 1244 r. i króla Węgier, Beli z 1251 r., na jakich niewątpliwie wzorowany musiał być dokument Bolesława Pobożnego. Te zaś zbiory regulacji prawnych nie nadawały żydom i ich gminom statusu suwerenności, prowadzącego do tworzenia przez nich państwa w państwie (typu „Polin”). Wskazane okoliczności prowadzą do wniosku, że mit „przywileju Bolesława Pobożnego” to ordynarna fałszywka, jaka musi być wytworem żydowskim, gdyż tylko żydzi zyskiwali na jego podstawie uprawnienia nadzwyczajne i tylko oni byli beneficjentami korzyści zeń płynących.

Koniec części I

SH

P.S. Suplement:

Za; https://wolna-polska.pl/wiadomosci/o-falszywce-tzw-przywilejow-zydowskich-2019-09

Posted in Historia, Uncategorized, Żydzi przeciwko Polsce, Wróg Polski | Leave a comment

BIAŁY RASIZM? – II – Komentarz Eleison nr DCXXXV (635)

Ruch Oporu:

https://fsspxr.wordpress.com/komentarze-eleison/

 

14 września 2019

BIAŁY RASIZM? – II

Biali ludzie muszą powrócić do Pana Boga, albo zginą,

On nie jest przestarzały, ani nie jest kwiatkiem do kożucha.

W reakcji na Komentarz Eleison z ostatniego tygodnia jeden z czytelników zauważył, iż powinien on być raczej zatytułowany „Rasizm wobec białych ludzi”. Oczywiście ma on rację w tym sensie, że wrogość okazywana jest dziś w znacznie większym stopniu przez nie-białych ludzi wobec białych, niż przez białych wobec nie-białych, jednak to co ma dla nas znaczenie, aby pokonać tę niechęć bez względu na to, z której strony pochodzi, to zrozumieć, co za nią stoi. Ostatecznie to liberałowie, którzy rządzą obecnie światem, chcą usunąć wszechmogącego Boga, aby móc zająć Jego miejsce. Jako prawdziwi „liberałowie” pragną oni bowiem nade wszystko wolności od Pana Boga. Jak mogliby byś wolni od wszystkiego i wszystkich, jeśli nie byliby wolni od Pana Boga i Jego Dziesięciu Przykazań?

Kiedy Syn Boży przyjął ludzkie ciało, założona przez Niego religia chrześcijańska rozpowszechniła się po całym świecie i – jak napisał św. Paweł – wszyscy, którzy zostali ochrzczeni w Chrystusie, przyoblekli się w Chrystusa, tak, iż nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie (Ga 3, 27-29, Kol 3, 11). Doktryna to oznacza, iż tam gdzie zwycięża chrześcijaństwo, niechęć taka jak „antysemityzm”, „rasizm” czy „feminizm” zanika, gdyż wszystkie one zostają niejako zanurzone poprzez chrzest w Chrystusie. Ale co dzieje się, gdy człowiek odrzuca Pana Jezusa? Czyż nie pojawi się wówczas ponownie wrogość między Żydami a nie-Żydami, nie-białymi i białymi, mężczyznami i kobietami?

Oczywiście, że tak i będzie ona w fazie pochrześcijańskiej gorsza, niż wcześniej, ponieważ chrześcijaństwo pozwoliło człowiekowi poznać Pana Boga w taki sposób, w jaki nie było to wcześniej możliwe, a także poznać równość wszystkich ludzi przed Panem Bogiem, równość należącą do wieczności, która przyćmiewa liczne nierówności między ludźmi w trakcie ich krótkiego życia na ziemi. W epoce przedchrześcijańskiej ludzie w naturalny sposób akceptowali te nierówności jako część życia, gdyż głupotą byłoby buntowanie się przeciwko nim – te nierówności po prostu istniały. W czasach chrześcijańskich rodzaj ludzki nauczył się w nierównościach, które nadal są obecne, czerpać pociechę z przewyższającej je równości w wieczności. Jednak w fazie pochrześcijańskiej, Chrystusowa wiara, niebo i wieczność zostają odrzucone, a w konsekwencji nierówności w tym życiu, których nie da się odrzucić, są odczuwalne o wiele bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.

