Putin wprost o NWO, pedofilach i satanizmie: będziemy bronić chrześcijańskich wartości.

Putin wprost o NWO, pedofilach i satanizmie: będziemy bronić chrześcijańskich wartości.

Przemówienie świąteczne Prezydenta Rosji Władimira Putina zostało całkowicie przemilczane przez tzw. „zachodnie” media. Poniższy fragment tłumaczy dlaczego….

Putin(…) Kolejne wyzwanie dla rosyjskiej tożsamości jest związane z procesami, które można obserwować poza granicami Rosji. Są to polityka zagraniczna, moralność i inne aspekty. Widzimy, że kraje euro-atlantyckie (w tym Polska-admin) podążają drogą, która zaprzecza czy wręcz wyklucza ich korzenie, wliczając w to korzenie chrześcijańskie, które tworzą bazę Zachodniej Cywilizacji.
W tych krajach podstawa moralna i wszelkie tradycyjne wartości są odrzucane – narodowe, religijne, kulturalne – nawet tożsamość płciowa jest odrzucana i relatywizowana.Taka polityka traktuje wielodzietną rodzinę na równi z partnerstwem homoseksualnym, a wiara w Boga jest równoznaczna wierze w szatana.

To nadużywanie i wyolbrzymianie politycznej poprawności w tych krajach prowadzi do tego, że należy poważnie rozważyć możliwość legalizacji partii, które będą mieć na celu propagandę pedofilii.
Wielu obywateli państw europejskich w rzeczywistości wstydzi się swoich religijnych przynależności, a nawet boi się o nich mówić. Chrześcijańskie święta i uroczystości są likwidowane, czy też ich nazwy są „neutralnie” zmieniane, tak jakby ktoś się miał wstydzić świąt chrześcijańskich. Tą metodą ukrywa się głębsze moralne wartości tychże uroczystości.

Kraje te próbują narzucić siłą ten sam model na inne kraje, globalnie. Jestem głęboko przekonany, że jest to bezpośredni sposób na degradację i prymitywizację. To prowadzi do głębokiego demograficznego i moralnego kryzysu na Zachodzie.

Jaki może być lepszy dowód na moralny kryzys społeczeństwa niż utrata jego funkcji rozrodczości? Niemalże wszystkie rozwinięte kraje zachodnie nie mają wystarczającej rozrodczości by się utrzymać na tym samym poziomie, nawet z pomocą migrantów.

Bez wartości moralnych, które są zakorzenione w Chrześcijaństwie i innych światowych religiach, bez reguł i moralnych wartości, które się ukształtowały i rozwinęły przez millenia, ludzie nieuchronnie utracą swoją godność.

I myślimy, że prawa i naturalna jest obrona tych moralnych wartości.

Należy respektować prawa każdej mniejszości do samookreślenia, ale jednocześnie nie można dopuścić do tego by prawa większości nie były respektowane.

W tym samym czasie gdy ten proces następuje na poziomie państwowym, na poziomie międzynarodowym zauważamy próby stworzenia jednobiegunowego i jednolitego modelu świata, w którym usuwane będą instytucje prawa międzynarodowego i suwerenności narodowej. W takim jednobiegunowym, zunifikowanym świecie nie będzie miejsca na suwerenne państwa. Taki świat potrzebuje tylko wasali.

Za: https://www.youtube.com/watch?v=Apmy9H9YVPo

Advertisements
Posted in Uncategorized | 11 Comments

Chrześcijaństwo – ocaleniem człowieczeństwa.

Chrześcijaństwo – ocaleniem człowieczeństwa.

Co ma wspólnego zbezczeszczenie kościoła w Warszawie z tolerancją, do której odwołują się feministki?

Co ma wspólnego z tolerancją „Marsz Równości” mający w planach przejść po ziemi szczególnie świętej dla katolików- w pobliżu Jasnej Góry, stolicy duchowej Narodu Polskiego?

„Duch czasu” przekonuje kobietę, że jest kobieca kiedy jest obnażona, kiedy uwodzi odkrytym, zgrabnym ciałem. Kiedy ma co obnażyć, czuje się atrakcyjna i godna pożądania. Kiedy widzi za sobą spojrzenia pożądliwe i zaciekawione mężczyzn, czuje się wartościowa. Ten dreszcz zna chyba każda niebrzydka dziewczyna. I to swoje odbicie jakie widzi się w zawieszonym na sobie spojrzeniu mężczyzny sprawia satysfakcję, przyjemność. I wszystko jest dobrze, dopóki sytuacja jest w ramach jakie stworzyła nam nasza wielowiekowa chrześcijańska kultura. Mężczyźni nie zachowują się jak dzikusy i przynajmniej na ulicach opanowują swoje , obudzone przez widok półnagich ciał, pożądliwości. Panie pławią się w przyjemnym dreszczyku budzenia w mężczyznach żądzy, a jednocześnie do głowy im nie przychodzi, że mogłyby zaznać brutalnej konsekwencji swojej kokieterii. Właśnie dlatego, że nasza kultura jest przez wieki kształtowana przez chrześcijaństwo, które nauczyło ludzi panowania nad sobą, szacunku dla kobiet, kultury i tolerancji dla ludzi o odmiennych wartościach i spojrzeniu na rzeczywistość.

W duchu może ktoś sobie scharakteryzować taką czy inna osobę i określić jej wartość, ale nie okazuje tego, by jej nie sprawić przykrości, publicznie. Jest to jednak zachowanie, które zostało ukształtowane przez chrześcijańskiego ducha, przez chrześcijańską kulturę, z którą walczą wszyscy postępowcy, począwszy od feministek a skończywszy na homoseksualistach. Wszyscy oni swoje manifestacje przeciwne kulturze osobistej, skromności, moralności i zdrowiu psychicznemu mogą manifestować tylko dlatego, że pozwala im na to wielowiekowa tradycja europejska, którą kształtowała wiara w Chrystusa, ucząca trzymania na uwięzi swoich instynktów, pracy nad charakterem, zachowaniem. I może wiele z tego zostało zaprzepaszczonym, ale ten przekaz kulturowy funkcjonuje nadal jak kulturowe chrześcijańskie DNA i z nim walczą i feministki, i środowiska LGBT.

Dobrze wiedzą, że w innej kulturze, na przykład islamu, nie mieliby szans na spektakularne manifestacje, gdyż bardzo nielitościwie i radykalnie poradziłaby sobie ona z prowokacją. Za takie zachowania, jakim zapewnia bezpieczeństwo nasza kultura, w innej można by było pożegnać się z życiem.

Czasem zdarza się i w naszej kulturze że kobieta trafia na nieokrzesanego troglodytę, który wyłamie się z tego kulturowego kodu i wtedy nagle przychodzi zasmakować tej „wolności”, „atrakcyjności”, jakiej się domagała swoim zachowaniem. Napastowana kobieta uświadamia sobie, jak bardzo chciałaby odwrócić czas, i zachować się inaczej, ubrać się inaczej, powstrzymać spojrzenie czy gest. Przychodzi wstręt do samej siebie za to, że stała się przedmiotem, rzeczą, poniżoną i wykorzystana jak samo ciało, które usiłowała eksponować. Czasem wiele godzin usiłuje zetrzeć z siebie dotyk czy zmyć ślady człowieka, który ją sponiewierał. Ale to się nie udaje. Brudny dotyk, pozostaje. Brud psychiczny, nie dający się zmyć, pozostaje. Wstręt do siebie pozostaje.

Tak samo nie odczuwają niestosowności swoich manifestacji homoseksualiści, którzy celowo ranią poczucie przyzwoitości i moralności zwykłych ludzi. Gdyby w rewanżu obrażeni katolicy weszli całą masą wielomilionowej siły do ich domów, do miejsc, w których się spotykają, poznają i bawią, z symbolami swoich przekonań i wiary, byłoby to adekwatnym rewanżem. Lecz homoseksualiści nie widzą żadnej niestosowności w tym, że narzucają się ze swoimi aberracjami większości, którą ich zachowania mierżą, brzydzą, i gorszą.

Gdyby feministkom tak pomalować prywatne posesje jak one zniszczyły mury kościoła w Warszawie, może by zobaczyły, że ta ich osławiona „tolerancja” jest tylko pustym hasłem mającym zamykać usta ludziom normalnym. Ludziom ukształtowanym przez chrześcijaństwo, które zabezpiecza prawa nawet łajdaków do bezpiecznego chodzenia po ulicy. Walczą z kulturą, której zawdzięczają bezpieczeństwo i swobodę nawet obrażania innych ludzi i nie ponoszą konsekwencji swojego łajdactwa. Walczą z rzeczywistością, która uznaje w nich ludzi nawet wtedy, kiedy osiągają poziom samego dna, zupełnego zeszmacenia, nawet wtedy chrześcijaństwo ma dla nich litość, mimo że jest przez nich uważane za wroga.

Przyjdzie czas, że poniewierający chrześcijaństwem uświadomią sobie, że tylko dlatego mogli tak niszczyć i być bezpieczni, że mieli do czynienia z moralnością Kościoła. Każdy inny system zmiótłby ich bezlitośnie, ale teraz nie widzą, że są użyci dla rozwalenia jedynej moralności, która się o nich upomina. Kiedy wykonają swoje zadanie, zostaną nawozem dla nowych formacji, takim samym, w jaki chcą zamienić chrześcijan, których poniżają, poniewierają ich świętościami i obrażają.

Nawet nie widzą, że walczą z jedyną rzeczywistością, która pośród ich samozniszczenia do końca widzi w nich człowieka.

Posted in Uncategorized, Wróg Polski | Leave a comment

KAZANIE NA VIII NIEDZIELĘ PO ZESŁANIU DUCHA ŚWIĘTEGO – Ks. Pius

 

 

KAZANIE NA VIII NIEDZIELĘ PO ZESŁANIU DUCHA ŚWIĘTEGO

Umiłowani w Chrystusie Panu!

Słuchając słów dzisiejszej Ewangelii możemy być zaskoczeni, zaś w naszych umysłach pojawia się pytanie: czy Pan Jezus pochwala nieuczciwość? Czy Syn Boży, który pracując wiele lat jako cieśla dał nam przykład sumiennego wykonywania codziennych obowiązków, chce za wzór do naśladowania dać nam nieuczciwego zarządcę? Czy przesłaniem dzisiejszej przypowieści jest pochwała pogoni za pieniądzem i karierą? Odpowiedź na te pytania znajduje się w samym tekście Ewangelii, choć tak łatwo może umknąć nam, wciąż tak bardzo przywiązanym do doczesności i niechętnie myślącym o rzeczach nadprzyrodzonych.

Drodzy wierni! Zbawiciel opisuje postępowanie, które my ludzie doskonale znamy z naszego życia codziennego —  kult pieniądza, wyścig w celu zrobienia kariery kosztem innych ludzi, oszustwa, złodziejstwo. Zaiste człowiek potrafi znaleźć wiele sposobów, by osiągnąć upragniony cel. Tak też czynił nieuczciwy zarządca. Dlatego też słuchając dzisiejszej przypowieści czujemy pewien podziw dla sprytu owego zarządcy. Czyż dłużnicy jego pana, którym zmniejszył ich dług, nie zaciągnęli w tym momencie długu wdzięczności u niego? Czy nie będzie mógł on od nich oczekiwać rewanżu, gdy pan pozbawi go jego włodarstwa?

Kluczem do właściwego zrozumienia przesłania przypowieści o nieuczciwym zarządcy jest jednak to, iż Pan Jezus nazywa go synem tego świata. Z pewnym wyrzutem Zbawiciel mówi, iż synowie tego świata roztropniejsi są wśród podobnych sobie niż synowie światłości. W ten sposób chce nam uzmysłowić, z jak wielkim zaangażowaniem i zapałem my ludzie korzystamy z dóbr doczesnych dla realizacji naszych egoistycznych planów i dla osiągnięcia ziemskich celów. Obyśmy tylko z takim samym zaangażowaniem i zapałem potrafili korzystać z dóbr doczesnych w drodze do życia wiecznego, dla osiągnięcia celów wiekuistych! Obyśmy byli w życiu duchowym tak zaradni jak ów włodarz, którego jego pan przecież ostatecznie pochwalił, i zabiegali o sprawy Boże, tak samo jak zabiegamy o nasze pensje, domy czy samochody.

Kochani moi! Bogactwo czy kariera nie są niczym złym pod warunkiem, że nie stają się celem samym w sobie, że nie przysłaniają nam prawdziwego, ostatecznego celu naszego życia. Prawdziwie roztropnym jest człowiek, który umie swoje działania ukierunkować do dobrego celu, zaś dobrem najwyższym jest Bóg. Pamiętajmy o słowach Łukaszowej Ewangelii następujących po przypowieści o nieuczciwym zarządcy: Żaden sługa nie może dwom panom służyć. Gdyż albo jednego będzie nienawidził, a drugiego miłował; albo z tamtym będzie trzymał, a tym wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i Mamonie (Łk 6, 10-13).

Obyśmy z pomocą Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel potrafili zawsze traktować rzeczy doczesne jako instrument, a nie cel naszego życia. 

Amen.

Posted in Ks.Pius, Uncategorized | Leave a comment

Thomas More

“God made the angels to show Him splendor, as He made animals for innocence and plants for their simplicity. But Man He made to serve Him wittily, in the tangle of his mind.”

― Thomas More

Born

in London, England, The United Kingdom

January 20, 1478
Died
June 16, 1535


Sir Thomas More (/ˈmɔːr/; 7 February 1478 – 6 July 1535), venerated by Catholics as Saint Thomas More, was an English lawyer, social philosopher, author, statesman, and noted Renaissance humanist. He was a councillor to Henry VIII and also served as Lord High Chancellor of England from October 1529 to 16 May 1532.

More opposed the Protestant Reformation, in particular the theology of Martin Lutherand William Tyndale. He also wrote Utopia, published in 1516, about the political system of an imaginary ideal island nation. More opposed the King’s separation from the Catholic Church, refusing to acknowledge Henry as Supreme Head of the Church of England and the annulment of his marriage to Catherine of Aragon. After refusing to take the Oath of Supremacy, he was convicted of treason and beheaded.

Pope Pius XI canonised More in 1935 as a martyr

Posted in Uncategorized, Święci Pańscy | Leave a comment

Pamięć grunwaldzkiego triumfu

Grunwald – Wojciech Kossak  /obraz namalowany specjalnie dla Muzeum Narodowego /wikipedia.pl

Święto Rozesłania Apostołów A. D. MCDX, czyli dzień zwycięskiej bitwy pod Grunwaldem, zajmuje wyjątkowe miejsce w kulturze polskiego rycerstwa: miejsce krynicy tradycji, z której przez stulecia czerpała najpierw szlachta, a następnie cały naród.

Tryumf bitewny – choć jego skala stanowiła zaskoczenie dla wszystkich – nie był dziełem przypadku. Nie postawił też zwycięzców w sytuacji bezradnych arywistów, którzy nie wiedzą, jak go dziś celebrować i jutro wspominać.

W owym czasie rycerstwo polskie nie tylko nie ustępowało pod względem obyczajowości swoim zachodnioeuropejskim odpowiednikom, lecz jego przedstawiciele wyróżniali się aktywnością we wszystkich sferach składających się na wizerunek doskonałego chrześcijańskiego rycerza.

Etos rycerski służył mu do samookreślenia i wyróżnienia. Fundamentem pierwszej funkcji była służba Bogu, królowi i ojczyźnie, realizacji zaś drugiej posłużyła pamięć o czynach dokonanych na grunwaldzkim polu.

Wiek XIV był okresem dynamicznego rozwoju obyczaju rycerskiego w Polsce. Na Zachodzie rycerstwo przeżywało instytucjonalny kryzys, traciło dominującą rolę militarną i przewagę ekonomiczną nad resztą społeczeństwa, w Europie Środkowej zaś najbardziej skorzystało z przemian ustrojowych i gospodarczego wzrostu. Odrodzenie zjednoczonego Królestwa Polskiego, jego konsolidacja i ekspansja w stronę Rusi stworzyły stabilne podstawy prawne i ekonomiczne pod rozkwit kultury rycerskiej. Koncepcja rycerza Chrystusowego przestała być wtedy tylko ­niedoścignionym wzorcem, a dla wielu stała się sednem bądź istotną częścią życia. Znacząco liczniej i częściej niż w poprzednich stuleciach Polacy brali udział w ruchu krucjatowym i zaznaczyli swą obecność na każdym odcinku frontu walki o wiarę – od Półwyspu Iberyjskiego i Maroka po Bałkany, Ruś i Litwę.

Nobilów znad Wisły coraz łatwiej było spotkać w szeregach innych chrześcijańskich armii, na szlakach pielgrzymich i w turniejowych szrankach. Gdy w roku 1390 francuscy rycerze organizowali wielki turniej w Saint-Ingelvert, nie zapomnieli zaadresować swego wyzwania-zaproszenia także do Polaków.

Kultura rycerska nie pozostawała bez wpływu na codzienne życie dobrze urodzonych. Stymulowała rozwój heraldyki, wznoszenie prywatnych zamków, upowszechnienie się ceremonii rycerskiego pasowania i dwornych form towarzyskich. Kształtowała gusta i wyznaczała aspiracje. Dowodem szerszej znajomości związanych z nią dzieł literackich była recepcja imion bohaterów epiki rycerskiej. Do rangi symbolu urasta tu Roland, syn kasztelana wyszogrodzkiego, poległy w 1399 roku nad Worsklą w antytatarskiej krucjacie księcia Witolda.

Obyczaj i dworność

Unia krewska zakończyła krótkotrwały, acz intensywny, udział polskiego rycerstwa w krzyżackich rejzach na Litwę. W zamian jednak dała mu nadzwyczaj silny impuls do kultywowania rycerskich ideałów. Za panowania Władysława Jagiełły obyczaj rycerski stał się bowiem jednym z pól walki propagandowej i środkiem politycznej konfrontacji z Zakonem. Jego krzewienie i pielęgnowanie urosło do rangi polskiej racji stanu. Monarchę wspierały w tym dziele wszystkie warstwy stanu rycerskiego. Zarówno dlatego, iż szlachetnie urodzeni dojrzeli w tym szansę awansu w hierarchiach władzy, prestiżu i bogactwa, jak i ponieważ byli już głęboko przesiąknięci rycerskimi ideami.

„Upolitycznienie” etosu przyniosło znakomite efekty. To właśnie wtedy Królestwo Polskie doczekało się instytucji swojego herolda, polscy rycerze często i z powodzeniem walczyli w turniejowych szrankach ku chwale króla i ojczyzny, honorowe spory rozstrzygano na tzw. sądzie rycerskim albo przez pojedynki organizowane z całą rozbudowaną oprawą na królewskich i książęcych dworach. Zdobywający międzynarodową sławę i uznanie rycerscy poddani Jagiełły własnymi czynami i słowami potwierdzali, iż ich monarcha jest doskonałym królem-rycerzem. Oprócz dawania odporu i zadawania kłamu oczerniającej Litwina-neofitę krzyżackiej propagandzie, wytrącało to zakonowi z ręki inny oręż – oczarowanie. W dyplomatycznych i towarzyskich kontaktach braciom zakonnym trudniej było zadziwić partnerów z Polski, a odkrycie, że podzielają oni te same wartości i pasje nie prowadziło do zbliżenia stanowisk lub ich ustępstw w spornych kwestiach. Na przykład, dworny wiersz O chlebowym stole powstał w otoczeniu starosty generalnego Wielkopolski, Tomasza z Węgleszyna, który był zwolennikiem nieustępliwej polityki wobec Zakonu.

Wielka wojna z lat 1409-1411 obfitowała, i to po obu stronach, w zachowania i gesty zgodne z najbardziej wyszukanymi wymogami obyczajowości rycerskiej. Z licznych przykładów warto wymienić używanie herolda do przekazywania wyzwań i rozkazów, opatrywanie rannych i częstowanie przeciwników winem podczas przerw w starciu pod Koronowem, posługiwanie się sądem rycerskim w celu rozstrzygnięcia, czy dany rycerz został rzeczywiście pojmany, uwalnianie jeńców na rycerskie słowo honoru, okazywanie szacunku i branie w opiekę niewiast oraz surowe karanie rabusiów. Co zrozumiałe, nagromadzenie rycerskich rytuałów, takich jak dozbrojenie przeciwnika i ustąpienie mu pola do walki czy dokonanie masowej promocji rycerskiej w obliczu wroga, towarzyszyło największej bitwie wojny i sprawiło, że dobrze mieściła się ona w konwencji szlachetnej rycerskiej walki.

Przeciwnicy byli świadomi, że dzieli ich polityka, lecz nie obyczaje. Armia zakonna i polska miały bardzo podobną strukturę organizacyjną, a ich najważniejsze jednostki taktyczne – chorągwie rycerskie – walczyły w ten sam sposób, w tzw. szyku klinowo-kolumnowym. Podobne uzbrojenie, taktyka i znaki bojowe sprawiły, że podstawową troską królewskich dowódców było odróżnienie się od wrogów. Stąd słomiane powrósła, jakie rycerze zawiązali na ramionach i ułatwiające rozpoznanie hasła („Wilno” oraz „Kraków”), a także bezprecedensowa zmiana barw banderii (chorągwi) św. Jerzego, pod którą zwyczajowo walczyli najemnicy. Jej godłem był czerwony krzyż w polu białym, lecz, aby nie pomylono jej z krzyżackim odpowiednikiem, strona polska odwróciła barwy i umieściła biały krzyż w czerwonym polu. ­Sprzymierzeni mieli przewagę liczebną, ale była ona tylko jednym z czynników wpływających na wynik zmagań. Większe znaczenie miała wytrzymałość fizyczna i psychiczna odporność kopijników. Zwycięstwo zawdzięczali Polacy samym sobie, a nie sprzyjającym okolicznościom lub przypadkowi.

O ile sama walka była zacięta i krwawa, a rycerzom-braciom raczej nie okazywano litości, to po jej zakończeniu znów nadszedł czas na kurtuazję wobec pokonanych. Szacunek dla przeciwnika, rządzący się regułą wzajemności, stanowił przecież fundament etosu rycerskiego. Dochowując wierności jego zasadom sprzymierzeni przez trzy dni pozostali na polu bitwy. W ten sposób nie tylko potwierdzili, że do nich należało zwycięstwo, lecz przede wszystkim zyskali czas, by należycie zadbać o pokonanych wrogów. W dniach tych uhonorowano wszystkich poległych, bez względu na to, po której stronie walczyli. Zwłoki wielkiego mistrza okryto purpurą i odesłano do Malborka, ciała krzyżackich dostojników złożono w pojedynczych mogiłach, a tym, którym przyszło spocząć w masowych grobach zapewniono posługę religijną i modlitwę. Równie troskliwie zaopiekowano się tysiącami jeńców. Rannych opatrywano i leczono, zdrowych zapraszano do stołów wraz ze zwycięzcami, gdzie dzielili się posiłkiem i opowieściami. Wszystkich spisano, z podziałem na kraje pochodzenia, a ustaliwszy wysokość okupu, większość z nich zwolniono na słowo honoru. Zachowanie polskiego rycerstwa przed, w trakcie i po grunwaldzkiej bitwie potwierdza, iż dobrze zdało ono swój pierwszy masowy sprawdzian z obyczajowości rycerskiej.

 Pamięć i tożsamość

W średniowieczu pamięć o Grunwaldzie podtrzymywana była dwutorowo: odgórnie, przez dynastię jagiellońską, oraz oddolnie, przez rycerzy uczestniczących w bitwie, a następnie ich potomków oraz ogół stanu rycerskiego. Te dwie tradycje przenikały się i uzupełniały. Jeszcze na polu bitwy, zanoszący dziękczynne modły Jagiełło postanowił uczynić dzień Rozesłania Apostołów świętem państwowym i dynastycznym. Nakazał, by każdego roku jego poddani wspominali otrzymane od Boga zwycięstwo, biorąc udział w uroczystych nabożeństwach i procesjach. Aby wesprzeć pamięć o tym dniu, szczodrze obdarował kościoły i klasztory sprzętami i szatami liturgicznymi, relikwiarzami i księgami zdobytymi podczas wielkiej wojny. Dla wiernych to właśnie one stanowiły najbardziej widoczny dowód zwycięstwa.

Podobnemu celowi służyło rozpowszechnianie i częste powtarzanie opowieści o szczegółach bitwy. Ich adresatami byli zagraniczni władcy i duchowni, rodzina oraz poddani Jagiełły. Na przykład, wzmianka o dwóch mieczach przysłanych przed walką przez heroldów jako o dowodzie krzyżackiej pychy znalazła się już w wysłanych spod Grunwaldu listach do królowej i Jana Husa. Z kolei napisana w celu kolportowania na obcych dworach Kronika konfliktu Władysława króla polskiego z krzyżakami w Roku Pańskim 1410 raz jeszcze zwalczała tezy zakonnej propagandy i kreowała monarchę na doskonałego chrześcijańskiego władcę-rycerza. Nie cofała się przy tym przed przeinaczaniem prawdy – twierdziła, na przykład, iż Jagiełło pokonał szarżującego Dypolda von Köckeritz, gdy w istocie uczynił to uzbrojony tylko w ułomek kopii królewski sekretarz Zbigniew Oleśnicki. Oczywiście, opowieści owe z największym oddźwiękiem spotykały się w kraju. Symptomatyczne, że Kronika konfliktu nie zachowała się w obcym archiwum, lecz w odpisie, który służył polskim duchownym do przygotowywania tekstów rocznicowych kazań!

Nie mniej ważny był dynastyczny aspekt tryumfu. Dotąd Jagiełło był królem przede wszystkim jako mąż potomkiń Piastów: Jadwigi Andegaweńskiej i Anny Cylejskiej (wnuczki Kazimierza Wielkiego). Choć panował już prawie ćwierć wieku, w roku 1410 nie była rozstrzygnięta ani kwestia następstwa tronu (władca miał tylko dwuletnią córkę Jadwigę), ani przyszłości unii z Litwą. Grunwaldzka wiktoria tak umocniła pozycję monarchy, że wybierając sobie dwie następne żony nie kierował się już ich pokrewieństwem z Piastami, a jego synowie bez przeszkód odziedziczyli krakowski tron. Co prawda, żyli jeszcze liczni Piastowie mazowieccy i śląscy, a wielu obcych ­władców (na przykład cesarza Zygmunta Luksemburskiego) łączyły więzy bliskiego pokrewieństwa z tą dynastią, jednak nikt w Polsce nie dopuszczał myśli, iż korona może przypaść któremuś z nich zamiast potomkom zwycięzcy spod Grunwaldu.

Miejscem, w którym w którym szczególnie celebrowano pamięć o bitwie, była katedra krakowska. 25 listopada 1411 roku zawieszono tam część zdobytych pod Grunwaldem chorągwi. Z czasem zbiór uzupełniano o kolejne trofea – znaki bojowe odbierane Krzyżakom, Wołochom, Tatarom, Moskwie. Każdy odwiedzający świątynię mógł je obejrzeć, a także poznać związane z nimi historie (niejednokrotnie prowadziło to do zabawnych przekłamań, jak w relacji podróżnika, który wziął tatarskie buńczuki za brody obcięte rycerzom-braciom). Wota złożone w specjalnym miejscu trofealnym nad sarkofagiem świętego Stanisława dla nieprzyjaciół stanowiły groźne memento, dla Jagiellonów fundament ich praw do tronu, dla ich poddanych zaś były pamiątką własnych chlubnych czynów, a później – dowodem zasług przodków, świadectwem rycerskich tradycji i zachętą do ich pielęgnowania. Nim minęło pół wieku od bitwy, chorągwie zostały opisane przez Jana Długosza i namalowane na kartach jego dzieła przez czołowego krakowskiego iluminatora Stanisława Durinka. Kronikarz sporządził ów rejestr nie tylko kierowany badawczą pasją, lecz również chęcią uwiecznienia dokonań ojca, który pod Grunwaldem wziął do niewoli komtura Pokarmina i zdobył jego chorągiew.