Zaiste liberałowie, którzy robią co tylko mogą, aby zniszczyć chrześcijaństwo, przejęli jednak od Chrystusowej religii poczucie np. równości wszystkich ludzi, choć oderwali je od Pana Boga, który jest prawdziwym fundamentem tej równości. Dlatego usiłują oni zamknąć równość wieczności w siedemdziesięciu czy osiemdziesięciu latach. To jakby próbować wlać pół litra płynu do ćwierćlitrowego słoiczka. To po prostu nie może się udać. Ale oni próbują to robić na siłę. Dlatego też liberałowie zawsze walczą z rzeczywistością. Są to chrześcijańscy apostaci usiłujący zamknąć w krótkim ludzkim życiu Chrystusowe ideały, które mają wymiar wieczny. Tęsknią za chrześcijaństwem, ale nie chcą Pana Jezusa, więc z całych sił dążą do stworzenia chrześcijaństwa bez Chrystusa, co jest oczywiście przedsięwzięciem skazanym na porażkę. Ale czy w tej sytuacji wrócą oni do Pana Jezusa? Nigdy! Wolność, równość, braterstwo!

Dlatego też chrześcijańska wolność od grzechu dla nieba musi zostać zamieniona na wolność od wszelkich ziemskich ograniczeń, prawdziwych czy wyimaginowanych, wolność dla rewolucji; chrześcijańska równość wobec Pana Boga w wieczności, musi zostać zamieniona na wyrównywanie w dół wszystkiego, co na ziemi jest naprawę wzniosłe, co jednak się nie uda, bez względu na to, jak bardzo liberałowie będą się starać; i wreszcie chrześcijańskie braterstwo, prawdziwe braterstwo ludzi jako dzieci jedynego prawdziwego Boga, musi zostać zastąpione przez sztuczne stowarzyszenie ludzi w instytucjach takich jak ONZ, które skazane są na porażkę.

Resumując: biali ludzie otrzymali od Pana Boga specjalne dary, naturalne i nadprzyrodzone, aby głosić Chrystusa i Jego Kościół całemu rodzajowi ludzkiemu. Kiedy realizowali te misję, korzystała cała ludzkość i ludzie na całej ziemi kroczyli po drodze do nieba, nie żywiąc żadnej urazy, ale raczej wdzięczność wobec białych, którzy otworzyli im drogę do nieba. Jednak kiedy biali ludzie przestali realizować swą misję, wówczas pozostała część ludzkości instynktownie poczuła się zdradzona, a „rasizm” zaczął szaleć, jak nigdy przedtem. Biały człowieku, jeśli nie lubisz rasizmu wobec białych ludzi, złap za różaniec, 15 tajemnic każdego dnia.

Kyrie eleison.

Posted in Biskup Williamson, Komentarze Eleison, Uncategorized | Leave a comment

KAZANIE NA ŚWIĘTO MATKI BOŻEJ BOLESNEJ – Ks. Pius

 

KAZANIE NA ŚWIĘTO MATKI BOŻEJ BOLESNEJ

Umiłowani w Chrystusie Pani!

Dwa razy w roku, w Wielkim Poście i w dniu 15 września, obchodzimy święto Matki Boskiej Bolesnej. Kościół Święty tylko tej tajemnicy z życia Najświętszej Maryi Panny poświęca dwa dni, co podkreśla znaczenie, jakie dla naszego zbawienie miało to, iż

Stała Matka Boleściwa

obok krzyża ledwo żywa,

gdy na krzyżu wisiał Syn.