Długosz znał więc okoliczności zdobycia banderii komturstwa pokarmińskiego z pierwszej ręki. W ten sam sposób pamięć o grunwaldzkiej wiktorii przekazywano w rodzinach innych uczestników bitwy. Zwycięstwo było dziełem walczącej ramię w ramię grupy, nie zaś rywalizujących jednostek, więc tytuł do chwały mieli wszyscy uczestnicy walki, niezależnie od wielkości osobistych dokonań. Znakomicie widać to na przykładzie chorążego krakowskiego Marcina z Wrocimowic. Pod Grunwaldem dzierżył on najważniejszą z polskich chorągwi – gonfanon z białym orłem – i dopuścił, by upadła ona w trakcie walki. Po zwycięstwie nikt tego jednak Marcinowi nie wypominał, a jego syn i wnuk z dumą nosili przydomek Chorążyc (syn chorążego). Najlepsi polscy rycerze utrwalili swe imiona właśnie dzięki bitwie pod Grunwaldem, gdzie walczyli jako przedchorągiewni, czyli stojący w pierwszych szeregach. Inni z dumą pokazywali bądź ofiarowywali świątyniom łupy przewiezione z wojny, wspominali, jak przed bitwą zostali pasowani na rycerzy lub skorzystali ze zwycięstwa (pod wrażeniem klęski wiele miast pomorskich i pruskich podporządkowało się Jagielle, a on ich komendantami uczynił wyróżniających się rycerzy).

Równie istotny był fakt udziału w wojnie mieszkańców wszystkich ziem Królestwa. Zapobiegł on późniejszemu zawłaszczeniu zwycięstwa przez wąską grupę oraz stworzył warunki do objęcia mitem Grunwaldu każdego szlachetnie urodzonego, który dzięki temu mógł się czuć równy Zawiszy Czarnemu. Do tej wyidealizowanej wizji odwoływała się szlachta, przypominająca dawne zasługi i szermująca nimi jako argumentem za swym uprzywilejowaniem. Sięgali do niej też krytycy przeciwstawiający współczesnych sobie szlachciców ich zwycięskim przodkom.

Etos i literatura

Rozkwit kultury rycerskiej w Polsce nie trwał długo. Zmiany w sztuce wojennej oraz rozwój gospodarczy, zmieniające dotychczasową społeczną i polityczną rolę rycerstwa, sprawiły, że już w drugiej połowie XV wieku rozpoczął się proces jego przekształcania się w szlachtę. Turnieje rycerskie stały się reliktem ożywianym z rzadka dla potrzeb uroczystości dworskich, uzyskanie rycerskiego pasa przestało być ważną biograficzną cezurą (dzięki czemu w XVII i XVIII wieku godnością tą mogli być obdarzani nobilitowani mieszczanie), a klęska wyprawy mołdawskiej w roku 1498 ostatecznie dowiodła nieprzydatności pospolitego ruszenia w kampaniach poza granicami kraju. Szlachetnie urodzeni przenosili więc swoją aktywność w stronę życia dworskiego. Ich etos nadal koncentrował się wokół obowiązku wierności władcy, zmieniła się jednak jego treść. Udział w wojnach spadł do rangi zaledwie jednej z powinności, cenionej na równi ze służbą dyplomatyczną, opłacaniem zaciężnych żołnierzy, wspieraniem monarchy radą i elokwencją. W XVI stuleciu rycerz przekształcił się w dworzanina. Ze względu na znaczny udział szlachty w społeczeństwie i relatywnie niewielką liczbę dworów (królewskich, magnackich, biskupich) ten model życia i kariery przez krócej niż stulecie stanowił konkurencję dla modelu, który zdominował kulturę szlachecką.

Mowa oczywiście o szlachcicu-ziemianinie. Jego etos również wywodził się wprost z kultury rycerskiej, a przede wszystkim z tych jej elementów, które podkreślały odrębność i wyjątkowość szlachty, usprawiedliwiając tym samym jej uprzywilejowanie. Na przykład, herby, będące w średniowieczu wyznacznikami przynależności rodowej, stały się atrybutem szlachectwa – używania ich zabroniono prawnie plebejuszom. W ­sztuce natomiast, rycerski rynsztunek służył heroicyzacji szlachciców, podkreślając, że w pierwszej kolejności są oni żołnierzami, obrońcami ojczyzny. Jak silny był to stereotyp, świadczy fakt, że znamy zaledwie dwa szesnastowieczne szlacheckie nagrobki, na których zmarły nie został przedstawiony w zbroi! Rzeźbę uzupełniało malarstwo – popularna szczególnie w kręgach magnackich moda na portretowanie się w zbrojach przetrwała aż do końca I Rzeczypospolitej.

Kultura materialna była nośnikiem kultury duchowej. Spadkobiercy rycerstwa wysoko cenili sobie honor i działanie dla dobra publicznego, gotowi byli do najwyższych poświęceń – zarówno dla zdobycia sławy i bogactw, jak i obrony chrześcijaństwa – wymagali od siebie dobrych manier, uczciwości i odwagi. Niestety, przejęli również niechęć do wiedzy teoretycznej i specjalistycznych umiejętności.

W owych kolejnych wariantach etosu wojownika Grunwald wciąż był obecny, ale już się one wokół niego nie ogniskowały. Pamięć o bitwie wzmacniała mit równości wszystkich szlachetnie urodzonych. Wśród zwycięzców nie było przecież „lepszych” i „gorszych”, a ich wkład w końcowy sukces nie był wprost proporcjonalny do posiadanego majątku i urzędów (większość przedchorągiewnych, czyli elity rycerstwa nie posiadała żadnych godności ziemskich lub dworskich). Ze szczegółów starcia najchętniej i najczęściej wspominano te podkreślające krzyżacką pychę i jej surowe ukaranie. Motyw wodza i żołnierzy, którzy przed walką czuli się jej zwycięzcami, po czym przegrywali ją tracąc życie, był dla młodych bezcenną nauką, a dla starszych niekiedy osobistym doświadczeniem. Butnym, a przez to bezbożnym Krzyżakom przeciwstawiano pokornych, a więc pobożnych, Polaków, których przedstawiano jako narzędzie w ręku Najwyższego.

Wokół tych wątków koncentrowały się pisane w XVI stuleciu poematy o grunwaldzkiej wiktorii: napisana na stulecie bitwy anonimowa Staroświecka pieśń o pruskiej porażce, która się stała za króla Jagiełła Władysława, Wojna pruska Jana z Wiślicy z roku 1516 czy opublikowany w roku 1582 wiersz Macieja Stryjkowskiego O sławnej wojnie i szczęśliwej bitwie Jagiełłowej i Witołdowej z Krzyżaki pruskimi i xiążęty Niemieckiej Rzesze roku 1410. Dość zacytować początek ostatniego ze wspomnianych utworów:

Zbroję i dzielność mężów wysławiam Sarmackich,

I potłumioną hardość wielkich sił Krzyżackich,

Hardość, którą Bóg niszczy, a pokorę lubi,

Cichych na stolce wsadza, pysznych z carstwy gubi.

O zwycięstwie z roku 1410 pamiętano jako o praźródle odzyskania Pomorza i zhołdowania Prus. Choć w szeregach pokonanych walczyli rycerze z różnych krajów, w świadomości historycznej Polaków już XV wieku Krzyżaków zastąpili Niemcy. Od czasu bitwy pod Byczyną w roku 1588 niemal do końca swego istnienia Rzeczpospolita nie walczyła z innymi katolickimi państwami, co nie przeszkadzało, by wspomnienie Grunwaldu służyło bieżącym celom politycznym i wojennej mobilizacji społeczeństwa. Znamienne, że gdy w trudnym XVII stuleciu ku pokrzepieniu serc wspominano Jagiełłową wiktorię, to na malowidłach stroje krzyżackie do złudzenia przypominały tureckie. Do antyniemieckości powrócono dopiero w XIX wieku i ta wizja bitwy do dziś pozostaje obecna w polskiej pamięci historycznej.

_______________

Dariusz Piwowarczyk

Za;  http://www.pch24.pl

Posted in Historia, Uncategorized | Leave a comment

Excellent letter of Fr Pivert is addressed to all the Capitulants

This excellent letter of Fr Pivert is addressed to all the Capitulants who will be attending the General Chapter of the SSPX in July 2018.

 

Address to the Members of the General Chapter of the Fraternity of Saint Pius X
Fathers,
Do you have love of opprobrium?
You preach the Exercises of St. Ignatius whose key meditation traces the programme of the true servants of God against the programme of the servants of Satan. It is poverty, love of opprobrium, humility and from there, Saint Ignatius asserts, all other virtues flow.
Poverty does not seem to be a hallmark of the Fraternity of Saint Pius X …
And enither the love of reproaches: you seek the approval of the apostate Rome! You want to be recognised by those whom you should denounce and fight! You whine in front of them to beg for some crumbs of recognition. You do not want to see that they are themselves in wake of the world and Bilderbergers.
You submit the marriages of your faithful to the behaviour of the world and not to the rigour of the Gospel, for that is what it is: the false rights of Vatican II which favour divorce under the cover of anulments, while the wise demands of the Code of St. Pius X form worshippers of the true God.
As for humility, I will tell you only one thing: you are bourgeois and chaplains of bourgeoisness. Do not Muslims have souls that you do not seek to convert? Why do you not send your Sisters to live in the midst of them as Father de Foucauld begged?

The Apocalypse will fall on our poor world and you do not train the poor Christians, lovers of opprobrium and humble, who alone can resist the power of money, the vanity of technology, the pride of the Revolution. The word coming from your mouth is: obedience! You do not want to see your young people escape you, caught by the world.

Oh, Fathers, it is no longer the time to ask you to go back thirty years, that is to say, to the enthusiasm of the Consecrations of 1988 by which Archbishop Lefebvre, despising the false wisdom of the world, the false prudence of Rome, gave the world the only answer it deserved: Missionaries of Faith.

For, since you have thrown out of the Society of St. Pius X Bishop Williamson as a delinquent, you have thrown out priests and faithful servants of God as a contagious plague! You have proved by this, as the Father de Cacqueray said, that they no longer have their place in the Society of Saint Pius X. Indeed, our place is no longer in your midst and, would you want to bring us back into what you have done with the Fraternity of Saint Pius X, we would refuse.
We have extended to you our hand so many times, but you have despised and slandered us, so, solemnly, relying on the power of the Gospel, out of respect for the majesty of God, we adjure you to come back from your straying, to ask forgiveness from God for your cowardice. The traitor priests [from the French Revolution] did it before you, why not you? You will ask the  Virgin Mary to obtain from God, by a humble penance, a humble apostolate with the poorest, hidden among the persecuted people of the modern world that you have loved, you will ask  of Him the honour to humbly confessn the Faith. And the day when the world will hate you, where it will treat you as the worst of its enemies, you will know that you are forgiven.

Father François Pivert
Priest of Jesus Christ

Original in French  https://abbe-pivert.com/adresse-aux-membres-du-chapitre-general-de-la-fraternite-saint-pie-x/

https://respicestellam.wordpress.com/2018/06/26/excellent-letter-of-fr-pivert-to-the-sspx-capitulants/

Posted in Kościół Walczący - Święta Tradycja, Uncategorized | Leave a comment

Ogłupiać by zapanować. Żydowski podbój Polski

Strona główna > Polska > Ogłupiać by zapanować. Żydowski podbój Polski

Ogłupiać by zapanować. Żydowski podbój Polski

Reformy przeprowadzone w 1990 r. przez Leszka Balcerowicza, ekonomisty ze Szkoły Głównej Planowania i Statystyki w Warszawie, nie miały nic wspólnego z ekonomią. Było to niszczenie potencjału przemysłowego Polski i doprowadzenie milionów Polaków do skrajnej nędzy.

Tak jak w latach 1945-1956, tak samo po 1989 r. Polska stała się obszarem walki prowadzonej w sferze ideologicznej, tożsamości narodowej, kulturowej, historycznej, religijnej i moralnej, oraz ekonomicznej. Trwa walka nie tylko o Polskę, ale głównie o byt Narodu Polskiego we własnej Ojczyźnie. Byt ten obecnie został zagrożony przez żywioł żydowski, który już od dawna uzurpuje sobie prawo do Polski. Obecnie Żydzi nie występują pod swoimi żydowskimi nazwiskami, lecz pod polskimi, co ułatwia im podbicie Polaków od wewnątrz.

Jakub Berman 9 kwietnia 1946 w Wałbrzychu do 730 zebranych Żydów z Polski wygłosił referat. Oto jego fragment dotyczący zmiany nazwisk: „Koniecznie zmieniać nazwiska na czysto polskie. Jak trzeba to dwa razy zmieniać nazwiska. Zatajać swoje żydowskie pochodzenia. Wytwarzać i szerzyć wśród społeczeństwa polskiego opinię i utwierdzać go w przekonaniu, że rządzą Polacy, a Żydzi, nie odgrywają żadnej roli w państwie – celem urobienia opinii społecznej i światopoglądu narodu polskiego w pożądanym dla nas kierunku” (http://zygumntbialas.neon24.pl/post/109440,jakub-berman-uznac-antysemityzm-za-zdrade-glowna).

W XVII w. Szabetaj Cewi (1626-1676), Żyd sefardyjski, kabalista, rabin, znany dzięki swemu wystąpieniu mesjańskiemu w 1648 r. w Smyrnie, gdzie ogłosił się wówczas mesjaszem. Opowiedziała się za nim większość światowego żydostwa. Wyklęty został dopiero w 1651 r., gdy nie nastąpiły żadne oznaki czasów ostatecznych. Szabetaj znalazł wielu mesjańskich naśladowców, takich jak Jakub Kerido, Baruchja Ruso, Jonatan Ajbeszic, czy wreszcie Jakub Frank. W drugiej połowie XVIII w. Jakub Józef von Frank-Dobrucki (1726-1779) baron oraz twórca żydowskiej sekty frankistów (nazwanej na jego cześć), kupiec, kabalista, rabin sabatarianistyczny, cadyk, teozof, działacz społeczno-polityczny, reformator religijny, astrolog, alchemik, samozwańczy, ogłosił, że jest trzecim Mesjaszem, po Szabetaju Cewi i Baruchji Ruso i utożsamił się z Jezusem Parakletem, ostatecznym zbawicielem.

Frank o Polsce:

Gdyby mi dawano wszystkie kraje, kosztownemi kamieniami napełnione, nie wyszedłbym z Polski, bo to jest sukcesja Boga i sukcesja ojców naszych” (Jakub Frank, Księga Słów Pańskich, fragment 904. Za: Fronda).

W 1925 r. Karol Hubert Rostworowski na ten temat pisał:

… bo nie ma ugody
Gdzie w jednym kraju żyją dwa żywe narody
Pragnień im nie odejmiesz, ziemi im nie dodasz –
Jeden musi ustąpić, gość albo gospodarz”

(Karol Hubert Rostworowski, „Antychryst”, 1925 r. Za: Maciej Giertych „Opoka w Kraju”, 93 (114), Kórnik, kwiecień 2017).

Żeby odebrać Polakom ich ziemię, najpierw trzeba ich ogłupić.

9 marca 2018 r. Jarosław Gowin, wiceprezes Rady Ministrów powiedział: „Polska jest ojczyzną dwóch narodów: polskiego i żydowskiego”. Wypowiedź ta jest skandaliczna i bardzo niebezpieczna, bo za chwilę nam powiedzą: Polacy wynoście się z naszej ziemi. Jest to też kłamstwo, bo Żydzi są nadal tylko gośćmi w Polsce. Oni jednak nie chcą być gośćmi, gdyż już czują się gospodarzami tej ziemi, i mówią nam, co mamy robić, a konkretnie: ekshumacji w Jadwabnem nie będzie (namiestnik Jonny Daniels). Nie tak dawno jeszcze byli gośćmi, których wypędzanych z różnych państw, przyjmowali w gościnę Polacy.

Oto zestawienie, kiedy wypędzano Żydów z różnych miejsc w Europie w ciągu ostatnich 1000 lat (w oparciu o książkę Andrew Carrington Hitchcock „The Synagogue of Satan”, 2007): Moguncja 1012

Francja 1182; Górna Bawaria 1276; Anglia 1290; Francja 1306; Francja 1322; Saksonia 1349; Węgry 1360; Belgia 1370; Słowacja 1380; Francja 1394; Austria 1420; Lyon 1420; Kolonia 1424; Moguncja 1438; Augsburg 1438; Górna Bawaria 1442; Holandia 1444; Brandenburgia 1446; Moguncja 1462; Moguncja 1483; Warszawa 1483; Hiszpania 1492; Włochy 1492; Litwa 1495; Portugalia 1496; Neapol 1496; Nawarra 1498; Norymberga 1498; Brandenburgia 1510; Prusy 1510; Genua 1515; Neapol 1533; Włochy 1540; Neapol 1541; Praga 1541; Genua 1550; Bawaria 1551; Praga 1557; Państwa Papieskie 1569; Węgry 1582; Hamburg 1649; Wiedeń 1669; Słowacja 1744; Morawy 1744; Czechy/Bohemia 1744; Moskwa 1891 (Maciej Giertych „Opoka w Kraju”, 93 (114), Kórnik, kwiecień 2017).

Demoniczny chirurg, czyli rewolucja permanentna

Po 1989 r. potraktowano Naród Polski jak chorego człowieka, którego ledwo utrzymuje się przy życiu. Przed planowaną operacją uśpiono świadomość Polaków. Platon w „Liście siódmym” o chorym człowieku pisze: „Przypuśćmy, że mamy człowieka chorego i pędzącego taki tryb życia, który ujemnie wpływa na jego zdrowie. Czyż ten, kto chce mu swoją radą służyć i pomocą, nie powinien przede wszystkim wpłynąć na zmianę jego dotychczasowego trybu życia i dopiero wtedy, jeżeli go posłucha, zalecać mu jeszcze inne środki? W razie zaś odmowy ze strony chorego, człowiek z charakterem i prawdziwy lekarz uchyli się, moim zdaniem, od udzielenia dalszej porady; o tym, kto by się godził na to, powiedziałbym przeciwnie, że pozbawiony jest charakteru i niewiele się rozumie na sztuce lekarskiej. To samo da się także zastosować do państwa…”.

Norman Davies w „Boże igrzysko” pisze, że metodę tę stosował już na narodzie polskim cesarz niemiecki Fryderyk II Wielki, który zaplanował operację, by osłabić Polskę i zarazem pozbawić ją możliwości stawiania oporu.

Autor pisze: „Rozczarowany ubocznymi skutkami wcześniejszych aktów bezpośredniej agresji, udoskonalił technikę, która kosztowała mniej, sprawiając wrażenie bardziej skutecznej. Demoniczny chirurg z góry upatruje sobie ofiarę i poznaje jej słabości. Potem, pozując na życzliwego obserwatora zaniepokojonego objawami choroby, tak długo drażni chore miejsce, aż wywoła konwulsje, a ofiara zacznie skręcać się z bólu. Następnie radzi zbawienną operację, na którą zdesperowana ofiara daje się łatwo namówić. W trakcie operacji pilnuje, by skalpel chirurga pozostawił akurat tyle chorej tkanki, ile trzeba do ponownego wywołania stanu zapalnego, a asystentów zachęca do ćwiczenia się w swej sprawności i przy okazji amputowali pacjentowi rękę lub nogę. Następnie, gdy pacjent już osłabiony cierpi na dalszy atak konwulsji, lekarz kieruje go na kolejną operację, a potem jeszcze jedną i tak aż do skutku. Jeżeli pacjent umrze, światu się ogłasza z żalem, że choroba od początku była złośliwa, oraz, że podejmowano wysiłki, by chorego uratować. Fryderyk dobrze wiedział, że metoda rozstrzygającej operacji miała wszelkie pozory szacownej legalności. Była ona o wiele bezpieczniejsza i o wiele bardziej skuteczna niż zaatakowanie ofiary na ulicy. Co więcej, wiązała się z minimum przemocy, a temu, kto ją umiejętnie stosował, wzbudzała podziw świata. Jest to metoda, którą na swój sposób doprowadziła do perfekcji caryca Katarzyna, a którą wschodzący tyranii z tak wielką ochotą naśladowali” (Norman Davies, „Boże igrzysko”, Wydawnictwo Znak, Kraków 1989).

Od 1989 r. Polska znajduje się w stanie permanentnej rewolucji. W czasie rewolucji 1905 r. Trocki sformułował teorię permanentnej rewolucji, która stanowi przedstawienie punktu jego widzenia na proces przemian społecznych. Trocki następnie rozwinął tę teorię w książce „Permanentna rewolucja”, która została wydana w 1930 r.

Idea permanentnej rewolucji nawiązuje do Marksa. Użyte przez Marksa w 1850 r. w „Apelu Komitetu Centralnego do komunistów” wyrażenie „rewolucja permanentna” w gruncie rzeczy oznacza, że cel nigdy nie będzie osiągnięty. Nie ma również idei, do której należy dążyć. Jest tylko czysty sadyzm. Bowiem u Marksa idea i cel są pojmowane mglisto, natomiast jest mocno rozbudowana krytyka panującego porządku społecznego oraz religii chrześcijańskiej.

Judaszowskie srebrniki

„Solidarność” była finansowa przez USA. Lane Kirkland (1922-1999), amerykański działacz związkowy, w latach 1979-1995 przewodniczący centrali „American Federation of Labor – Congress of Industrial Organizations” (AFL-CIO), pomagał finansować „Solidarność”. We współpracy z administracją Reagana, Kirkland zaangażował centralę w pomoc polskiemu ruchowi „Solidarności”, łącznie przekazując ponad 6 milionów dolarów amerykańskich w gotówce i wyposażeniu (http://pl.wikipedia.org/wiki/Lane_Kirkland).

Od lewej: Lane Kirkland, Kathryn Kobb, Albert Shanker, AFL-CIO. Fot. Markle Press, Reuther Library.

Lene Kirkland nie był jedynym, który zaangażował się w pomoc dla Solidarności. Prezydent Reagan podjął decyzję dotyczącą przekazania 200 mln dolarów dla „Solidarności”. Pieniądze te jednak nigdy nie dotarły do Solidarności, ponieważ gdzieś po drodze zaginęły. Później sprawa ta stała się przedmiotem starcia pomiędzy doradcą prezydenta Reagana prof. Richardem Pipesem, a byłym doradcą prezydenta Jimmy Cartera, Zbigniewem Brzezińskim. Pipes przypuszczał, że duże pieniądze zostały przekazane Solidarności kanałami CIA. Pipes żądał od Brzezińskiego odpowiedzi na pytanie, co stało się z tymi pieniędzmi, skoro nigdy nie trafiły one w całości bezpośrednio do Solidarności. Na to pytanie Brzeziński nigdy nie odpowiedział.

To Stany Zjednoczone stały za projektem przejęcia wpływów w Europie Środkowo-Wschodniej poprzez jej gospodarcze uzależnienie, a Soros był tu głównym ich aktorem.

Nikt nikomu nie daje pieniędzy za darmo. „Solidarność” była finansowana przez USA. Pytanie: czy w interesie Polski, czy w interesie USA. Jeżeli ktoś myśli, że w tamtych czasach Stany Zjednoczone chciały pomóc Polsce, to jest w błędzie, ponieważ w polityce na ma sentymentów, natomiast jest brutalna walka o polityczne i gospodarcze interesy. Wygrywa sprytniejszy, czyli ten który bardziej oszuka. To od Machiavellego przyjęto hasło „Cel uświęca środki”. Celem polityki amerykańskiej, po trupie Polski, było szybkie zjednoczenie Niemiec.

„…Spisek CIA nie skończył się. Trwa nadal”

Były turecki minister spraw wewnętrznych, Hasan Günes (minister od 16 stycznia 1979 r. do 5 października 1979 r.) który prowadził śledztwo w sprawie wcześniejszych zbrodni Ali Agcy, powiedział:

„Moim zdaniem, celem tych intryg na Zachodzie jest sprowokowanie powstania w Polsce i oderwanie jej od Układu Warszawskiego”… Żaden z konspiratorów nie chce udzielać wywiadów prasie. Obawiają się oni nie tylko zdemaskowania ich wcześniejszych zbrodni. W dalszym ciągu popełniają zbrodnie dzisiaj i planują je także na dzień jutrzejszy. Spisek CIA nie skończył się. Trwa nadal” (Paul Henze, „Spisek na życie papieża”). Solidarność została stworzona przez CIA.

W obecnym czasie, w wielu państwach, pod szyldem demokracji i wolności, mniejszość panuje nad większością Władza jest osiągana przez nich przez zamachy stanu, rewolucję, intrygi, korupcję i oszustwa. Właśnie takie oszustwo zostało dokonane 4 czerwca 1989 r.

ONZ, New York – 3.X.2011 – George Soros i Jeffrey Sachs. Fot. MG

Program Sorosa, który wdrażał Balcerowicz, polegał głównie na podporządkowywaniu polskiej gospodarki zaleceniom Międzynarodowego Funduszu Walutowego i radom harwardzkiego profesora Jeffrey’a Sachsa. „Terapia szokowa” stanowiła w istocie kpinę z procesu demokratycznego, bo pozostawała w bezpośrednim konflikcie z pragnieniami przeważającej większości wyborców, którzy oddali swoje głosy na „Solidarność” (Naomi Klein, „Doktryna szoku”). Naród polski został perfidnie oszukany. Na plecach polskich robotników do rządu polskiego dostali się Żydzi. Był to powrót Żydów do władzy.

Planowany szok ekonomiczny był ukrywany skrzętnie przed polską opinią publiczną. Na temat tego planu nie odbyła się żadna poważna debata. Wszystkie media wmawiały opinii publicznej, iż „nie ma alternatywy dla planu Balcerowicza”. To była tylko kopia sloganu dla polityki neoliberalnej globalizacji, ukutej przez brytyjską premier Margaret Thatcher. Sloganu TINA, czyli There Is No Alternative – Nie ma alternatywy. Nie dopuszczano do jakiejkolwiek publicznej debaty na ten temat. Nie dopuszczano do jakiejkolwiek publicznej jego krytyki. Nieformalna cenzura zarówno w mediach komunistycznych, jak i postsolidarnościowych, nie dopuszczała żadnych poważnych głosów krytycznych. W środowisku nauk ekonomicznych, a szerzej społecznych, jedynie pojedynczy naukowcy zwykle znający bliższe konkrety planowanej terapii szokowej, wyrażali krytyczne zastrzeżenia, o różnej wszakże ostrości i głębokości krytyki (Tadeusz Kowalik, http://www.Polska transformacja.pl, Warszawskie Wydawnictwo Muzyczne Muza SA, Warszawa 2009). Osoby krytykujące wyprzedaż majątku, pokazujące oszustwa, patologie przy prywatyzacji, nazywano demagogami, populistami, szkodnikami itp.

Państwo Polskie do 1990 r. było właścicielem około 8,5 tysiąca zakładów produkcyjnych. Na początku lat 90. XX w. majątek narodowy został wyceniony na około 400-500 mld. dolarów. W latach 1990-2010, według raportu Ministerstwa Skarbu Państwa, przekształceniami objęto 5 tys. 992 państwowe przedsiębiorstwa (http://www.historycy.org/index.php?showtopic=103502&st=0).