Zastanawiamy się jednak jednocześnie, czemu Pan Jezus nie oszczędził swej Matce tak wielkiego cierpienia? Aby odpowiedzieć na to pytanie musimy poświęcić chwilę na rozważanie tajemnicy Chrystusowego Krzyża, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan (1 Kor 1, 23).

W Księdze Rodzaju na końcu opisu stworzenia świata czytamy: A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre (Rdz 1, 31). Takim bardzo dobrym stworzeniem był również człowiek, stworzony na obraz i podobieństwo Boże. W raju cieszył się on życiem w przyjaźni z Bogiem, bez chorób, bez cierpień i trudów, bez nieszczęśliwych wypadków, bez lęków i strachu o przyszłość. Nasi prarodzice, Adam i Ewa, dali się jednak zwieść szatanowi, który namówił ich, by zaczęli sami określać, co jest dobre, a co złe i w ten sposób stali się jak Bóg. Zbuntowali się oni przeciwko naszemu Ojcu, który jest w niebie, a przez swoje nieposłuszeństwo nie tylko zostali wygnani z raju, ale ściągnęli na wszystkie ludzkie pokolenia grzech pierworodny. Człowiek nie jest ze swej natury dobry, jak twierdzą liberałowie.

Natura ludzka zraniona przez grzech pierworodny nosi bowiem w sobie skłonność do czynienia złego, która przejawia się nieustannie w naszym życiu tym, że bliżej jest nam do grzechu niż do świętości, bliżej do tchórzostwa niż do bohaterstwa, bliżej do egoizmu niż bezinteresownej miłości bliźniego.

Tak oto, nieposłuszeństwo kobiety, nieposłuszeństwo naszej pramatki Ewy względem Pana Boga pogrążyło ludzkość na całe wieki w ciemnościach i niewoli grzechu.

Ta nasza pożałowania godna sytuacja zmieniła się dopiero z chwilą przyjścia na świat nowej Ewy, Najświętszej Maryi Panny. Już samo Jej Niepokalane Poczęcie zwiastowało światku zupełnie nową rzeczywistość, rzeczywistość świętości i Bożej łaski. Oto bowiem poprzez swoje Wcielenie Pan Bóg ustanowił Nowe Przymierze, przymierze tak mocne i trwałe, że nawet największy grzech człowieka nie jest w stanie go zniszczyć, ponieważ zostało ono przypieczętowane przelaną na krzyżu krwią Zbawiciela. A pod tym krzyżem nie mogło zabraknąć Matki Bożej. Była Ona przecież nieustannie obecna w życiu Pana Jezusa To Ona Go karmiła i tuliła do swego serca, była przy Nim gdy stawiał pierwsze kroki, troszczyła się o Niego, zachowywała i rozważała w swoim sercu wszystkie Jego słowa i czyny (por. Łk 2, 19). To dzięki Jej pośrednictwu Zbawiciel dokonał pierwszego cudu w Kanie Galilejskiej. Kroczyła za swym Synem, gdy opuścił Nazaret i zaczął głosić Ewangelię. Smutkiem napawały Ją wieści o tym, że żydowscy faryzeusze raz po raz knują spiski na Jego życie. A kiedy Pan Jezus dla naszego zbawienia wziął na swe ramiona krzyż i ruszył w stronę Golgoty, podążała za Nim krok za krokiem. I oto wypełniła się przepowiednia starca Symeona: A Twoją duszę miecz przeniknie (Łk 2, 35). Oczyma duszy widzimy dziś, jak Matka Najświętsza stoi dziś pod krzyżem i patrzy na swojego konającego Syna. Tylko matki są w stanie zrozumieć to co czuła w tym momencie. Pustkę, bezsilność, ból przeszywający nie tylko serce, ale całe ciało. I oto z ust Zbawiciela, na kilka chwil przed śmiercią, padają poruszające słowa: Niewiasto oto syn twój, synu oto Matka twoja.