Ryszard Ślązak w artykule pt. „Przemilczane aspekty prywatyzacyjne z lat 1990-94” podaje, że tylko w latach 1990-1994 zlikwidowanych zostało w Polsce aż 1275 różnych zakładów produkcyjnych. Za rządu Bieleckiego z KLD od 12.01.1991, rządził tylko 11 m-cy i 11 dni, sprzedano 1208 zakładów.

Terapia szokowa

Przeobrażenia, które dokonały się w Polsce po okrągłym stole w 1989 r. nie doprowadziły ani do politycznego, ani do gospodarczego postępu, a wręcz cofnęły Polskę w rozwoju. Nie ma narodowego przemysłu, nie ma też polskiej myśli technicznej. Na tzw. przemianach zyskał kapitał obcy, któremu nie tylko na rozwoju Polski nie zależy, ale który potężnej Polski nie chce. Był to początek likwidacji państwa polskiego. Polska stała się krajem już nie trzeciego, czwartego ale piątego świata. W latach 90. XX wieku Polska zanotowała największy wzrost ubóstwa spośród wszystkich 175 państw sklasyfikowanych przez ONZ-towski program rozwoju UNDP. Kojarzyła się z biednymi krajami Afryki. Żadne państwo nie będzie zainteresowane budową silnej Polski, musimy to sobie wybić z głowy raz na zawsze. Niech przykładem będzie fakt, że za symboliczny koniec Jałty uznaje się nie dokonania „Solidarności”, lecz upadek muru berlińskiego, który nastąpił w nocy z 9 na 10 listopada oraz zjednoczenie Niemiec 3 października 1990 r. Reformy Balcerowicza były terapią szokową.

Kanadyjska dziennikarka Naomi Klein w książce „Doktryna szoku…” dowodzi, że terapia szokowa jest oparta na wynikach tajnych eksperymentów psychiatrycznych amerykańskiej Centralnej Agencji Wywiadowczej, w postaci tzw. prania mózgu z zastosowaniem „terapii” elektrowstrząsowej. To że to „Solidarność”, ruch stworzony przez polskich robotników, odpowiada za znaczne zwiększenie się liczby ludzi ubogich, oznaczał zdradę ideałów ruchu związkowego i stał się pożywką dla cynizmu i gniewu, z którego kraj nigdy do końca się nie otrząsnął” (Naomi Klein, „Doktryna szoku”, Wydawnictwo MUZA SA., Warszawa 2008).

Na narodzie polskim zastosowano psychomanipulacje, pranie mózgów, by proces niszczenia i rabunku przemysłu przeszedł niezauważalnie i bezkonfliktowo.

Pranie mózgu zmierza, w swej najprostszej i najbardziej prymitywnej formie, do „przetrącenia psychicznego kręgosłupa”, wywołania lęku, niepokoju, poczucia słabości i beznadziei, co spowoduje, że poddany temu procesowi człowiek będzie posłuszny i niezdolny do buntu (Małgorzata Wiśniewska, „Manipulowanie umysłem. Reforma procesu myślenia – pranie mózgu”). Hitler powiedział kiedyś: „Szczęśliwie się składa dla przywódców politycznych, że ludzie nie myślą.”

Sterowanie pracą ludzkiego mózgu

Naomi Klein pisze, że terapia szokowa była oparta na wynikach tajnych eksperymentów psychiatrycznych CIA. Rzeczywiście agencja ta prowadziła w latach 50. i 60. XX w. badania nad możliwością sterowania pracą ludzkiego mózgu. W 1974 r. dziennik „The New York Times” ujawnił ściśle tajny projekt badawczy o kryptonimie „MK-ULTRA”, który był prowadzony w latach 50. i 60. XX wieku przez CIA. Jego celem było zbadanie możliwości sterowania pracą ludzkiego mózgu i kontroli umysłu z wykorzystaniem substancji chemicznych (w tym środków psychodelicznych, m.in. LSD) i bodźców elektrycznych. Według wielu relacji, badania były często brutalne i odbywały się także na nieświadomych ich celu obywatelach USA, czasem z tragicznymi skutkami, i wkrótce stał się przedmiotem serii dochodzeń rządowych. Mimo zniszczenia większości dokumentacji dwa lata wcześniej na polecenie ówczesnego dyrektora Agencji, Richarda Helmsa, specjalne komisje, jak „Church Committee” powołany przez kongres, oraz prezydencka „Rockefeller Commission”, potwierdziły doniesienia gazety. Pokrewnymi projektami z okresu zimnej wojny były między innymi „BLUEBIRD” (badania nad tworzeniem fałszywych wspomnień i zamazywaniem pamięci, przeprowadzane także z udziałem dzieci) oraz „ARTICHOKE” wykorzystujące hipnozę, substancje narkotyczne, itp). Dr Sidney Gottlieb jako doradca naukowy CIA (1951-1956) pracował w Wydziale Operacji Specjalnych i był odpowiedzialny za testy kontroli umysłowej programu MK-ULTURA, specjalizował się w silnie toksycznych substancjach i truciznach niewykrywalnych podczas autopsji (Wikipedia).

W latach 60. XX wieku pojawiła się, sterowana przez CIA, religia LSD. Najwyższym kapłanem tej religii był Timothy Leary (1920-1996), amerykański filozof, pisarz, psycholog, profesor Harvardu. Propagował on używanie LSD jako sposobu na „dojrzewanie świadomości”. W 1968 r. w San Francisco na zjeździe hippisowskim wystąpił on ubrany w strój orientalny jako prorok „biochemicznego satori” (eliksiru życia). Swoją religię sprowadzał do trzech haseł: otwórz się, dostrój się, wymknij się. Zmierzając do nadania religii form istytucjonalnych, Leary założył Ligę Duchowego Rozwoju. LSD jest środkiem halucynogennym otrzymywanym z kwasu lizergowego. Początkowo stosowano go w tajnych projektach badawczych, jak wspomniany projekt „MK-ULTURA” i w leczeniu psychiatrycznym, lecz obecnie traktowany jest jako nielegalny środek odurzający.

Od tamtej pory prawdopodobnie program sterowania pracą ludzkiego mózgu i kontroli umysłu został udoskonalony. Jest to jednak jeden z wielu programów kontroli ludzkiego umysłu, innym o wiele tańszym jest fluoryzacja wody pitnej, lecz najpierw KOMITET 300, rząd światowy, dąży do przejęcia narodowych zasobów wodnych.

Zasoby wody pitnej są dobrem wspólnym

Wielkim, publicznie ignorowanym, skandalem naszych czasów, jest masowa prywatyzacja i nadużycia zasobów, będących naszym dobrem wspólnym. Pierwszy przykład: międzynarodowi inwestorzy i rządy krajowe wykupują ziemie rolną i lasy w Afryce, Azji i Ameryce Łacińskiej na masową skalę, po zaniżonych cenach, przy współudziale lokalnych rządów. Mieszkańcy, którzy od pokoleń zwyczajowo uprawiali żywność na tych terenach, są wyrzucani z tej ziemi, aby inwestorzy i międzynarodowe korporacje mogły ją zająć. Podstawowym celem jest zapewnienie nowym właścicielom przewagi geopolitycznej, produkcja żywności na rynki globalne lub mordercza spekulacja” („Dobro wspólne jako nowy paradygmat”, zapis wystąpienia wygłoszonego przez Davida Bolliera, Commons Strategies Group for American Academy in Berlin. 4 grudnia 2012). Takim dobrem wspólnym są między innymi zasoby wody pitnej.

Kilka lat temu, na polski rynek weszła spółka Wark z izraelskiej grupy Tahal, która otworzyła swoją siedzibę w Warszawie. Prezes spółki Michael Reiss wyraził następująca opinię: „Prywatyzacja miejskich przedsiębiorstw wodno-kanalizacyjnych jest w Polsce nieuchronna. Samorządy mają dzięki temu dodatkowe środki na innego rodzaju inwestycje”. Kiedy zasoby wody pitnej przejdą w obce ręce, wtedy wszystko będzie możliwe. Brońmy polskich zasobów wody pitnej. Nie pozwólmy na ich prywatyzację.

Jedna z pierwszych prób sprywatyzowania zasobów wody pitnej miała miejsce w 2002 roku, w Cochabamba w Boliwii, kiedy to rząd, wraz z Bechtel Corporation, sprywatyzował miejskie zasoby wody pitnej, zgłaszając nawet roszczenia do wody deszczowej. Po sprzedaniu Bechtel’owi – silnej korporacji Stanów Zjednoczonych – publicznej elektrowni wodnej w mieście Cochabamba, ceny wody natychmiast wzrosły. Mieszkańcy Cochabamby protestowali całymi dniami w masowych demonstracjach ulicznych, co ostatecznie doprowadziło do strajku generalnego, który zamknął gospodarkę miasta, i Bechtel Corporation był zmuszony opuścić Boliwię.

Fluoryzacja mózgów

Obok LSD i meskaliny również fluor poważnie wpływa na działanie mózgu i sprawia, że podtruci nim ludzie są bardziej ulegli i podatni na manipulację. Jest to pierwiastek chemiczny, odkryty w 1771 roku przez szwedzkiego chemika Carla Wilhelma Scheelea (1742-1786), zaś wydzielił go w 1886 roku chemik francuski Henri Moisson (1852-1907). W temperaturze pokojowej jest jasnożółtym, silnie trującym, aktywnym chemicznie gazem, reagującym bezpośrednio z niemal wszystkimi pierwiastkami chemicznymi. Fluorowodór jest stosowany do trawienia szkła, a inny związek fluoru – freon jest szeroko stosowany jako środek chłodniczy w lodówkach. Fluorki, sole kwasu fluorowodorowego (HF), o różnym stężeniu występują w naturalnej wodzie pitnej. Jeżeli woda na danym obszarze jest uboga we fluorki, wówczas celowo dodaje się do niej związki fluoru. Dodanie jednej objętości fluorków na milion objętości wody wpływa na wzmocnienie zębów i zmniejszenie występowanie próchnicy. Fluoryzacja jest wartościowym środkiem podnoszącym stan zdrowia publicznego, o ile stosowana jest w normie. Na wskutek powtarzającego się przyjmowania dużych dawek tego pierwiastka występuje zatrucie, zwane fluorozą. Choroba ta może dotyczyć górników wydobywających rudę aluminium (boksyty) oraz pracowników związanych z produkcja środków owadobójczych czy sztucznych nawozów fosforowych. Dochodzi do stopniowego zastępowania wapnia w kościach przez fluor. Kości stają się kruche i miękkie. Tworzą się nieprawidłowe wyrośla kostne, które w kręgosłupie mogą uciskać na rdzeń kręgowy czy korzonki nerwowe.

Fluor po raz pierwszy na masową skalę używany był przez nazistów. Podczas II wojny światowej, setki tysięcy niewinnych ludzi trafiły do niemieckich obozów koncentracyjnych. Znając specyficzne właściwości fluoru naziści dodawali go do wody pitnej. Fluor działał jak środek uspakajający. Pod jego wpływem więźniowie stawali się apatyczni i ulegli. Zrobiło to na nazistach wielkie wrażenie. Fluor umożliwił im całkowite kontrolowanie zachowania więźniów. Substancja została uznana za idealne narzędzie do sprawowania kontroli nad podbitymi narodami. Naziści zlecili firmie I. G. Farben z Frankfurtu, znaczącemu producentowi substancji chemicznych, w tym Cyklonu B, masową produkcję fluoru dla obozów śmierci oraz do innych, zbrodniczych celów. Okres rozkwitu IG Farben przypada na lata 20. XX wieku. Firma nawiązała wtedy współpracę z takimi amerykańskimi koncernami jak Ford, General Electrics i Standard Oil, należąca do Rockefellerów. Współpraca ta utrzymywała się w latach trzydziestych i nie przerwał jej nawet wybuch wojny. Co ciekawe, żadna fabryka należąca do IG Farben nie została zbombardowana, nie ucierpiała od sabotażu ani nie uległa zniszczeniu w wyniku działań wojennych.

Od czasu amerykańskiego Wielkiego Kryzysu lat 30. XX wieku, Fundacja Rockefellera i rodzina Fordów publicznie popierały politykę zmierzającą do ograniczenia przyrostu naturalnego w USA. Wiadomo też, że wiele bardzo wpływowych ludzi ze środowiska biznesu i przemysłu USA przed i po wojnie zainwestowało znaczną ilość pieniędzy w projekty IG Farben. Wśród nich była rodzina Mellonów. W 1913 roku Mellonowie założyli specjalną fundację sponsorująca projekty, które miały przyczynić się do rozwoju nauki i technologii. To właśnie w finansowanym przez nich instytucie badawczym odkryto, że fluor „w nadzwyczajny sposób przyczynia się do ochrony zębów”. Mellonowie założyli też Amerykańskie Przedsiębiorstwo Aluminiowe (ALCOA). Fluor jest wysoce toksycznym produktem ubocznym produkcji aluminium, jak również wielu innych procesów przemysłowych. Przedsiębiorstwo ALCOA było często oskarżane o zatruwanie bydła, upraw i rzek. Bezpieczne pozbywanie się odpadów okazało się drogie, konieczne więc było wymyślenie innego sposobu wyeliminowania dodatkowych kosztów. OLCOA i inne firmy produkujące fluor sfinansowały badania, które wykazały, że małe ilości tej substancji nie są szkodliwe dla zdrowia. Odkryto też, że fluor zmniejsza ryzyko próchnicy. Odkrywcy nowej, rewolucyjnej metody ochrony zębów przedstawili opinii publicznej korzyści płynące z zastosowania fluoru, całkowicie pomijając skutki odkładania się tej trującej substancji w organizmie (FAKTOR X, Wydawca: Marshall Cavendish Polska Sp. z.o.o. Wydanie polskie 1999).

Zaraz po zakończeniu wojny władze amerykańskie wysłały do Niemiec Charlesa Eliota Perkinsa, chemika, patologa i fizjologa, żeby zbadał opracowane przez nazistów metody kontroli umysłów z wykorzystaniem fluoru. W raporcie Perkins napisał, że „Prawdziwym celem fluoryzacji wody jest zapanowanie nad ludźmi, kontrolowanie ich i całkowite ubezwłasnowolnienie”.

Po wojnie naukowcy pracujący dla Amerykańskiego Stowarzyszenia Stomatologicznego w imieniu OLCOA kontynuowali promocję fluoru, mimo iż doskonale wiedzieli, w jaki sposób używali go naziści w obozach koncentracyjnych. Ku przerażeniu tych naukowców, którzy kwestionowali przypisywanie fluorowi właściwości lecznicze, Amerykańskie Stowarzyszenie Stomatologiczne rozpoczęło kampanie promocyjną. Poparcie udzielone przez Amerykańską Publiczna Służbę Zdrowia (USPHS) wzmogło zaufanie społeczeństwa do fluoru. W latach 40. XX wieku kilka miast USA rozpoczęło fluoryzację wody (FAKTOR X, Wydawca: Marshall Cavendish Polska Sp. z.o.o. Wydanie polskie 1999).

W ostatnich latach fluoryzacja wody rozwija się gwałtownie w USA. Jednocześnie w Wielkiej Brytanii panowało przekonanie, że nie ma konieczności fluorowania wody, ponieważ Brytyjczycy piją dużo herbaty, która jest bogata w ten pierwiastek. Ale od czego są naukowcy? W 1954 roku uczeni przeprowadzili doświadczenia na szczurach. Grupa kontrolna była żywiona pokarmem próchnicogennym i piła wodę o niskiej zawartości fluoru. Grupa doświadczalna miała taka samą dietę, ale piła stężony wywar z herbaty. Wyniki były zaskakujące. U obu grup zwierząt stwierdzono podobny poziom próchnicy w zębach trzonowych. Gershon-Cohen i McClendon podali następującą interpretację tego zjawiska: stężenie fluoru około 1 ppm w wodzie pitnej jest optymalne dla ludzi, natomiast mocna herbata zawierająca około 20 ppm wpływa niekorzystnie na uwapnienie kości i niweluje dobroczynne, antypróchnicze działanie tego pierwiastka.

Margaret Thatcher, Helmut Kohl i Ronald-Reagan. Fot. Bild Keystone.

Zdaniem brytyjskiego badacza Iana E. Stephensa, premier Wielkiej Brytanii, , w połowie lat 80. XX wieku potroiła budżet przeznaczony na fluoryzację wody w Irlandii Północnej. Stephens uważa, że kroki te podjęto nie z troski o stan uzębienia Irlandczyków, lecz w celu „uspokojenia” tamtejszej opozycji (IRA). Raport opublikowany przez Międzynarodowy Uniwersytet na Florydzie stwierdził: „roztwór fluorku potasu o stężeniu 0,45 ppm wystarczy do znacznego spowolnienia reakcji sensorycznych i umysłowych” (FAKTOR X, Wydawca: Marshall Cavendish Polska Sp. z.o.o. Wydanie polskie 1999). Od tamtej pory IRA poszła w zapomnienie.

Od czasu zakończenia II wojny światowej produkcja i handel lekami psychotropowymi, od łagodnych środków uspakajających po bardzo silne lekarstwa wpływające na zmianę osobowości, stały się gałęzią przemysłu warta miliony dolarów. Kilkadziesiąt środków uspakajających znajdujących się na rynku farmaceutycznym, zawiera fluor, który w znacznym stopniu wzmacnia działanie innych substancji.

W latach 70. XX w. ukazała się książka „Ecoscience. Population, resources, environment”, która została napisana przez grupę zwolenników ekstremalnych i totalitarnych środków kontroli populacji. Jednym z autorów jest John P. Holdren, który był asystentem prezydenta Obamy ds. nauki i technologii, i dyrektor biura polityki ds. nauki i technologii w Białym Domu. Książka jest przerażającą lekturą opisującą potrzebę depopulacji oraz ukazuje metody do jej przeprowadzenia. Oto jeden z postulatów Holdrena: „ludzie mogą być sterylizowani przez tabletki niepłodności, które zostaną celowo wprowadzone do wody pitnej lub żywności”.

„Zbiorowa psychoza”

Seanse Kaszpirowskiego były jednym z wielu elementów ogłupiania Polaków, i to w czasie rozkradania i niszczenia polskiego przemysłu, i wielkich afer.

Anatolij Michajłowicz Kaszpirowski ur. 11 sierpnia 1939 r. rosyjski psychiatra i psychoterapeta, doktor nauk medycznych. zdobył sławę na polu medycyny niekonwencjonalnej, występując publicznie jako hipnotyzer. Powszechną sławę zdobył w 1989 roku, przeprowadzając na antenie państwowej telewizji seanse hipnozy. Transmisje cieszyły się wielką oglądalnością, a wielu widzów przypisywało tym seansom właściwości uzdrowicielskie. Według nich miały one leczyć szeroką gamę chorób i dolegliwości: od raka po alkoholizm i wypadanie włosów. Ministerstwo Zdrowia ZSRR w oficjalnym oświadczeniu nazwało ten fenomen „zbiorową psychozą”, jak się bowiem okazało, część z rzekomo uzdrowionych trafiała do szpitali z objawami chorób psychicznych. Po 6. seansie program Kaszpirowskiego zdjęto z anteny (Wikipedia).

Jego seanse emitowane były w Polsce przez TVP w czasie największej oglądalności. Przed telewizorami zasiadała większość Polaków. W 1990 r. Kaszpirowski zdobył przyznaną w głosowaniu telewidzów pozaregulaminową statuetkę Wiktora dla osobowości telewizyjnej roku w Polsce. To nie telewidzowie przyznali mu nagrodę, tylko ci co niszczyli wówczas Polskę. Konsekwencją było to, że kiedy niszczono i rozkradano przemysł polski, nikt go nie bronił. Ogłupiono wszystkich. Do dziś wielu Polaków ma trudności z rozpoznaniem rzeczywistości.

Panmongolizm

„Choć imię dzikie – panmongolizm!
Mnie jednak mile ucho pieści,
Jakby majestat wzniosłej doli,
Od Boga danej, w nim się mieścił…”

(Przełożył W. Woroszylski, Miesięcznik Znak, nr 384-385, Kraków 1986).

Celem New Age jest również ogłupienie ludzi. Rosyjski poeta, filozof, pisarz i mistyk. Włodzimierz Sołowjow (1853-1900), jest twórcą pojęcia panmongolizm. Mianem tym poeta określa połączenie chińszczyzny z buddyzmem, czyli chińskiej filozofii taoizmu z buddyzmem. Jest to mieszanka bardzo niebezpieczna i można ją tylko odnieść do terminu medycznego, który oznacza „wrodzony stan niedorozwoju umysłowego”. Właśnie do takiego stanu chcą sprowadzić całą ludzkość konspiratorzy nowego porządku świata.

Sołowjow wierzył, że panmongolizm będzie ciężkim doświadczeniem wiary chrześcijańskiej oraz będzie bezpośrednim zwiastunem Powtórnego Przyjścia Chrystusa.

W jego myśli prawdziwym prorokiem dla chrześcijan powinien być nie Chrystus, lecz Budda, „ponieważ on wszak rzeczywiście głosił to czego im trzeba, a więc bierność, niesprzeciwianie się władzy, bezczynność itd., a choć nie był męczennikiem, to jednak udało mu się zrobić błyskotliwą karierę dla swojej religii”. I właśnie to są te czynniki, które chcieli by widzieć w ludziach architekci nowego porządku świata.

Wyznawcy wiedzy tajemnej, uczniowie Alice Ann Bailey (1880-1949), interpretatorki myśli mistrza tybetańskiego, twierdzą, że na ziemi pojawili się hierarchowie, którzy kierują ewolucją ludzkości. Praca wtajemniczonych i uczniów do roku 2025 zmierzać będzie ku nakreśleniu podstawowych zmian w myśleniu ludzi w skali światowej za pośrednictwem środków masowego przekazu: telewizji, internetu, radia, prasy i czasopism. Celem jest doprowadzenie ludzi do upadku moralnego, ponieważ łatwiej przyjmą Antychrysta. Pod koniec XIX w. Fryderyk Nietzsche swą ideą śmierci Boga zwiódł inteligencję europejską, a odwracając wartości chrześcijańskie doprowadził do upadku ludzi. Kilkanaście lat później ludzie przyjęli Hitlera. Jego ulubionym filozofem był Nietzsche. Hitler z nauki tego filozofa wyciągnął następujący wniosek: jeżeli Bóg umarł, on Hitler, nie miał żadnych skrupułów, aby zabijać miliony niewinnych ludzi, w tym również dzieci.

Taoizm

Chiński taoizm, filozofia dalekowschodnia, obok innych starożytnych doktryn filozoficznych, jest również elementem nowego porządku świata. Taoizm jest najstarszą doktryną filozoficzną świata.

W tym samym czasie, kiedy Budda nauczał w Indiach, w Chinach pojawił się filozof Lao-Tse. Filozofia chińska o cały wiek wyprzedza Sokratesa, filozofa, który nauczał w V. w Grecji. Lao-Tse, który właściwie nazywał się Li Po Jang, uchodzi za najstarszego filozofa i nazywany jest „starym Mistrzem”.

Według filozofii taoistycznej człowiek jako byt istnieje sam z siebie, co oznacza, że człowiek posiada w samym sobie rację istnienia. Człowiek, będąc niezależnym w istnieniu od innych ludzi istnieje z konieczności. Punktem wyjścia filozofii Lao-Tsego była „tao”, jedyna właściwa droga, która prowadzić ma do spokoju wewnętrznego. Tao jest Absolutem, który jest tajemnicą tajemnic. By poznać Tao trzeba być wtajemniczonym, jednak Tao nigdy nie może być poznane. Im większą człowiek uzyskuje tajemną wiedzę, tym bardziej podziwia tajemnicę, ponieważ Tao może być jedynie podziwiane. Tao nigdy nie działa, a mimo to osiąga wszystko. Wszystko pochodzi z bytu, a byt powstał z niebytu. Również świat, który według filozofii taoistycznej powstał z niebytu a istnieje ma powrócić do niebytu, ponieważ wszystko pochodzi z bytu, a byt powstał z niebytu. Tao nigdy nie działa, a mimo to osiąga wszystko. Świat ma osiągnąć spokój przez zaniechanie wszelkich ludzkich czynności. Lao-Tse nazwany został buntownikiem w rzeczach religii i rewolucjonistą w filozofii.

Taoiści wierzą w istnienie w tzw. Wieku Złotym maleńkiej krainy, w której mieszkała niewielka ilość ludzi zażywających doskonałej szczęśliwości. W tej wymarzonej krainie narody miały powrócić do natury i wznieść się do niebytu. Według nich, powrót do tej krainy ma się dokonać poprzez całkowite wyrzeczenie „złudnych wartości cywilizacji”. Człowiek ma wyrzec się wszystkich atrakcji świata, wszystkich rzeczy zewnętrznych, siebie samego i oddać się Absolutowi. Lao-Tse nauczał, że najlepszym systemem polityki wewnętrznej państwa jest pozostawienie narodu samemu sobie.

Popularyzatorem doktryny Lao-Tsego był Czuang Tse z IV w. przed Chrystusem. Jego pisma sławiły „starego mistrza” i jego naukę. W latach późniejszych naukę taoistyczną zaczęto stosować do praktyk zabobonnych ludu i połączono ją z magią i poszukiwaniem eliksiru życia. Z tymi dodatkami filozofia ta zyskała z czasem miano taoizmu i stała się bardzo rozpowszechnioną w Chinach religią. Cesarze znajdowali się pod wielkim wpływem taoistów, którzy uważali siebie za obdarowanych nadprzyrodzoną siłą, i sobie przypisywali odkrycie eliksiru życia. W konsekwencji taoizm doprowadził Chiny do upadku.

W III w. n.e. Chiny wstąpiły w fazę, którą sami Chińczycy nazywają „epoką całkowitego mroku”. Chiny północne rozpadły się na szesnaście królestw, a południowe założyły własną dynastię. Na całym jednak terytorium Chin nikt nie czuł się bezpiecznym. Filozofowie, niezadowoleni z wszelkich ustrojów społecznych i politycznych, zaczęli tęsknić do życia wolnego w idealnym świecie wymyślonym przez taoistów. Miała to być kraina „nieśmiertelnych”, którzy unoszą się na obłokach i wiatrach, nie podlegając żadnym ograniczeniom narzuconym przez materię urządzeniom będące tworem człowieka. Kwitła również poezja. Były to pieśni ludowe, odzwierciedlające dzikiego i niepohamowanego ducha epoki. Okresu samochwałów i nihilistów, z których rekrutowała się gromada beztroskich i pijanych poetów. Cała ich filozofia życiowa streszczała się w słowach jednego z nich: „Dajcie mi dwóch służących, z których jeden szedłby za mną z butelką wina a drugi z motyką, by mnie pochować, gdy padnę”.

Około 67 r. buddyzm przeniknął do Chin, a już w roku 300 zaczęto widzieć w buddyzmie najdoskonalszy ze wszystkich systemów filozoficznych. Wydany został dekret, w którym pozwolono Chińczykom wstępować w szeregi duchowieństwa buddyjskiego. Miliony ludzi opuściło swe domy, by zostać kapłanami i zakonnicami. Fanatyzm religijny doszedł w Chinach do takiego stanu, że wśród kapłanów buddyjskich rozpowszechnił się zwyczaj palenia palca lub całego ciała na ofiarę Buddzie. Odziani w szaty przesiąknięte olejem mnisi siadali na wzniesieniu, podpalali ogień i powoli spalali się na oczach tysięcy zawodzących mężczyzn i kobiet.