Drodzy wierni! Czemu jednak Pan Jezus najpierw zwraca się do Maryi, a dopiero później do Jana? Gdyby chodziło tylko o zapewnienie Najświętszej Maryi Pannie opieki na starość, wystarczyłoby powiedzieć do ucznia: Oto Matka twoja. Otóż znaczenie Chrystusowych słów jest o wiele głębsze, ma wymiar nadprzyrodzony. Odkupiciel zwraca się najpierw do Maryi, ponieważ chce oddać pod Jej opiekę nie tylko swego umiłowanego ucznia Jana, ale cały swój Kościół. Chce, aby wszyscy katolicy mogli zaznać kosztować tej samej czułej i pięknej miłości, której doświadczył sam podczas swego ziemskiego życia. Pan Jezus wisząc na krzyży tworzy nadprzyrodzoną więź między Najświętszą Maryją Panną, a każdym z nas, którzy przychodzimy do Chrystusowego krzyża jako źródła życia i odkupienia. Syn Boży powierza Jej misję, Matka Boża staje się Współodkupicielką i Wszechpośredniczką Łask. Nie chciał jednak tej prawdy ogłosić uroczyście żaden z posoborowych papieży. Nie powinno to być jednak dla nas żadne zaskoczenie. Jak bowiem stwierdził jeden z architektów Soboru Watykańskiego II, arcyheretyk z zakonu jezuickiego Karl Rahner, byłby to ogromny cios dla soborowego ekumenizmu, wszak protestanci nieznoszą kultu maryjnego.

Jednak my katolicy doskonale rozumiemy, że Maryja jest naszym ostatnim ratunkiem przed współczesnym potopem herezji, który zdaje się zatapiać Kościół Boży. Matka Boża robi nieustannie co tylko może, by uratować nas, swe dzieci, przed ogniem wiecznym w piekle i zaprowadzić nas do nieba. Dlatego też nieustannie okazuje nam tyle troski, dlatego przychodzi do nas i prosi o pokutę oraz modlitwę: w Lourdes, w La Salette, w Gietrzwałdzie czy w Fatimie. Nie czyni niczego innego, jak tylko wypełnia misję, którą otrzymała od Syna. Jest Matką Kościoła, dlatego z jej oczu płyną łzy, gdy patrzy, jak Kościół jest niszczony przez wilki przebrane w owcze skóry, gdy patrzy na bluźnierstwa i świętokradztwa, na pogardę, z jaką ludzie traktują Chrystusowy krzyż.

Kochani moi! Wpatrując się dziś oblicze Matki Bożej Bolesnej musimy sobie uświadomić, że Ona zawsze stoi obok nas, tak jak stała na Kalwarii przy swym konającym Synu. Jest Ona przy nas, gdy przeżywamy nasze życiowe krzyże: samotność, starość, chwile zwątpienia, brak zrozumienia ze strony bliźnich, troskę o pogrążony w kryzysie Kościół Święty i niepokój o zbawienie tych, których kochamy. Maryja jest przy nas w chorobie i razem z nami płacze nad grobami bliskich. Pociesza każdego z nas, ilekroć zwrócimy się Niej, którą czcimy jako Pocieszycielkę strapionych i kieruje do nas słowa: Nie bój się, bo jestem Twoją Matką. Nie bój się nieść swojego krzyża, tak jak niósł go mój umiłowany Syn, któremu towarzyszyłam na Drodze Krzyżowej. Nie bój się przeżywać razem z Nim i ze mną Wielkich Piątków Twojego życia. Bo tylko ten, kto weźmie swój krzyż na ramiona, będzie mógł przemienić ból i smutek Kalwarii na wieczną radość Zmartwychwstania.

A gdy życia kres nastanie,

przez swą Matkę, Chryste Panie,

do zwycięstwa dojść nam daj.

Amen.

SACERDOS PIUS

Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe (Mt 26, 41)

Posted in Ks.Pius, Księdz Pius, Rok Kościelny, Uncategorized | Leave a comment