Za dynastii Tang (618-907 r.) buddyzm kwitnął i wywierał istotny wpływ na kulturę. Taoizm naśladował wszystko co było buddyjskie. Rozwinięto kanon taoistyczny i włączono do niego setki tomów sutr. Przyjęto doktrynę o reinkarnacji. Taoiści przejęli również ustrój kapłański i klasztory. Wielu uczonych chińskich stawało się gorliwymi wyznawcami buddyzmu, jednak byli i tacy, którzy boleśnie odczuwali odstępstwo od tradycji. Jeden z najwybitniejszych prozaików tej epoki Han Ju, żarliwy przeciwnik buddyzmu w memoriale do cesarza napisał: „W istocie Budda był tylko barbarzyńcą. Mowa jego była odmienna od mowy chińskiej, a jego strój inaczej był skrojony. Usta jego nie wypowiadały zasad dawnych władców, a ciało nie nosiło ubioru przez nich ustalonego”. Narastające uczucia niechęci do buddyzmu doszły szczytu w 845 r. W tym to roku zburzono cztery tysiące sześćset wielkich klasztorów, a dwieście sześćdziesiąt tysięcy mnichów i mniszek zmuszono do prowadzenia normalnego życia (M.A. Nourse, „Dzieje 400 000000 narodu”, Trzaska, Evert i Michalski S.A.).

„Prawa terytorialne zwierząt” stosowane na ludziach

Od Karola Darwina (1809-1882) pochodzi teoria selekcji. W teorii tej można wyróżnić kilka zasadniczych myśli. Jedną z nich jest walka o byt, wywołana nadmiarem istot tego samego gatunku. Wynikiem tej walki jest naturalna selekcja, ponieważ tylko te osobniki, które wykażą najlepsze przystosowanie do warunków, wyjdą z niej zwycięsko. Jeszcze sto lat temu była to teoria, a dzisiaj jest to już stosowana praktyka wśród ludzi. Do tego jeszcze trzeba dodać teorie maltuzjańskie, które pochodzą od Thomasa Malthusa.

W latach 50. XX w. uczeni, zwolennicy maltuzjańskiej teorii, wymyślili że, „w życiu społecznym wielu gatunków zwierząt wyższych obowiązują pewnego rodzaju prawa terytorialne, które zabezpieczają cały gatunek przed groźbą sytuacji maltuzjańskiej. W tym przypadku ciężar nacisku maltuzjańskiego spada na mniejszość osobników wypieranych poza ten teren, gdzie są pozbawieni środków do życia, a populacja utrzymuje się znacznie poniżej maksymalnie możliwej gęstości. Łatwo można dowieść, że „prawa terytorialne” działają także wśród ludzi”.

Prawo „terytorialne” odkryto obserwując społeczne obyczaje ptaków i ssaków. Wpływ tych praw na populację sformułowano następująco: „Gdy populacja stale wzrasta, wtedy lokalna gęstość zaludnienia nie może wzrastać w nieskończoność. Terytorialne siły obronne wypierają więc osobników w położenie marginalne, i w ten sposób zasoby optymalnego miejsca zamieszkania nie ulegają wyczerpaniu. Większość osobników wypartych wymiera, niektóre jednak mogą znaleźć niewykorzystywane dotąd terytorium nadające się do zamieszkania i w ten sposób rozszerzają zasięg gatunku. W rezultacie populacja utrzymuje się przy gęstości optymalnej albo poniżej optymalnej w miejscu najlepszym, a osobniki zbędne są wypierane na terytorium graniczne, gdzie muszą się przystosować do nowych warunków lub wyginąć” (G. A. Barthollmew i J. B. Birdseli. Cytat za: Carlo M. Cipollo, „Historia gospodarcza świata”, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1965).

Tak to sobie wymyślili maltuzjanie, a Klub Rzymski wdraża prawo „terytorialne” w życie. Według tego prawa stosowanego wśród ludzi, nieludzki system ekonomiczny świata każdego roku wyrzuca na margines życia miliony ludzi.

Z teorią selekcji wiąże się eugenika.

Adam Schaff, filozof. Od 1931 do 1989 roku członek najpierw Komunistycznej Partii Polski, później PZPR, w latach 1955-1968 członek Komitetu Centralnego. Fot. marxismocritico.com

(1913-2006), polski filozof pochodzenia żydowskiego, był uważany za głównego i oficjalnego ideologa marksizmu. Od 1969 r. był członkiem powstałego w 1968 r. Klubu Rzymskiego, a 1987 r. pierwszym prezesem Polskiego Towarzystwa Współpracy z Klubem Rzymskim. Klub Rzymski jest komisją Klubu 300 (rząd światowy) i jego główną rolą jest prowadzenie badań demograficznych i propagowanie w państwach ograniczanie przyrostu naturalnego ludności. Adam Schaff był zwolennikiem eugeniki, bo jego komunizm to „świat ludzi zdolnych do zaspokojenia wszystkich swoich potrzeb materialnych, ludzi doskonałych pod względem fizycznym i umysłowym…” (Adam Schaff, „Marksizm a jednostka ludzka”, PWN, Warszawa 1965). W tym nowym świecie nie będzie więc ludzi chorych, ułomnych fizyczne i umysłowo, inwalidów, gdyż człowiek będzie doskonały pod „względem fizycznym i umysłowym”.

Ubóstwo pośród obfitości

Wydany w 1996 r. przez ONZ Raport o Rozwoju Ludzkości (Human Development Report), stwierdza, że zróżnicowanie w rozwoju ludzi i gospodarki stale się powiększa. Wielki wzrost gospodarczy piętnastu państw w latach 1980 -1995, który objął 1,5 miliarda ludzi, zasadniczo kontrastował z pogarszającą się sytuacją około stu państw skupiających większą liczbę ludności świata. Raport również szacuje, że majątek 358 światowych miliarderów rażąco przewyższa połączone roczne dochody państw skupiających 45 procent ludności świata. Kiedy w tym samym czasie około 1,5 miliarda ludzi żyje w skrajnej nędzy to najbogatsi toną w dobrach konsumpcyjnych.

Na obrzeżach wielkich miast, takich jak Kair, Londyn, Delhi, Nowy Jork, Los Angeles, Chicago, Kalkuta i wielu innych żyją miliony ludzi w slumsach, zostali zepchnięci na margines społeczny, pozbawieni środków do życia, nadziei na lepszy los.

Slamsy Rio de Janeiro w Brazylii nazywają się favelas. Fot. katiekatie.com

W 2009 roku wskaźnik Amerykanów w wieku produkcyjnym żyjących w ubóstwie wzrósł jak nigdy dotąd do 14,3 procenta. To znaczy, że 43,6 milionów ludzi, to jest co siódmy obywatel amerykański, żyje poniżej poziomu ubóstwa. Raport ten został opublikowany przez „U.S. Census Bureau” (instytucja zbierająca dane dotyczące spisu ludności), ale rzeczywiste liczby nie są znane. Liczba ubogich nie spada, lecz rośnie. W 1988 r. liczbę mieszkańców USA żyjących poniżej progu ubóstwa szacowano na 32 miliony, czyli przez 21 lat przybyło w USA 11,6 mln ludzi żyjących w ubóstwie. Tylko w latach 1990-1998 ponad 200 tys. farmerów amerykańskich zostało zmuszonych przez nieludzki system bankowy do opuszczenia swojej ziemi i dzisiaj żyją w slumsach na obrzeżach wielkich miast. Mieszkańcy slumsów w niektórych miastach stanowią aż 30-40% mieszkańców. W tych slumsach zamieszkują ogromne rzesze dzieci, które są pozbawione podstawowej opieki lekarskiej, a z powodu braku żywności i niedoboru witamin w organizmie, nie uczą się. O ile w miastach długość życia się wydłuża, to na obrzeżach występuje największa umieralność. Nikt nie prowadzi żadnych statystyk, bo nikt się tymi ludźmi nie interesuje. Występuje tu największa przestępczość, kradzieże, handel narkotykami, prostytucja, zabójstwa i gwałty. W więzieniach amerykańskich kary odbywa ponad 2,1 mln osób. W ciągu roku liczba uwięzionych wzrosła o 2,3%, czyli o 48.412 osób. Co tydzień trafiają do więzienia 932 osoby.

Trwający w USA od 2007 r. kryzys spowodował, że coraz więcej osób zaczęło mieć kłopoty ze spłatą zadłużenia. Banki zaczęły przejmować nieruchomości i wystawiać je na sprzedaż, co ze względu na zwiększoną podaż, jeszcze bardziej obniżyło ceny. Szacuje się, że kilkanaście mln Amerykanów utraciło swoje nieruchomości.

W wielu państwach sytuacja jest podobna. Na obrzeżach Rio de Janerio w Brazylii żyje około 2 mln. ludzi. Baraki, w których żyją ci nieszczęśliwcy nazywają się favelas. W stolicy Filipin Manilii baraki takie nazywają się barong – barong, a w Carracas w Wenezueli ranchos. Przeważnie są to baraki budowane z byle czego, a więc z tektury, gliny, odpadów śmietnikowych, ale też są to ziemianki wydrążone w ziemi. Domy biedaków pozbawione są urządzeń sanitarnych i bieżącej wody. Sprzyja to roznoszeniu chorób zakaźnych, co przybiera często skalę epidemii. O Argentynie w czerwcu 2002 r. agencje informacyjne donosiły: „Najgorszy w historii kryzys ekonomiczny dotknął ludzi biednych do tego stopnia, że niektórzy zaczęli jeść żaby, szczury i koninę, powiedział burmistrz jednego z biednych przedmieść Buenos Aires. Każdego wieczoru armie żebraków rozszarpywały otwarte worki śmieci w centrum stolicy. Na przedmieściach znikły koty, a wielu ludzi, którzy zbierali butelki zabijało swoje konie, ich narzędzie pracy, i zjadało je. Dzieci przestały chodzić do szkoły, ponieważ to one ciągną teraz furmanki zamiast koni. Połowa z 36 mln Argentyńczyków żyje poniżej ubóstwa”.

W Kalkucie tysiące ludzi koczuje na ulicach, a w nocy śpią na chodnikach. Dla wielu mieszkańców Kalkuty jedynym domem są zbudowane z gliny lepianki. Kalkuta leży nad Zatoką Bengalską, więc w porze deszczowej często występują powodzie. Niekorzystne położenie Kalkuty sprawia, że slumsy są regularnie zalewane przy każdej powodzi. W Indiach jest system kastowy. Do najniższej piątej kasty należą nietykalni, których jest około 170 mln.

Konsekwencje reform Balcerowicza

Spotkanie rządu z Solidarnością: Jacek Kuroń, Tadeusz Mazowiecki, Leszek Balcerowicz, 16.02.1990 (Fot. Piotr Wójcik / Agencja Gazeta)

W Polsce po 1989 r. zmiany, których dokonano okazały się dla bytu państwa i narodu tragiczne. Ich efektem jest utrzymywane wysokie bezrobocie, głębokie rozwarstwienie społeczeństwa, zwiększanie się podziałów i niesprawiedliwości, zubożenie i degradacja licznych grup ludności, permanentne obniżanie się ogólnej jakości życia, brak perspektyw dla młodych ludzi, często dobrze wykształconych, brak pracy i mieszkań. Dzieje się to wszystko przy propagandzie sukcesu. Wprowadzony system ekonomiczny wyrzuca każdego roku na margines życia tysiące ludzi. Na Zachód za chlebem wyjechało już z Polski ponad 2 mln młodych ludzi, a na bezrobociu pozostaje wciąż ponad 2 mln ludzi. Zamiast fali powrotów z emigracji, zbliżamy się do rekordowego wyniku z 2007 r. Wtedy za granicą mieszkało 2,7 mln Polaków. Tak wynika z najnowszych danych GUS (http://finanse.wp.pl/kat,1013819,title,Emigracja-bliska-rekordu-Polacy-juz-raczej-nie-wroca,wid,16909267).

Podczas grabieży i niszczenia polskiego przemysłu L. Balcerowicz zapewniał, że bezrobocie związane z tzw. prywatyzacją i restrukturyzacją przemysłu (grabież i niszczenie polskiego przemysłu) miało wynosić tylko 400 tys. i było to kłamstwo. Na koniec 1990 r. bezrobocie wzrosło w ciągu roku z zera do około 1,1 mln, a stopa bezrobocia wynosiła 6 proc., następnego roku bezrobocie wynosiło już 11,5 proc., w 1993 r. 15,7 proc., w 1994 r. 16 proc. Polaków było bez pracy. W marcu 2012 r. stopa bezrobocia wynosiła 13,3 proc. a na początku 2013 r. już ponad 14 proc. i rośnie. To są dane statystyczne, a w rzeczywiści w 2002 r. bez pracy pozostawało 5 mln 754 tys. osób. Polaków.

System latynoski

Henry Kissinger, Zbigniew Brzezinski i Madeleine Albright. Fot. za stormfront.org

W Polsce po 1989 r. wprowadzono, sprawdzony w Ameryce Południowej, system latynoski. Na czym ten system polega? W późnych latach 70. XX w. japońskie, zachodnioeuropejskie i amerykańskie banki – wszystkie powiązane z Komisją Trójstronną Z. Brzezińskiego, grupą Bilderberg i innymi elitarnymi grupami – pożyczyły ogromne sumy pieniędzy Brazylii i innym krajom Trzeciego Świata. Już wówczas wielu finansistów zdawało sobie sprawę, że spora część tych krajów nigdy nie zdoła spłacić długu. Kilka lat później Brazylia rzeczywiście zbankrutowała, zaś Komisja Trójstronna zaoferowała jej układ, polegający na tym, że Brazylia, w zamian za redukcję długu, zrzecze się praw do swych bogactw naturalnych. Brazylia, kraj bogaty w zasoby naturalne, została zmuszona do oddania swych zasobów drewna i minerałów.

W konsekwencji jej lasy tropikalne zostały zdziesiątkowane, zaś drewno poszło na zapłatę państwowego długu, natomiast kopalnie zaczęły prowadzić rabunkową gospodarkę brazylijskimi minerałami, złotem, kamieniami szlachetnymi i rudami metali szlachetnych. W ten sposób Brazylia jest utrzymywana w stanie ciągłego ubóstwa, a duży odsetek jej społeczeństwa mieszka w slumsach. Międzynarodowe giganty, takie jak Cargill, ADM i Bunge kontrolują dwie trzecie produkcji soi w Brazylii.

W Polsce zniszczono narodowy przemysł, obecnie mamy przemysł, ale internacjonalistyczny, czyli komunistyczny. Z Polski zrobiono montownię samochodów. Prowadzi się rabunkową wycinkę polskich lasów. Niszczy się przemysł górniczy. Kopalnię Krupiński mają kupić Anglicy. Zniszczono służbę zdrowia (obecnie Ochrona Zdrowia), bowiem celowo doprowadzono do sytuacji, że z Polski wyjechało 30 tys. lekarzy. Terminy do specjalistów się wydłużają. Do Polski z całego świata sprowadza się śmieci, które następnie się podpala, czym zatruwa się środowisko. Truje się również ludzi. W tej sprawie nawet organizacje ekologiczne milczą. Ogłupia się ludzi wmawiając im, że szczepienia są bezpieczne. Już się rozpoczęła prywatyzacje polskich zasobów wodnych, czyli przejęcie wody przez żydowską spółkę-Wark z izraelskiej grupy Tahal. Czy ktoś przeciwko temu protestuje? Nie! My dalej śpimy. Przyjdzie taki moment, że obudzimy się z ręką w nocniku. Stracimy Polskę!

Biedronki zamienione w zombi

Jeżeli „prawa terytorialne zwierząt” stosuje się na ludziach, to i życie owadów można przenieść na ludzi. Tak jak i wśród owadów występują pasożyty, tak i wśród narodów są pasożyty, które rozkładają narody od wewnątrz, doprowadzając do ich zagłady. Kilka lat temu naukowcy odkryli wirusa, który jest spokrewniony z wirusem powodującym polio.

Wiele pasożytów może wykorzystywać wirusy, jako broń biologiczną, aby kontrolować zachowanie swoich ofiar. Podczas nowych badań, naukowcy odkryli jeden z najbardziej niezwykłych przykładów kontroli umysłu w świecie zwierząt. Broń biologiczna os zamienia biedronki w zombie.

Praca naukowa wyjaśnia, jak osa pasożytnicza zielonooka (Dinocampus coccinellae) przerabia, biedronki w strażników, którzy najpierw bronią kokonu larw, a następnie stają się ich pokarmem.

„Pasożyty mają zdolność do zmiany biologii swojego gospodarza na własną korzyść” – mówi Nolwenn Dheilly, główna autorka badań z Uniwersytetu w Perpignan – Via Domitien we Francji. „Manipulacja zachowaniem gospodarza jest jednym z najbardziej zaskakujących wyników tych zmian”.

Zespół naukowców badał sekwencję kwasów rybonukleinowych z główek i brzuszków biedronek, zarówno normalnych, jak i tych przerobionych w „zombie” przez osy – pasożytnicze.

Wcześniejsze badania wykazały, że osa rozpoczyna złowrogą strategię od tego, że składa jaja wewnątrz żywej biedronki. Po około dwudziestu dniach larwa osy opuszcza ciało biedronki i przędzie kokon. W tym czasie, biedronka pozostaje nad kokonem, lekko drżąc.

Nolwenn Dheylli i jej zespół odkryli, że osa w rzeczywistości nie tylko składa jaja w biedronce, ale wprowadza w nią także wirusa. Naukowcy zidentyfikowali go nie tak dawno temu. Wiadomo, że wpływa na układ nerwowy i jest spokrewniony z wirusem powodującym polio.

Wirus zwany DcPV aktywnie mnoży się w organizmie i wpływ na mózg owadów, powodując paraliż i drżenie. Dziwne jest to, że wirus dociera do mózgu dopiero wtedy, gdy larwa opuszcza biedronkę, tak że przed tym, biedronka normalnie funkcjonuje. W przypadku, kiedy larwa wychodzi z ciała gospodarza, staje się ono jej pokarmem.

I rzeczywiście, po wylęgu z kokonu, larwy zjadają swojego nieszczęsnego „ochroniarza”. Jednak około jedna trzecia owadów zainfekowanych, daje rady przetrwać i zregenerować siły. Prawdopodobnie w trakcie ewolucji biedronki częściowo nauczyły się zwalczać infekcję („Osy zmieniają biedronki w zombie”, http://tylkoprzyroda.pl/wideo/osy-zmieniaja-biedronki-w-zombie).

Ludzie przerobieni w zombi

Na Haiti nie stosowano na ludziach środków farmakologicznych, nie fluoryzowano wody, nie narkotyzowano, nie zatruwano żywności, by przytępić zmysły człowieka, zdegradować jego osobowość i wymazać mu pamięć. Stosowano na ludziach bardziej sadystyczne metody.

We wrześniu 1994 roku, na krótko przed inwazją USA na Haiti, w kwaterze głównej rządzącej junty wojskowej odbywały się trzydniowe obrzędy voodoo, podczas których sprawujący władzę nad krajem prosili złe duchy, aby zapobiegły inwazji USA. Podobno w trakcie ceremonii złożono w ofierze trzynastu ludzi, w tym młodą ciężarną kobietę. W październiku 1994 r. trzech amerykańskich żołnierzy popełniło tajemnicze, niczym nie uzasadnione samobójstwo. Jeden z nich, Geraldo Luciano, strzelił sobie w głowę podczas gry w karty, i to wtedy, gdy zaczął wygrywać.

W trakcie nadzorowanych przez ONZ wyborów prezydenckich na Haiti w 1995 roku, represje polityczne osiągnęły niespotykany dotąd poziom. Wielu przeciwników politycznych padło ofiarą ortodoksyjnych wyznawców voodoo, rytualne morderstwa były na porządku dziennym. Rządy sąsiednich krajów odmówiły udziału w akcji ONZ, nie chcąc narażać się na odwet ze strony kapłanów voodoo.

Na Haitii w obrzędach voodoo jedną z prób jest grzebanie żywcem. Ludzi, którzy przeżyli te próbę nazywa się zombi. Jednak wielu z nich umiera na skutek niedotlenienia mózgu, ponieważ zbyt długo przebywali w zamkniętej trumnie. Obrzęd ten na Haitii stał się instrumentem terroru i siania strachu. Po kilku dniach przebywania w zamkniętej i zakopanej w ziemi trumnie zmysły człowieka zostają przytępione, następuje również degradacja osobowości i zanika pamięć. Tak okaleczonym człowiekiem łatwo jest manipulować. Powszechny strach, jaki budzi perspektywa pochowanie żywcem, powoduje że kapłani woodoo posiadają nad ludźmi wielką władzę. Francois „Papa Doc” Duvalier, był dyktatorem Haitii w latach 1957-1971. Podczas jego 14-letnich rządów tajna policja haitańska wykorzystywała voodoo i strach przed zamianą w zombi, jako instrument terroru i represji. Jeżeli na Haiti już w latach 90. XX w. i wcześniej, gdyż obrzędy woodoo znane się tam od XVIII w., stosowano takie brutalne metody, to dziś stosuje się bardziej subtelne metody, ale cel pozostał ten sam. Ogłupić, aby zapanować.

Stanisław Bulza

Źródło: http://www.polishclub.org/2018/06/23/oglupiac-by-zapanowac-zydowski-podboj-polski/?utm_source=dlvr.it&utm_medium=facebook

https://wolna-polska.pl/wiadomosci/oglupiac-by-zapanowac-zydowski-podboj-polski-2018-06

Posted in Uncategorized, Żydzi przeciwko Polsce, Wróg Polski | Leave a comment

KAZANIE NA VII NIEDZIELĘ PO ZESŁANIU DUCHA ŚWIĘTEGO-Ks.Pius

 

KAZANIE NA VII NIEDZIELĘ PO ZESŁANIU DUCHA ŚWIĘTEGO

Umiłowani w Chrystusie Panu!
Odkupiciel kieruje dziś do nas słowa ostrzeżenia: Attendite a falsis prophetis. Zwróćmy uwagę, iż słowa te przetłumaczyć można nie tylko jako strzeżcie się, ale także spodziewajcie się fałszywych proroków. Sam Pan Jezus wskazał zatem, iż owi fałszywi prorocy się pojawią. Zdawał sobie On doskonale sprawę z tego, iż ludzie, nawet otrzymawszy od Niego wszelkie środki potrzebne do zbawienia, cały depozyt wiary i sakramenty, będą w stanie wzgardzić otrzymanymi darami, podeptać Bożą naukę i źródła duchowego życia.
Jak poznać tych fałszywych proroków, przed którymi przestrzega nas Syn Boży? Ewangelia wskazuje, iż przychodzą oni do nas w owczej skórze, ale wewnątrz są drapieżnymi wilkami. Słysząc zaś dziś ostrzeżenie naszego Boskiego Mistrza musimy sobie uświadomić, że najniebezpieczniejsze dla duszy jest wymieszanie prawdy i fałszu, dobra i zła, gdyż może ono łatwo zmylić wielu ludzi. Ileż szkód może wyrządzić taki wilk w owczej skórze, ile ludzi może on zatruć zatrutą wodą swojej błędnej nauki, ile dusz może doprowadzić do duchowej śmierci.
Św. Pius X w 1907 roku opublikował encyklikę Pascendi dominici gregis, która powinna być dla katolików jak grom z jasnego nieba. Święty papież pisze: Zwlekać nam dłużej nie wolno. Wymaga tego przede wszystkim ta okoliczność, iż zwolenników błędów należy dziś szukać nie już wśród otwartych wrogów Kościoła, ale w samym Kościele: ukrywają się oni – że tak powiemy – w samym wnętrzu Kościoła; stąd też mogą być bardziej szkodliwi, bo są mniej dostrzegalni. Gdyby tylko katolicy w XX wieku posłuchali ostrzeżenia św. Piusa X, które wszak było głośnym powtórzeniem ostrzeżenia Naszego Pana Jezusa Chrystusa z dzisiejszej Ewangelii! Tak się jednak nie stało, przebiegłe wilki w owczej skórze, mieszający prawdę z błędem moderniści, przebrani w purpury heretycy, dostali się do Bożej owczarni i od czasów Soboru Watykańskiego II prowadzą coraz bardziej jawną i bezlitosną rzeź dusz.
Drodzy wierni! Kwestia Soboru Watykańskiego II jest nieskończenie ważna, bowiem od jej rozwiązania zależy zbawienie miliardów ludzi. Z pewności w naszej głowie pojawia pytanie, jak można było wykorzystać dwa tysiące katolickich biskupów, którzy byli ojcami soboru, do przeprowadzenia rewolucji francuskiej w Kościele? Odpowiedź jest prosta. Moderniści odnieśli tryumf dzięki dwuznacznym sformułowaniom soborowych tekstów oraz braku należytej czujności i odwagi pasterzy Kościoła. Aby wprowadzić nową religię człowieka, trzeba było zachować szatę starej religii. Skąd też konieczne było zastosowanie szatańskiej mieszaniny prawdy i fałszu. Tymczasem w Piśmie Świętym Bóg mówi wprost:Os bilingue detestor (Prz 8, 13), nienawidzę ust przewrotnych.Niech wasza mowa będzie: tak, tak; nie, nie(Mt 5, 37). Błąd i zło przebrane w szaty prawdy i dobra, pozostaną zawsze błędem i złem.
Kochani moi! Pan Bóg może nawet z wielkiego zła wyprowadzić jeszcze większe dobro. Troszcząc się jednak o los naszej duszy musimy nieustannie czuwać i modlić się, abyśmy nie ulegli pokusie (por. Mt 26, 41). Największą pokusą naszych czasów jest zaś pójście na kompromis, zaakceptowanie dwuznaczności, mieszaniny prawdy i błędu, dobra i zła. Siła szatana i modernistów wynika z obojętności i bezmyślności katolików. To bierność katolików umożliwiła modernistom, wilkom przebranym w owcze skóry, wtargnięcie do Kościoła Bożego, niszczenie katolickiej doktryny, moralności i obrzędów.
Sine dominico non possumus! Bez daru Pańskiego nie możemy,  powiedzieli w roku 304 męczennicy z Abiteny, schwytani podczas niedzielnej Mszy Świętej, której sprawowanie było wówczas zabronione i karane śmiercią. Nie poszli oni na kompromis i nie zapalili kadzidła przed posągami pogańskich bożków. Dziś z pewnością nie poszliby na kompromis i nie braliby udziału w posoborowym kulcie człowieka, choćby zachęcali ich do tego najwyżsi kościelni hierarchowie, a może i ksiądz odprawiający wprawdzie tradycyjną liturgię, który jednak nie rozumie źródeł obecnego kryzysu w Kościele czy też nie mówi prawdy z obawy przed reakcją przełożonych. Jeśli dziś pozwolisz sobie na to, żeby zacząć myśleć choć trochę jak modernista, jutro powtórzysz słowa Franciszka: Wierzę w Boga, nie w katolickiego Boga, nie istnieje Bóg katolicki (wywiad z Eugenio Scalfarim, La Republica, 1 października 2013), zaś pojutrze będziesz ateistą. Tylko ten kto widzi zagrożenie, może się przed nim uchronić. Tylko ten kto rozumie Chrystusowe ostrzeżenie, może nie dać się oszukać fałszywym prorokom, którzy w zamian za akceptację posoborowej religii człowieka pozwolą na trochę „trydentu” w swej ekumenicznej świątyni.
 
Krwi Chrystusa, ostojo zagrożonych, wybaw nas!
Amen.
Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe (Mt 26, 41)
Posted in Ks.Pius, Uncategorized | Leave a comment